Likwidator po przypadkowym postrzeleniu szatniarza ze skutkiem śmiertelnym i zwolnieniu pracownika ochrony, rozsiadł się na dyżurce w fotelu i kazał karłowi przykucnąć żeby oprzeć na nim swoje nogi.
W tym czasie do budynku wprowadzono kilka metalowych klatek ze wściekłymi psami, takimi z pianą na pysku. Po budynku niósł się skowyt i ujadanie.
– Co to ma być? – krzyknął w stronę tymczasowego administratora budynku, który siedział na schodach.
– To zwierzęta doświadczalne, na Wydział Biologii. Do eksperymentów medycznych. Tak po taniości, z Rumunii sprowadzamy w cenie 5 euro za sztukę. Nasze kundle chodzą po 20-30 euro. Poza tym te rumuńskie są jakby takie bardziej ludzkie, mają rozumne spojrzenia. Nadużyłbym jednak zaufania Pana Likwidatora, gdybym nie doniósł, że po eksperymentach nasi biolodzy dzielą się psim mięsem między sobą. Tam funkcjonuje prawdziwie czarny rynek mięsny. Oni w życiu nie kupili w sklepie wieprzowiny, drobiu, a o wołowinie nie wspominając. Zjadają tylko to, co przebadają. Bo mają pewność, że niezatrute. Czasem w zamian za milczenie, częstują tym psim mięsem ochronę i sprzątaczki. Bo oni wszyscy widzą te dzikie orgie, jakie tam się po 21:00 odbywają.
– Ale patologia, to jest faktycznie do likwidacji – westchnął Likwidator. – Muszę się tam przejść i na własne oczy zobaczyć.
– Tak, ale ostrożnie, niech pan przedem wypuści karła, bo ci biolodzy noszą w tych swoich białych kitlach naładowane strzykawki z płynem odurniającym. Aplikują ją znienacka delikwentowi, po czym jak straci przytomność przenoszą go do pomieszczenia z taką wielką fototapetą z rajską wyspą, palmami i krystalicznie czystą wodą, wzywają najbardziej urodziwą asystentkę i urządzają kompromitującą sesję zdjęciową, po czym wysyłają to anonimowo do Rektora.
– No to dzieję się tu u was srogo. Nie wiedziałem, że aż tak. – A są jeszcze jakieś bardziej zdziczałe i zdemoralizowane wydziały? – zapytał Likwidator.
– Owszem jest, Wydział Eologii, taki gdzie bada się związki między literami „e” i „o”. Mają nawet wysokopunktowane czasopismo, w którym za pół arkusza wynurzeń poświęconych odwiecznej walce bobra z kobrą dostaje się 200 punktów.
– A Wydział Nauk Histerycznych? – zapytał z ciekawości Likwidator.
– Tam są zatrudnienie najwybitniejsi histerycy z całej Polski i Wszechświata. Histeria, wie pan, cieszy się dużym powodzeniem, bo nie jest nudna jak ta ilozofia z odwiecznym roztrząsaniem istoty bytu. Histerycy mają wciąż nowe rządowe zamówienia na pisanie o histerii tych wszystkich wariatów, których władza nie lubi. Siedzą w archiwach i piszą.
– Coraz bardziej zadziwia mnie ta instytucja – pogrążał się w myślach Likwidator. – A ci studenci, co czekają w tak dużej grupie przed aulą? To z jakiej okazji, przecież semestr się już chyba skończył.
– Owszem, skończył, ale zaczęła się sesja. – powiedziała nie pytana o zdanie sprzątaczka. Zawsze po nich w auli dziesiątki kubków po kawie zostaje.
Zaintrygowany Likwidator postanowił podejść do grupy studentów i wypytać o przedmiot, jaki zaliczają. Międzynarodowe Stosunki Potyliczne – powiedział brodaty student. Teoria bez znaczenia, dobrze, że chociaż Zender filmy puszcza w ramach zajęć. To jeszcze da się ogarnąć, ale jak mówi, to średnio jest, słabo znaczy. Używa takich przedpotopowych słów. I wciąż zachęca do myślenia, podczas gdy nie po to nasi rodzice i dziadowie wypruwali sobie żyły, żebyśmy musieli teraz myśleć.
I tak zegar wybił godzinę 20:33. Likwidator zdjął nogi z karła, i udał się do toalety.
Obraz Greg Garnhart z Pixabay
Zostaw komentarz