Na uniwersytecie zamknięto na klucz wszystkie toalety. Na ich drzwiach umieszczono napis, że klucz do ubikacji znajduje się u Woźnego. Tenże założył specjalny zeszyt i czekał. Z czasem do jego pokoju ustawiła się kolejka. On zanim wydał klucz do toalety, zapisywał w swoim zeszycie imię i nazwisko, wiek, kierunek studiów oraz deklarację odnośnie do celu skorzystania z wiadomego pomieszczenia.

– Czyli tylko sikać będzie? – zapytał nie podnosząc wzroku znad zeszytu. – Za samo sikanie 20 złotych się należy. Inkasował, wydawał przepustkę do ubikacji a Kiblowy odprowadzał człowieka do toalety i nasłuchiwał czy dana osoba opróżnia się według zgłoszonej deklaracji.

Kiblowy to „wynalazek” Woźnego. On go stworzył. Był to jego krewny z prowincji, który pragnął pracować w wielkim mieście, ale nie za wielkim. Był umysłowo niepełnosprawny, ale funkcję Kiblowego opanował do perfekcji. Jak ktoś za długo siedział w kabinie, potrafił wśliznąć się po podłodze, otworzyć drzwiczki od środka i powiedzieć „do widzenia”.

– Kupa? – zapytał głośno Woźny. – Ile minęło czasu od ostatniej defekacji – pytał Woźny studenta I roku.

– A nie można by tak ciszej? Czuję się skrępowany – wyszeptał student.

– Proszę pana, tutaj na Uniwersytecie nasze potrzeby fizjologiczne są naszą wspólną sprawą, a jak pan chcesz zachować prywatność to wio do lasu sosny obszczywać. – podniósł głos Woźny.

Kiblowy miał zamocowane do pasa dwie szczotki do muszli na wypadek nagłej interwencji. Na ręku miał elektryczny zegarek, którym odmierzał czas. Minuta na sikanie, pięć minut na wiadomo. Był rygorystyczny, potrafił w trakcie załatwiania czynności fizjologicznej uchwycić daną osobę za kark i wyrzucić z toalety. Sam uwielbiał natomiast zasiadać na muszli i czytać godzinami gazety motoryzacyjne. Czuł wówczas, że jest uprzywilejowany.

– Jedynka czy dwójka? – zapytał Woźny kolejną osobę w kolejce.
– Dwójka – usłyszał odpowiedź.

– Za dwójkę 50 złotych plus VAT – powiedział Woźny. – A za papier dodatkowo 15 złotych, ale tylko pół metra, trzeba się ograniczać.
Kiblowy tymczasem pilnował, żeby do toalety wchodziły wyłącznie osoby z ważnymi biletami wystawionymi przez Woźnego. Tajemnicą poliszynela było jednak, że za połowę stawki Kiblowy wpuszczał do toalety jak Woźny nie patrzył.

Ale pewnego dnia zdziwił się, bo Woźny miał zatrudnionych dwóch kontrolerów, umundurowanych, na czapkach i na ramionach widniał ręcznie wyszywany złotą nicię napis „WC”. Potrafili oni znienacka wpadać do toalety i w trakcie czynności fizjologicznych legitymować ludzi.

Gdy przyłapali Kiblowego za pokątne wpuszczanie ludzi do toalety, to musiał im oddać trzy dniówki, czapkę i gazetę motoryzacyjną w zamian za milczenie przed Woźnym.

Miesięczny przychód z tytułu korzystania z toalet wyniósł w lutym ok. 100 milionów złotych.