– Zamknij pan bramę – zawołał Woźny do Szatniarza. Niechaj dziś już nikt nie przyjeżdża na Uniwersytet. Pragnę zaznać spokoju i poczytać sobie książki z naszej biblioteki. Tyle ich nawypożyczałem, a nie mam kiedy przeczytać.

– Studenci nawet mają nie przyjeżdżać? – zapytał Szatniarz.

– Oni zwłaszcza! – powiedział gromko Woźny, a zwłaszcza studentki, te szczebiotki trajkoczące jak stado wróbli. W potarganych gaciach i z odsłoniętymi kostkami w środku zimy.

– Czyli studentów wpuszczać? – dopytał.

– Tak ale tylko tych z V roku, najbardziej rozumnych, kibel przecież musi jakoś zarabiać – powiedział Woźny i zapytał Kiblowego czy toaleta ogarnięta.

– A wie pan, pozwolił sobie zagadnąć Szatniarz, że ludzie z centrum miasta zjeżdżają się do nas i ustawiają w kolejce do toalety. Taka legendarna stała się. Nawet nie załatwiają potrzeby fizjologicznej tylko robią sobie selfie, choć przy wejściu jest zaznaczone, że zdjęć w kiblu robić nie można.

– Nawet się nie wyszczywają? – zapytał Woźny dopijając butelkę dżonyłokera, 07, litra.

– Przeciwnie – pytają czy w czynie społecznym mogą pielęgnować nasz kibel. Szczerze mówiąc, nasz biznes to takie perpetuum mobile – powierzał Szatniarz.

– Holahola, jaki nasz? – Mój to jest biznes, idż raczej wzbudzić Kiblowego, śpi na kartonach w garażu podziemnym. Trzeba wreszcie opisać cennik, ale jak to ponazywać? – zastanawiał się Woźny. – Sikanie & sranie – ta literka pomiędzy wydaje się czynić rzecz kulturalną, ale coś zgrzyta jednak. Woźny wymyślił zatem nowe, neutralne pojęcia: pisuaryzacja & dekuptage. To drugie z francuska, żeby mniej wstydliwie było. I podniósł sikanie do 35, a to drugie do 80 złotych. A i tak byli chętni.

– Ej Kiblowy, zawołaj mi tu Kierownika Działu – powiedział Woźny.
Po godzinie stawił się Kierownik Działu i powiedział – widzę, że dobrze na kiblu prosperujecie. My z Bibliotekarzem weszliśmy w inny segment. Chowamy ludzi po zmroku, w parku obok Uniwersytetu. Półlegalnie, znaczy nielegalnie ale 1300 złotych jak pan nawet odliczysz wódkę i salceson dla grabarzy, to i tak jesteśmy do przodu. A ci grabarze, powiem panu strasznie ochotni, gotowi kopać groby na zapas. Ludzie nie nadążają umierać. Tacy zawodnicy!

– No i myślisz pan, że tym kopaniem grobów wokół Uniwersytetu jesteś pan lepszy ode mnie? – Zapytał Woźny dopalając papierosa bez filtra. – Nigdy, ale to to nigdy nikt na tym Uniwersytecie nie będzie ważniejszy ode mnie, Nikt! – podkreślił Woźny.

Od bramy.

– Pan tu jesteś od otwierania bramy? – zapytał milioner, który przyjechał do uniwersyteckiej toalety.

– Nie jestem tego pewien – odpowiedział. – – Kiedyś może byłem, ale teraz może nie jestem…

– Mniejsza o to, podnieś szlaban, bo do kibla się spieszę. – powiedział biznesmen.

I takim sposobem nasz uniwersytet stał się mekką dla kiblowych celebrytów.