To już historia. Żeby pojawił się konflikt, trzeba być jakoś podobnym. A dwudziestolatkowie są inni.
Od miesięcy w kinach króluje „Obsesja”. Film jest światowym fenomenem. Tylko w Polsce – 760 tys. widzów, w świecie blisko 60 milionów. Głównie młodych i bardzo młodych – pokolenie TikToka, czy pokolenie Alfa.
W kinie zerkam na widownię. Maksymalne skupienie, pełna immersja i skamieniałe twarze.
My wyszliśmy z kina na kwadrans przed końcem seansu. „Obsesja” nie jest filmem dla ludzi 50+. Oni będą cierpieć wystawieni na fantasmagoryczną emocjonalną rzeźnię.
A przecież „Obsesja” jest obrazem wybitnym, choć specyficznie wybitnym. Prosta historia bezbłędnie trafia do widzów nastawionych na PRZEŻYWANIE poprzez OBRAZY. Wychowani na grach video oswoili radykalną brutalność i cieknące posoką resztki głów i twarzy. To wyraża ich lęki, pokazuje ich świat i ich sposób postrzegania. Cóż, Curry Baker – reżyser i autor scenariusza – urodził się w roku 1999. Twórcą globalnego sukcesu, który odmienił gatunek grozy, jest utalentowany dwudziestosiedmiolatek.
Wrażenie osaczenia budowane niestandardową pracą kamery: bliskie plany z kawałkami rozmazanego tła ponad sylwetkami bohaterów, których rysom makijaż nadaje nieludzki charakter w sposób tak subtelny, że trzeba dłuższej chwili by pojąć dlaczego wżera się w nas groza.
Baker opowiada historię zupełnie zwyczajnych młodych, z którymi inni młodzi mogą się utożsamić. Oczywiście manipuluje lecz przecież każdy obraz filmowy jest jakąś manipulacją. Tyle że Baker manipuluje, że tak to nazwę, socjologicznie. Serwuje nam obraz lęków pokolenia dwudziestolatków.
Poznajemy kilkoro przyjaciół pracujących w sklepie muzycznym. Nieśmiały chłopak o nieprzypadkowym imieniu Bear, interesuje się koleżanką. Jest miły i banalny – typowy niegroźny incel (od „involuntary celibate”) żyjący w wymuszonym celibacie. Boi się zadeklarować, a dziewczyna która mu się podoba traktuje go jak kolegę.
Pomimo ostrzeżeń w dziwnym sklepiku kupuje magiczną różdżkę spełniającą dowolne życzenie. Tylko jeden raz, za to nieodwołalnie. Bear pragnie by Nikki kochała go ‘najbardziej na świecie’.
Dziewczyna zostaje ubezwłasnowolniona magią i wpada w obsesję paranoicznego uczucia. Okrutnie niszczy wszystkich, także przyjaciół, którzy mogą zakłócić totalną osmozę z kochankiem. Tyle.
Jak to widzą zahipnotyzowani widzowie? Widzą dekonstrukcję miłości idyllicznej na rzecz narcystycznego posiadania drugiej osoby. Widzą gamoniowatego mężczyznę wymuszającego uczucie na kobiecie. Widzą pozbawioną podmiotowości kobietę, która zamienia się w Erynię. Widzą, że kobieta nie może nikomu ufać. Widzą młodych jak oni, uwięzionych w czasie zastygłym i w ciasnej przestrzeni.
Reżyser próbuje nas złamać. W psychicznej studni panuje chory mrok. Bez wyjścia, bez światła, bez nadziei.
I to właśnie odpowiada pokoleniu Tiktoka. Są powody, dla których ten nieznośny horror-moralitet przyciągnął do kin miliony widzów.
Bo w gruncie rzeczy tło społeczne i mentalne globalnego sukcesu „Obsesji” jest ciekawsze, od samego filmu.
Fot. kadr z filmu – Nikki. Niewinnie śliczna? Czy aby na pewno?
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz