Czyli jak sprawdzałem inwestycje Trzaskowskiego.

No niby jest Europa. Drzewa, ławki, klomby kwiatów i krzewów.
Ale czegoś mi zabrakło. Zwykłych mieszkańców.

Trzaskowski jest dumny z tych inwestycji i ma rację.
Stworzono nową przestrzeń dla pieszych, w której, w cieniu można napić się kawy, zjeść lody lub coś pożywniejszego.

Jest zielono i czysto.

W dzień, w miarę spokojnie, choć na bocznych ławkach zauważyłem grupkę amatorów „mózgojebów”, ale zachowywała się spokojnie i nie nagabywała przechodniów o parę groszy na „bułkę”.
Słowem, „Europa”.

Siedziałem blisko godzinę.

Najpierw przy Złotej.
Potem przeniosłem się pod Dom Braci Jabłkowskich.
I wypatrywałem warszawiaków, mieszkańców tego fyrtla Warszawy.

Na próżno.
Nie zauważyłem ani jednego.

Za to, tabun za tabunem, spieszyli na Dworzec Centralny lub z dworca, turyści z walizkami na kółkach.
Ten głuchy łoskot obudziłby nawet zmarłego.

Niektórzy z nich, dobijali się do zamkniętych bram gdzie mieli wynajęte lokum albo jak na klawiaturze, wciskali wszystkie przyciski w domofonach.

Za dnia w miarę spokojni, ale jestem sobie w stanie wyobrazić co dzieje się wieczorem i w nocy.

I tak oto, ścisłe Śródmieście stolicy stało się skansenem turystycznym, gdzie prawdziwe życie zamarło.
Zniknęło.

A wszystko za sprawą właścicieli odnajmujących im swe mieszkania na wynajem krótkoterminowy.

Warszawa dołączyła do niechlubnej listy takich miast jak: Barcelona, Trapani, Taormina itd. w których historyczne centra zamieniono w turystyczne getta, z mnóstwem knajp, barów, pubów, kawiarni.
Nie ma tam ani jednego warsztatu, ani jednego sklepiku z owocami lub „spożywczaka”.
Nie ma miejsc gdzie bawią się dzieci, gawędzą staruszkowie.

Nie ma, bo ścisłe Śródmieście się wyludniło.

A tych, którzy jeszcze tam mieszkają, głownie emerytów, nie stać na bułkę za 4 złote.


#Warszawa #Chmielna #Śródmieście #skansen