Była powódź. Ludzie tracili domy, dorobek całego życia, firmy, miejsca pracy. Państwo uruchomiło pieniądze dla tych, którzy rzeczywiście ucierpieli. I nagle pojawia się informacja, że blisko 4,5 miliona złotych pomocy dla powodzian trafiło do trzech firm z Dziwiszowa na Dolnym Śląsku, w tym do firmy należącej do męża działaczki KO i wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.
Do tego według ujawnionych informacji straży pożarnej, Wód Polskich i obrazy satelitarne nie potwierdzają, aby wskazane nieruchomości znalazły się pod wodą. Sprawę bada CBA, a działaczka KO została zawieszona.
I tutaj kończy się polityczna zabawa, a zaczyna coś znacznie poważniejszego.
Bo jeśli człowiek, któremu powódź zabrała wszystko, czeka na pomoc państwa, a w tym samym czasie miliony złotych trafiają do ludzi, których nieruchomości, według dostępnych danych, mogły wcale nie zostać zalane, to pytanie brzmi: kto pozwolił na wypłatę tych pieniędzy?
A przecież to nie jest jedyna historia, która każe stawiać pytania o standardy władzy.
W Warszawie mamy sprawę Szpitala Południowego i lekarza Dawida Kacprzyka, którego dochody z publicznych pieniędzy w ciągu roku sięgnęły około 1,6-1,7 mln zł. Wokół organizacji jego pracy, dyżurów i sposobu wynagradzania pojawiły się poważne kontrowersje. Sprawa nabrała również wymiaru politycznego, bo Kacprzyk był związany z Trzaskowskim i warszawskim samorządem.
I znów można powiedzieć: to tylko jeden lekarz.
Tylko że państwo właśnie z takich „jednych lekarzy”, „jednych działaczy”, „jednych znajomych” i „jednych przypadków” zaczyna budować obraz własnych standardów.
A potem jest Kłodzko.
Sprawa tak odrażająca, że właściwie trudno o niej pisać bez poczucia zwykłego ludzkiego obrzydzenia. Była lokalna działaczka związana z Koalicją Obywatelską została nieprawomocnie skazana na 6,5 roku więzienia za czyny związane między innymi z nieudzieleniem pomocy gwałconej,małoletniej swojej córce, która była ofiarą przestępstw seksualnych, oraz za czyny dotyczące zofili. Oczywiście odpowiedzialność karna jest zawsze odpowiedzialnością konkretnych ludzi.
Ale można i trzeba pytać o coś innego.
O standardy.
O ludzi, których partia Tuska dopuszcza do swoich struktur.
O reakcje środowiska politycznego.
O to, czy wobec swoich obowiązują takie same wymagania jak wobec przeciwników. Bo kiedy podobne historie zaczynają pojawiać się jedna po drugiej, obywatel ma prawo zacząć zadawać pytania.
Czy mamy jeszcze do czynienia z pojedynczymi patologiami, czy z systemem, w którym partyjne zaplecze staje się ważniejsze od państwa i jego obywateli?
Państwo nie może być prywatnym folwarkiem dla swoich.
Pieniądze dla powodzian mają trafiać do powodzian.
Szpital publiczny ma służyć pacjentom, a nie tworzyć system, w którym jedni mają lepiej od innych tylko dlatego, że znaleźli się bliżej odpowiednich ludzi.
A partie polityczne powinny ponosić przynajmniej odpowiedzialność polityczną za ludzi, których wcześniej przyjmowały do swoich struktur.
Bo problemem nie jest jedna afera.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy przy każdej kolejnej sprawie słyszymy: „to nie my”, „to nie nasz człowiek”, „to samorząd”, „to pojedynczy lekarz”, „to były działacz”.
W końcu obywatel ma prawo zapytać:
A kto za to wszystko odpowiada?
I właśnie dlatego tak mocno wybrzmiały słowa Marka Jakubiaka. Powiedział, że w natłoku ujawnianych spraw trzeba będzie zastanowić się nad złożeniem wniosku o delegalizację Platformy Obywatelskiej, ponieważ jego zdaniem „to zaczyna być organizacja przestępcza”.
I dlatego trochę dziwi mnie milczenie opozycji. PiS, Konfederacja, partia Brauna i wszystkie pozostałe ugrupowania, które dziś są poza władzą, powinny mieć jeden oczywisty punkt na samym szczycie swoich programów: po odzyskaniu władzy dokładnie rozliczymy wszystkie działania ludzi Tuska, w spółkach Skarbu Państwa, ministerstwach, komisjach, instytucjach i samorządach, nielegalnie przejętej telewizji. Nie w odwecie, nie dla zemsty, ale po to, żeby każda publiczna złotówka została rozliczona . Tymczasem tego wyraźnego zobowiązania w programach opozycji właściwie nie widać.
Zostaw komentarz