Od czasu wyborów 2015 roku wiadomo już powszechnie, że „wolne media” nie są koncesjonowane.
Oj, namnożyło nam się, namnożyło… Praktycznie gdzie nie spojrzeć, tam nowy portal. Oczywiście w Necie. Spadek wydawnictw tradycyjnych (papierowych) jest bowiem zatrważający. Dzisiaj nakład rzędy 30-50 tysięcy egzemplarzy w przypadku tygodnika wydaje się wartością niebotyczną. W PRL były natomiast sygnałem, że Oni prześladują dany tytuł.
Internetowe wydania natomiast rosną w siłę.
Gdzie jednak przebiega granica pomiędzy dziennikarstwem a amatorszczyzną?
Odpowiedzi szukać powinniśmy w prawie pozytywnym. Sięgnijmy zatem do samej podstawy, czyli Prawa prasowego.
W tzw. słowniczku, czyli art. 7 u. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz.U. Nr 5, poz. 24 z późn. zm.) odnajdujemy definicję prasy:
W rozumieniu ustawy:
- prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską (…).
W pochodzącym z 2018 r. komentarzu (Prawo Prasowe. Komentarz, red. dr Bogusław Kosmus, dr Grzegorz Kuczyński) czytamy:
- Definicja prasy i jej aspekty. Definicja prasy wyznacza zakres zastosowania PrPras. Ustawodawca, definiując pojęcie prasy, zwraca uwagę na trzy jej aspekty (oddzielone w komentowanej jednostce redakcyjnej znakiem interpunkcyjnym w postaci średnika). Jest to definicja bardzo pojemna, elastyczna, podążająca za rozwojem technik masowego komunikowania się. Zgodzić się należy z poglądem, że: „stanowi ona udane połączenie rygoryzmu w sposobie definiowana przedmiotu regulacji z otwartością formuły definicyjnej, co razem umożliwia kontynuację działań regulacyjnych w warunkach dynamicznie zmieniającej się charakterystyki działania prasy, a jednocześnie pozwala uniknąć konieczności dokonywania w ustawie zmian nowelizacyjnych” (zob. M. Ożóg, [w:] E. Traple (red.), Prawo reklamy i promocji, s. 426). W piśmiennictwie definicja prasy jest niesłusznie poddawana krytyce. Biorąc pod uwagę stan rozwoju techniki w dacie jej uchwalania, należy docenić dalekowzroczność spojrzenia ustawodawcy (zob. E. Nowińska, Nieuczciwa reklama w Internecie – problemy prawne, s. 60; J. Barta, R. Markiewicz, [w:] J. Barta, R. Markiewicz, A. Matlak (red.), Prawo mediów, s. 195-211).
(…)
- Indywidualny blog jako jednostka prasy. Przepis art. 7 ust. 1 pkt 1 PrPras in fine może pozornie wydawać się regulacją zbędną. Zwraca on uwagę na usługodawców usług prasowych. Mogą oni pracować indywidualnie (co oznacza, że np. indywidualny blog może być samodzielną jednostką prasy) lub w zespole; muszą zajmować się działalnością dziennikarską (zob. poniższa definicja pojęcia „dziennikarz”). Ustawodawca w ten sposób dodatkowo potwierdza fakt, że: „zespoły osób i pojedyncze osoby zajmujące się działalnością dziennikarską cieszą się na gruncie prawa szczególnym statusem i korzystają z ustawowych gwarancji wolności prasy” (zob. M. Ożóg, [w:] E. Traple (red.), Prawo reklamy i promocji, s. 431-432).
- Periodyczność portalu internetowego. W omawianym zakresie pojawia się niezwykle istotne pytanie, czy „prasą” są strony internetowe? W tym miejscu pominięte zostaną rozważania, czy wszystkie strony internetowe są dziennikami/czasopismami. Niewątpliwie natomiast każdy informacyjny portal internetowy, któremu można przypisać przymiot periodyczności (tj. utworzony z zamiarem aktualizacji informacji, jej przetwarzania) jest „prasą”. Poza pojęciem prasy będą te portale internetowe, które nie zostały utworzone jako platforma aktywnej komunikacji, tj. które nie zmieniają swojej zawartości regularnie (periodycznie), lecz jedynie incydentalnie (np. strony internetowe podmiotów gospodarczych, strony internetowe poświęcone jednostkowemu wydarzeniu, tzw. strony domowe). Wszelkie portale internetowe interaktywne, tj. ukierunkowane na informowanie, ścieranie się stanowisk, są niewątpliwie prasą, zaś Internet, tak jak papier, jest jedynie techniką rozpowszechniania publikacji periodycznych.
To powinno wystarczyć. Każdy portal internetowy, a zatem pressmania.pl, czy Niepoprawni.pl również są prasą.
Z tego tytułu osoba prowadząca taki portal staje się redaktorem naczelnym, na którym ciążą z tego tytułu określone obowiązki.
W szczególności dotyczy to publikowania sprostowań, jak też ogólnej dbałości o zgodność zamieszczanych tekstów ze stanem faktycznym.
Z kolei dla autorów istnieje ważna gwarancja.
Otóż zgodnie z art. 15 u. 1 wspomnianej ustawy autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy swego nazwiska.
Zgodnie zaś z ustępem 2:
Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:
1) danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,
2) wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.
Tymczasem praktyka tzw. organów zmierza w kierunku obligatoryjnego wręcz nakazania osobom pełniącym funkcje redaktorów naczelnym ujawnianie IP autora materiału dziennikarskiego nawet wówczas, gdy ten zastrzegł sobie anonimowość!
Jedyną osłonę miałoby stanowić zachowanie tzw. tajemnicy telekomunikacyjnej, ale to jedna z najbardziej iluzorycznych ochron.
Tak naprawdę wystarczy bowiem postanowienie prokuratora dla jej przełamania.
Co innego tajemnica dziennikarska.
Zgodnie z art. 16 ustawy Prawo prasowe dziennikarz może być zwolniony z tajemnicy zawodowej jedynie w przypadkach określonych w art. 240 aktualnego Kodeksu karnego. Zatem zastrzeżenie danych umożliwiających identyfikację jest wyłączone w przypadku nw. przestępstw:
1) eksterminacja narodowa, etniczna, rasowa, polityczna, wyznaniowa etc. (art. 118 KK);
2) zamach stanu (art. 127 KK);
3) zamach na konstytucyjny organ RP (art. 128 KK);
4) szpiegostwo (art. 130 KK);
5) zamach na życie Prezydenta RP (art. 134 KK);
6) zamach na jednostkę Sił Zbrojnych RP (art. 140 KK);
7) zabójstwo (art. 148 KK);
8) sprowadzenie zdarzenia powszechnie niebezpiecznego (art. 163 KK);
9) porwanie statku wodnego lub powietrznego, zamach stanu (art. 166 KK);
10) bezprawne pozbawienie wolności (art. 189 KK);
11) wzięcie lub przetrzymywanie zakładnika (art. 252 KK);
12) przestępstwa o charakterze terrorystycznym.
Musimy pamiętać jeszcze o jednym. W przypadku powzięcia wiadomości o jednym z wyżej wymienionych przestępstw, które wskazywałyby na osobę sprawcy, spoczywa na nas obowiązek denuncjacji. Inaczej sami jesteśmy zagrożeni karą (nawet do 3 lat pozbawienia wolności).
Z tym wiąże się jeszcze jedno ograniczenie. Otóż sąd nie musi nikogo zwalniać z tajemnicy dziennikarskiej w takich przypadkach, albowiem ona ex lege (z ustawy) nie powstaje!
Walka z niezależnymi mediami trwa.
Groźnym zjawiskiem jest jednak to, że tzw. organy próbują iść na huki. Nieświadomy właściciel portalu ma ustąpić przed togowym autorytetem.
I robią to, choć przecież znają prawo…
Przynajmniej teoretycznie. 😉
5.08 2026
Zostaw komentarz