Za tę klęskę ponosi całkowitą odpowiedzialność ówczesne dowództwo AK, z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim na czele. Efekt, ponad 150 tys. poległych cywili i ok. 16 tys. bojowników AK.
Po okresie zapomnienia w czasach PRL i na początku lat 90. oficjalna narracja o Powstaniu Warszawskim jest taka, że było to „63 dni wolności” i zryw Warszawiaków, nad którym ówczesne dowództwo AK nie umiało zapanować.
Hołubi się, i słusznie, żyjących powstańców, świętuje prawie w atmosferze festiwalu, jego „sukces”, który sukcesem nie był, ale totalną klęską.
To nie tylko, łącznie, prawie 200 tys. zabitych, ale prawie całkowicie zburzone miasto, którego tragiczny krajobraz uwidoczniły zdjęcia powstańczych fotografów.
Jego odbudowa trwała wiele lat i kosztowała krocie.
Stolicę odbudowano, ale nikt nie wróci życia dwóm setkom tysięcy ludzi poległych pod jej gruzami.
Na sprawę Powstania Warszawskiego patrzę z dystansem.
Bo nie jestem Warszawiakiem tylko Wielkopolaninem.
I tylko wyjątkowo opornym trzeba przypominać ciągle, że Powstanie Wielkopolskie zostało wygrane.
Dzięki czemu spory szmat naszych zachodnich ziem wrócił, po latach niewoli, do II Rzeczpospolitej.
Zatem, we mnie jest ethos: dobrej organizacji, mierzenia sił na zamiary, myślenia krytycznego i pracy.
Myślę, że nie jestem w takim myśleniu odosobniony.
Uważam więc, podobnie jak prof. Dudek, że trzeba krytycznie spojrzeć na Powstanie Warszawskie.
Nie stroniąc od surowej oceny ówczesnego dowództwa AK.
Pokazać, jak wbrew sygnałom płynącym ówczesnych sojuszników, czyli USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR, że nie pomogą powstańcom, doprowadziło ono do hekatomby, która potrzebna nie była.
Nie można bowiem wciskać młodym pokoleniom, że tylko ginąc można zrobić coś dla Polski.
Że wyłącznym dowodem patriotyzmu są powstańcze groby i ruiny miasta, ale trzeba ukazywać, że są inne, bezkrwawe, rodzaje jej służby.
#PowstanieWarszawskie #Klęska #BorKomorowski #patriotyzm
Zostaw komentarz