Trump po raz 12 zapowiedział, że do czwartku Cieśnina Ormuz zostanie otwarta, bo porozumienie jest blisko. A jak nie, to na Iran polecą rakiety. Trump wojny z Iranem w realu wygrać nie może, więc przeniósł ją do świata równoległego, w którym już ją wygrał.
Trump już dawno przekroczył granice kompromitacji.
Dlatego zadaję sobie pytanie, jak przywódcy państw mogą tego gościa poważnie traktować.
Najdotkliwiej, ostatnio, odczuł to Zełenski, któremu ten obiecał licencję na Patrioty, z której potem się wycofał.
Trump zmienia zdanie jak rękawiczki i obiecuje gruszki na wierzbie w sprawie zakończenia wojny z Iranem.
Prawda zaś jest taka, o czym wiedzą wojskowi amerykańscy, że działania wojenne USA w Iranie poniosły całkowite fiasko.
Mało tego, magazyny broni amerykańskiej armii świecą pustkami, bo wystrzelano prawie wszystko co w nich było.
Ale Trump informacji wojskowych nie przyjmuje do wiadomości, jak Hitler w 1945 roku, który na stole w bunkrze przesuwał oznaczenia nieistniejących już zgrupowań armijnych.
W dużej mierze za sprawą swojego narcyzmu, demencji oraz wazeliniarstwa ludzi z jego otoczenia, którzy mówią mu to, co chce usłyszeć.
Czyli, że wygrywa wojnę z Iranem bo jest „największym wodzem”, „genialnym przywódcą”, „zbawcą USA i świata”.
Wypisz wymaluj, kult jednostki w amerykańskim wydaniu.
Jaki stąd dla Polaków wypływa wniosek.
Ano taki, że w kwestiach stałej bazy USA w Polsce i produkcji rakiet do Patriotów, nie powinniśmy wierzyć w to co mówi, ale patrzeć na to co robi on i jego administracja.
I najważniejsze, nie „robić mu łaski”, bo to zazwyczaj źle się kończy, dla tego, który to robi.

#Trump #USA #wojna #Iran #CieśninaOrmuz
Zostaw komentarz