Mateusz Morawiecki zasugerował, że Polska Grupa Zbrojeniowa być może powinna zostać rozwiązana. To teza, która dobrze brzmi w politycznym sporze, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej wymaga znacznie głębszej refleksji.
PGZ można i trzeba krytykować. Za biurokrację, polityczne nominacje, niedokończoną integrację, niewystarczające wykorzystanie synergii czy zbyt małe otwarcie na prywatny przemysł obronny. To są realne problemy. Ale z faktu, że holding wymaga reformy, nie wynika automatycznie, że należy go rozwiązać.
Żyjemy w zupełnie innych realiach niż jeszcze kilka lat temu. Polska stała się państwem przyfrontowym NATO i Unii Europejskiej. Za naszą wschodnią granicą trwa pełnoskalowa wojna, a nasze siły zbrojne realizują największy program modernizacyjny od kilkudziesięciu lat. W takim momencie każda głęboka reorganizacja przemysłu obronnego musi być oceniana przede wszystkim przez pryzmat bezpieczeństwa państwa, a nie atrakcyjności politycznego hasła.
Rozwiązanie PGZ nie oznacza jedynie likwidacji centrali. To przebudowa całego systemu odpowiedzialności za kontrakty, technologie, dokumentację, gwarancje, finansowanie i koordynację produkcji. Kto w takim modelu odpowiadałby za integrację dużych programów zbrojeniowych? Kto koordynowałby zwiększenie produkcji w sytuacji kryzysowej? Kto zapewniłby ciągłość dostaw dla wojska?
Warto spojrzeć również na Europę. Kierunek rozwoju największych koncernów zbrojeniowych nie polega na rozpraszaniu kompetencji, lecz na coraz większej kooperacji. Rheinmetall, Leonardo, KNDS, BAE Systems czy Saab budują przewagę poprzez współpracę między spółkami, wspólne projekty badawczo-rozwojowe, konsorcja międzynarodowe oraz integrację technologii. Dzisiejszy przemysł obronny jest zbyt skomplikowany, aby pojedyncza firma samodzielnie opracowywała wszystkie elementy nowoczesnego systemu uzbrojenia.
Co więcej, taka kooperacja wymaga nie tylko asysty technologicznej, ale również asysty finansowej. Produkcja uzbrojenia to inwestycje liczone w miliardach złotych, wieloletnie cykle rozwoju produktów i konieczność utrzymywania zdolności produkcyjnych nawet wtedy, gdy zamówienia są nieregularne. Państwo musi być partnerem przemysłu – jako zamawiający, inwestor i gwarant stabilności finansowej. To właśnie dlatego w całej Europie obserwujemy rosnące zaangażowanie państw w finansowanie zdolności obronnych, a nie ich wycofywanie się z tego obszaru.
Nie oznacza to, że obecny model PGZ należy pozostawić bez zmian. Wręcz przeciwnie. Potrzebna jest głęboka restrukturyzacja: odchudzenie centrali, profesjonalizacja zarządzania, większa odpowiedzialność zarządów, przejrzyste rozliczanie wyników oraz rzeczywiste otwarcie programów zbrojeniowych na prywatne polskie firmy.
Nie należy chronić PGZ przed konkurencją. Trzeba natomiast chronić polskie zdolności przemysłowe przed chaotycznym eksperymentem organizacyjnym.
Dlatego uważam, że dziś pytanie nie powinno brzmieć: „czy zlikwidować PGZ?”, lecz „jak zbudować nowoczesny ekosystem przemysłu obronnego, w którym państwowe i prywatne przedsiębiorstwa skutecznie współpracują na rzecz bezpieczeństwa Polski?”
W czasach, gdy jesteśmy państwem przyfrontowym i realizujemy największe od dekad programy modernizacyjne, odpowiedzialność wymaga ewolucji opartej na analizie, a nie rewolucji opartej na politycznych sloganach.
Autor: dr Adam Stolarz
Ekspert ds wyceny przedsiębiorstw. Doktor nauk o bezpieczeństwie. Poszukiwacz genu innowacyjności w polskiej gospodarce obecnie i w przeszłości.
Zostaw komentarz