„Rozłam w PiS szansą dla prawicy”
Rozważania po pierwszym odcinku serialu politycznego, jakim jest rozłam w PiS.
Pierwsza uwaga ogólnej natury nie odnosząca się do konkretnych graczy po naszej stronie, wielu upatruje w tym wydarzeniu kolejnej fluktuacji na polskiej scenie politycznej. Może faktycznie jest to pewna analogia do rozpadu AWS ćwierć wieku temu i uformowania obecnego kształtu obozu postsolidarnościowego. Dziś natomiast możemy mieć do czynienia z kolejną przebudową prawej strony.
Co zyskuje i może zyskać Konfederacja? Zyskuje szansę na powiększenie elektoratu, szczególnie za sprawą ruchu Biało-Czerwoni i Ruchu Narodowego. Atutem Ewy Zajączkowskiej-Hernik, czy Krzysztofa Bosaka jest wiarygodność stałość głoszonych poglądów, a w wypadku części bohaterów rozłamu nie można tego powiedzieć.
Nie ma wroga na prawicy, słusznie mówi wielu. Niestety w obu podzielonych grupach i u ich stronników często są to tylko słowa, a nie czyny. Przykre jest uderzanie w Konfederację i w ogóle w prawicę nie pisowską, co w żadnym razie nie powiększy elektoratu, ani PiS-owi, ani stowarzyszeniu Rozwój Plus. Obie grupy powinny pamiętać także o tym, że to dzięki prawdziwemu zjednoczeniu i ludziom nie we wszystkim zgadzającym się z PiS-em mamy prezydenta Karola Nawrockiego.
Nie zdziwiłby mnie również taki obrót spraw, kiedy Rozwój Plus stanie się tratwą dla wybranych z koalicji 13 grudnia, a nawet opcja dołączenia do niej.
Należy dyskutować o szczegółach dotyczących kształtu polskiej prawicy, pamiętając, że musi być ona autentyczna, a nie bezobjawowa, jak w większości państw UE. Tymczasem zagrożenie upodobnienia się do tej jedynie umownej zachodnioeuropejskiej prawicy jak najbardziej istnieje w wypadku Mateusza Morawieckiego i jego akolitów.
Rozłamowcy bardzo lubią podkreślać, jakoby nie mogli realizować się w szeregach PiS oraz o suwpolizacji. Jakoś trudno wskazać, aby głos tej frakcji był tłamszony. Gdyby było tak jak mówią, że suwpolizacja faktycznie triumfowała, dziś PiS nadal by rządził może nie samodzielnie, lecz z Konfederacją, ale przy dobrej woli obu stron taka koalicja byłaby wówczas możliwa.
Szeroko pojęty elektorat prawicowy w większości zarówno pamięta elementy pozytywne rządu PiS, ale też błędy, więc od stron tego sporu także należy oczekiwać rzetelnego bilansu swoich dokonań.