Każdego dnia o 7 rano przychodził do sklepu „Społem” na roku Limanowskiego i Górnego Rynku w Cieszynie mężczyzna ze stuzłotowym banknotem. W ręku trzymał jedno piwo, za które zamierzał zapłacić.

– Nie masz pan drobnych? – zawsze pytała ekspedientka. – Bo ja nie mam z czego wydać. Ludzie teraz kartami lub 10-złotówkami płacą. A pan wciąż z tą swoją setką. Nie może jej pan jakoś wreszcie rozmienić?

– No nie wiem, przywiązany jestem do tego banknotu zielonego. Nie zamierzam go rozmieniać. To ja już po raz kolejny wolę tego piwa nie kupić. – powiedział lokalny mężczyzna.

– No już mogła mu pani rozmienić tę stówkę, widać, że facet w potrzebie. – powiedziała klientka.

– Niech się pani nie wtrąca do polityki społecznej sklepu „Społem” – powiedziała asertywnie ekspedientka. A jak on nie rozmieni tej stówki, choćby w Kwiaciarni „Mariusz” lub w Lewiatanie, to mu tego piwa nie sprzedam.

– W dupie mam to wasze piwo, wody się raczej napiję, ale u was już nic nie kupię – powiedział lokalny mężczyzna.