Przeczytałem właśnie, że p. Agnieszka Holland jest oburzona tym, że obecne władze w istocie kontynuują politykę PiS w odniesieniu do sprokurowanego, dodajmy, przez KGB kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią.
W odróżnieniu od p. Holland uważam, że to dobrze, że twarda polityka jest kontynuowana (z zastrzeżeniem, że jestem przeciwny pushbackom zimą, czy też w stosunku dzieci oraz osób dorosłych, których stan zdrowia wskazuje na to, że pushback mógłby zagrozić ich życiu lub zdrowiu).
Nie zmienia to faktu, że z uznaniem odnotowuję uczciwość p. Holland, która – jak wszystko na to wskazuje – nie była oburzona tym, co się działo tylko dlatego, że działo się to pod rządami PiS, ale dlatego, że szczerze i uczciwie uważa to za działanie niehumanitarne. To, że tej uczciwości towarzyszy ogromna doza politycznej naiwności to inna sprawa.
Nie to mnie jednak uderza najbardziej. Najbardziej uderza mnie bowiem co innego. Jeśli otóż muszę z szacunkiem odnotować uczciwość intelektualną p. Holland, która poglądów wraz ze zmianą władzy, nie zmieniła, to jak mam nazwać postawę tych, którzy działania polskich służb granicznych nazywali przejawami faszyzmu, a teraz, gdy polityka się o jotę nie zmieniła, ale zmienili się rządzący, nagle zamilkli?
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Zostaw komentarz