Tomasz Siemoniak polecił ABW „podjęcie kroków w celu zapewnienia bezpieczeństwa” wobec Grzegorza Rzeczkowskiego, autora książki o rosyjskich wpływach w Polsce. Wcześniej dziennikarz śledczy zawiadomił prokuraturę o kierowanych w jego stronę groźbach, poprosił również o „stosowne działania” państwowych organów.
Nikt dosłownie żadne medium poza Tomkiem Sekielskim nie wspomniałl słowem o dramatycznej sytuacji Grześka Rzeczkowskiego. Zresztą Tomek od lat wstawia się i alarmuje o dziennikarzach w sytuacji zagrożenia i zawsze można na niego liczyć.
Fakt, że żadne „”Fakty”, „”19.30” czy „Wydarzenia” nie poświęciły mu navet VO wiele mówi. Żenada i wstyd. Tak wygląda dziś środowisko dziennikarskie w Polsce. Po materiale Tomka wreszcie zareagował minister Tomasz Siemoniak. Lepiej późno niż wcale.
Na szczęście są też Reporterzy bez granic. Trzymaj się Grzegorz.

Grzegorz Rzeczkowski pisze: „Największe międzynarodowe organizacje dziennikarskie oraz broniące wolności słowa po raz kolejny upomniały się o mnie w obliczu gróźb, które dostałem od ludzi związanych z Rosją.
Poza Towarzystwem Dziennikarskim, które w mojej obronie podjęło specjalną uchwałę (za co bardzo dziękuję), nie ma wśród nich niestety żadnej z Polski.
Nie ma wśród nich żadnej redakcji, z którą byłem związany.
Nie chcę się żalić, nie o to chodzi. Milczenie jest po prostu przyzwoleniem na takie putinowskie metody, które mogą dotknąć każdego. Zastanawiam się, co takiego się dzieje, że zarówno teraz, gdy stałem się obiektem ataku, który dotyka nie tylko mnie, jak i wcześniej, gdy firma rosyjskiego oligarchy wytaczała mi proces, polskie organizacje nabierają wody w usta.
Panie i Panowie – naprawdę nic nie widać, nic nie słychać?”
Zostaw komentarz