Mówi o granicach. Sąd właśnie mu je wyznaczył.
„Pan Tomasz Misiak o mnie: ‘Z pomawiania uczynił zawód, przekroczył wszelkie granice moralne i etyczne’.

No cóż… Gdyby cynizm był przestępstwem, byłby już recydywistą.

Bo wiecie, ten sam Tomasz Misiak, który z taką powagą poucza dziennikarzy o moralności i granicach, został prawomocnie skazany z art. 212 §2 kodeksu karnego za… pomawianie.
I to nie w książce, nie w mediach, tylko prywatnie – przez e‑maile i WhatsAppa.

Sąd Rejonowy dla Warszawy‑Mokotowa uznał go za winnego przesyłania dziennikarzom i innym osobom fragmentów ZMANIPULOWANEJ opinii psychologicznej dotyczącej jego byłej żony, którą pozyskał z akt śledztwa.

W treści tej opinii znajdowały się nieprawdziwe, kompromitujące elementy.

Misiak rozsyłał ją m.in. do dziennikarki Agnieszki Burzyńskiej” – (oczywiście nie po to, żeby coś opublikowała, tylko, jak domniemuje – żeby poczytała przed snem).

Sąd nie miał wątpliwości, że Misiak działał z zamiarem poniżenia własnej żony i narażenia jej na utratę zaufania publicznego.

Wyrok: winny, 100 stawek dziennych po 50 zł, plus koszty postępowania.
Status: PRAWOMOCNY

Tak więc pan „obrońca etyki dziennikarskiej” sam przemilczał swój wyrok i okazał się klasycznym przypadkiem tego, przed czym przestrzega i poucza.

Morał?

Kto innym wysyła „ekspertyzy do poduszki”, ten sam może nie przespać paru nocy – już po wyroku.”

Pan mówił o moralności. A Sąd orzekł prawomocnie o pana winie!