Na zdjęciu Bogdan Rymanowski, prywatnie u mnie w domu. Pomagałem mu kiedyś przy książce, którą pisał. Pamiętam dobrze, że nigdy nie mówił o swoich poglądach – choć wiem, że miał je już wtedy mocno ugruntowane. Ale nigdy nie próbował ich narzucać. Nie epatował nimi. Nie wykorzystywał pracy dziennikarskiej do agitacji politycznej.To dziś rzadkość.
Obejrzyjcie sobie jego wywiad z Karolem Nawrockim – rzeczowy, spokojny, prowadzony z klasą. I ten słynny wywiad z Donaldem Tuskiem – ten, w którym Tusk powoływał się na swojego „informatora” i swój ,,autorytet” Murańskiego, człowieka o wątpliwej reputacji.
Rymanowski nie przerwał, nie uniósł brwi, nie pokazał żadnych emocji.A przecież każdy, kto oglądał tę rozmowę, widział, jak groteskowo zabrzmiało to powoływanie się przez premiera na takiego „nieszczęsnego świadka”.
Rymanowski zachował spokój, dystans i profesjonalizm – nie musiał nic mówić i komentować, chciał , żeby widz sam zrozumiał i wyciągnął wnioski i każdy takie wnioski wyciągnął.
I może właśnie dlatego dziś jest tak nieładnie atakowany.
Bo oto media głównego nurtu, z „Newsweekiem” na czele, postanowiły urządzić na niego nagonkę. Zarzucono mu, że „zaprasza antyszczepionkowców i głosi teorie spiskowe”. Pojawiły się nawet okładki w stylu „Brednie u Rymanowskiego”, które więcej mówią o kondycji tych redakcji niż o nim samym.
A on odpowiedział krótko, bez agresji, spokojnie ale z godnością:
„Wolność słowa. Albo jest, albo jej nie ma. Żadni ,policjanci myśli’ nie mogą dyktować dziennikarzowi, kogo może, a kogo nie może zapraszać.”
Właśnie w tym tkwi jego wartość.Z jego rozmów nie da się wywnioskować, jakie ma poglądy. Nie wiadomo, na kogo głosuje, komu kibicuje. I to właśnie jest jego siła. Bo prawdziwy dziennikarz nie szuka potwierdzenia własnych racji — szuka prawdy.
A prawda bywa często niewygodna. Czasem nie mieści się w programie partii, ani w ramówce stacji. Ale tylko tam, gdzie dziennikarz ma odwagę nie należeć do żadnej strony – tam jeszcze może się ona przebić.
Rymanowski to przypomnienie, że dziennikarstwo, zanim stało się towarem i narzędziem wpływu, było kiedyś służbą wobec prawdy.
Jak mówił George Orwell:
„Jeśli wolność w ogóle coś znaczy, to prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą usłyszeć.”
A Ryszard Kapuściński dodawał:
„Cynizm jest największym wrogiem dziennikarstwa.”
Z kolei Oriana Fallaci, jedna z najodważniejszych reporterek XX wieku, pisała:
„Nie istnieje coś takiego jak neutralność. Istnieje tylko odwaga, by stanąć po stronie prawdy.” A Hunter S. Thompson – legendarny amerykański dziennikarz i pisarz, twórca stylu „gonzo”, który pisał tak, jak żył: na granicy szaleństwa i prawdy, spalał się w pasji i buncie wobec zakłamania świata- zostawił zdanie, które brzmi dziś jak przestroga:
„W czasach powszechnego kłamstwa, mówienie prawdy jest aktem ekstremalnym.”
Te słowa, choć wypowiedziane dekady temu, brzmią dziś tak samo aktualnie.
Bo prawda — jak powietrze — nie potrzebuje barw ani etykiet. Potrzebuje tylko ludzi, którzy nie boją się nią oddychać. Na koniec warto porównać ten spokój i profesjonalizm Rymanowskiego z manierą Wojciecha Czuchnowskiego z Gazety Wyborczej, z napastliwością Tomasza Lisa czy z nachalnością medialnych funkcjonariuszy z wiecznie się likwidującej TVP To zupełnie inne światy – dziennikarstwo kontra propaganda.
Zostaw komentarz