Często piszę o bolszewicko-nazistowskiej mentalności części zwolenników obecnej władzy. Wiem, wiem – „mocne słowa”, „przesada”, „gdzie dowody?”. Proszę bardzo. Dowody nie spadają z nieba, one migają codziennie w mediach, w komentarzach, w tym świętym oburzeniu na zawołanie. Jeden z takich pokazów hipokryzji szczególnie mnie uderzył.
Nazizm i bolszewizm – dwa systemy, dwa totalitaryzmy, a mechanika pogardy niemal identyczna. Naziści potrafili godzinami opiewać „siłę kobiet”, ich „rolę społeczną”, „piękno niemieckiej matki”. Do momentu, gdy kobieta okazywała się Żydówką, Słowianką, Romką czy kimkolwiek, kto nie pasował do ich chorej tabelki rasowej. Bolszewicy? Z plakatów zerkały muskularne robotnice, heroiny pracy, dumne filary nowego świata. Ale spróbuj być „niewłaściwą” – szlachetnie urodzoną, zamożną, wykształconą. Wtedy feminizm kończył się na peronie do Gułagu albo w roli atrakcji dla „ludu”.
Brzmi znajomo?
Bo oto mamy rok 2026 i uśmiechniętą Polskę, w której rzekoma wrażliwość społeczna działa jak selektywny filtr. Szczytne idee równości, tolerancji, empatii – piękne słowa, dopóki obiekt empatii ma właściwe nazwisko, właściwe poglądy, właściwe pochodzenie. Wystarczy „niewłaściwe” nazwisko po mężu, niewłaściwy kontekst, niewłaściwa narracja i nagle można kogoś publicznie rozszarpać. Z moralnym samozadowoleniem. Z poczuciem wyższości. Z pianą na ustach.
I wtedy zaczyna się festiwal.
Nie dyskusja. Nie krytyka. Nie spór na argumenty. Tylko czysta, ordynarna nagonka. Hejt w najgorszym wydaniu. Język rynsztoka, który w ustach samozwańczych strażników postępu brzmi jak wyjątkowo ponury żart. Ci sami ludzie, którzy godzinę wcześniej będą wygłaszać tyrady o godności, szacunku i przemocy symbolicznej, chwilę później bez mrugnięcia okiem potrafią kogoś „j…ć” w komentarzach. Bo można. Bo cel politycznie wygodny. Bo plemię klaszcze.
Jeżeli naprawdę bawi was taka reakcja.
Jeżeli naprawdę nie widzicie problemu.
Jeżeli granice hejtu przesuwają się wam jak meble w salonie.
To nie jesteście żadną awangardą nowoczesności.
Reprezentujecie mentalność, którą Europa już przerabiała. Mentalność stadną, agresywną, odczłowieczającą. Mentalność, w której człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się etykietą. Nazwiskiem. Symbolem do oplucia. Dokładnie tak działały systemy, które dziś tak chętnie potępiacie – z tą różnicą, że tam nie było emotikonów i „uśmiechniętej buźki”.
Historia nie zawsze wraca w mundurze.
Czasem wraca w komentarzach.
Z uśmiechem. :)
Zostaw komentarz