Do dziś tak naprawdę śmierć Karola Świerczewskiego wzbudza wiele kontrowersji. Istnieje wiele wersji wydarzeń. W komentarzach, które pojawiają się pod moimi postami, pojawił się nawet wpis — jeden z panów twierdził, że osobiście rozmawiał z ludźmi, którzy uczestniczyli w zasadzce na generała. Dziś jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że nikomu już nie zależy na dociekaniu, co naprawdę wydarzyło się na szosie w pobliżu Baligrodu.
Wiosną 1947 roku południowo-wschodnia Polska wciąż była areną walk zbrojnych. Oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii prowadziły aktywną działalność wzdłuż nowej granicy polsko-sowieckiej, atakując posterunki, kolumny wojskowe, paląc wsie i mordując ludność cywilną. Wysiedlonych traktowano jak zdrajców. Jednym z przełomowych wydarzeń tego okresu była właśnie śmierć generała Karola Świerczewskiego — wydarzenie, które stało się bezpośrednim impulsem do ostatecznej rozprawy z bandami UPA.
26 marca 1947 roku dowódca tzw. łemkowskiej sotni z kurenia „Udarnik-8”, porucznik UPA Stepan Stebelski ps. „Chryń”, otrzymał informację, że w rejonie działania kurenia „San” przebywa Karol Świerczewski — wiceminister obrony narodowej i generał broni Wojska Polskiego. Generał prowadził wówczas inspekcję sztabu 8. Dywizji Piechoty w Sanoku. Do dziś nie wiadomo, czy była to autentyczna informacja zdobyta przez struktury UPA, czy propaganda dopisana później do meldunków, by nadać całej akcji rangę świadomego zamachu.
Świerczewski należał do najbardziej rozpoznawalnych postaci wojskowych swojej epoki. Ideowy komunista, uczestnik walk Czerwonej Gwardii w Moskwie, wojny domowej w Rosji i wojny polsko-sowieckiej, brał udział w tłumieniu powstania tambowskiego. Po ukończeniu akademii wojskowej pracował w wywiadzie. W czasie wojny domowej w Hiszpanii dowodził dywizją w obronie Madrytu. Podczas II wojny światowej walczył m.in. pod Smoleńskiem, gdzie odniósł ciężkie rany pod Wiaźmą. Uczestniczył w wyzwalaniu Polski oraz w walkach o Berlin i Pragę. Według relacji, podczas bankietu po Paradzie Zwycięstwa Józef Stalin miał wznieść toast za „najlepszego rosyjskiego generała w polskiej armii”.
Jesienią 1946 roku oddziały UPA przeprowadziły serię dotkliwych ataków. W odpowiedzi władze polskie zaostrzyły działania. Oddziały Wojska Ochrony Pogranicza oraz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Dowództwo UPA zdecydowało się na przeprowadzenie zasadzki. Według jednej wersji generał Świerczewski był celem ataku, według innej — jego obecność w kolumnie była przypadkowa.

29 marca 1947 roku amerykańska agencja United Press, powołując się na źródła w Warszawie, podała, że zabójstwo generała zostało starannie zaplanowane przez agenturę UPA działającą w stolicy. Informacja ta od początku budziła wątpliwości — zarówno co do jej źródła, jak i do skali struktur, które miałyby działać tak głęboko na zapleczu państwa.
Zasadzka została przygotowana na drodze z Baligrodu. Mimo ostrzeżeń o obecności dużych sił UPA w okolicy, zagrożenie zostało zlekceważone. Oddziały banderowskie rozciągnęły swoje pozycje na odcinku około pół kilometra. Sotnie „Chrynia” i „Stacha” otworzyły intensywny ogień z broni maszynowej. Kolumna Wojska Polskiego podjęła walkę. Generał został trzykrotnie ranny, choć i tu są sprzeczne informacje.Próbował zorganizować kontratak, lecz zginął na miejscu. W obawie przed nadejściem polskich oddziałów dowódca UPA wydał rozkaz odwrotu.
Z tym momentem wiąże się kolejna tajemnica. Mówi się o dziurze w płaszczu generała, zbliżonej kształtem do trójkąta, wyraźnie różniącej się od typowych przestrzelin. Taki ślad mógł sugerować cios sowieckim bagnetem, którego trójgraniasty przekrój pozostawiał charakterystyczne, trudne do opatrzenia rany. Inna hipoteza mówi o użyciu amunicji typu „dum-dum” — banderowcy często spiłowywali groty pocisków, by po trafieniu powodowały potężne spustoszenie w ciele człowieka. Która z tych wersji jest prawdziwa?
Ciało generała przewieziono do Rzeszowa, a następnie do Warszawy, gdzie został pochowany z honorami na Wojskowych Powązkach. Trzy dni później sotnia „Bira”, dowodzona przez Wasyla Szyszkanynca, zaatakowała kolejną kolumnę Wojska Polskiego, mordując bestialsko żołnierzy.
Reakcja władz była natychmiastowa. Już 2 kwietnia 1947 roku wydano tajny rozkaz Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego o rozpoczęciu całkowitej likwidacji struktur UPA, prowadzonej równolegle z operacją „Wisła”. Rozpoczęły się intensywne obławy, walki i aresztowania. Zginęli m.in. dowódcy sotni biorących udział w zasadzce: Efstachij Wanciw „Dunia”, Mychajło Skipakiewicz „Dowhyj” oraz Stepan Fil „Woron”.
W sierpniu 1947 roku na granicy polsko-czechosłowackiej schwytano dowódcę kurenia „Mściciele” — Hryhorija Mazura „Kalynowycza”, wydanego Polsce i powieszonego w Warszawie w kwietniu 1949 roku. 14 września 1947 roku podczas obławy w gminie Lubcza-Królewska otoczono bunkier, w którym przebywała bojówka Wasylija Fedynskiego ps. „Pająk”, członka sztabu UPA. Jeden z banderowców poddał się, pozostali rozerwali się granatami.
W wyniku wspólnych działań polskich i sowieckich służb bezpieczeństwa aresztowano również bojowników sotni „Chrynia” i „Stacha”. Podczas procesu w Warszawie w maju 1948 roku skazano 21 członków UPA, z czego dziewięciu stracono. Jedynym dowódcą odpowiedzialnym za zamach, którego nie udało się ująć, był Wasyl Hudzik ps. „Orzech”. Przedostał się on do RFN, następnie do Kanady i USA, gdzie zmarł w 2007 roku w Filadelfii.
Mimo upływu lat wydarzenia z 28 marca 1947 roku wciąż owiane są mgłą tajemnicy. Dokumenty milczą, a świadkowie, którzy jeszcze do niedawna żyli, podawali różne wersje. Trudno dziś ustalić, czy Karol Świerczewski padł ofiarą starannie zaplanowanej operacji UPA, czy znalazł się w złym miejscu i złym czasie.
Pojawia się jeszcze jeden intrygujący trop — opowieść o krawcu, u którego oficerowie „fasowali” mundury przed inspekcją generała. W jego pracowni miała zostać odnaleziona radiostacja, przez którą przekazywano meldunki do sotni UPA. To właśnie tam wojskowi przygotowywali się na przyjazd „ważnej szychy”.
Jak było naprawdę — prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Wszystko, co pozostało, to sprzeczne relacje i pytania bez odpowiedzi. Jedno jest pewne: śmierć Karola Świerczewskiego nie była zwykłym epizodem wojskowym. Była wydarzeniem, które zmieniło bieg historii — i tajemnicą, która do dziś czai się w jej cieniu , czekając, by ktoś ją odkrył — choć być może nigdy nikt tego nie zrobi.

Zdjęcie archiwum IPN.

Autor: Jędruś Ciupaga