Sprawa wyroku wobec Adama Borowskiego nie jest zwykłym sporem dwóch ludzi. To symboliczny obraz stanu polskiego życia publicznego.
Adam Borowski to nie jest anonimowy komentator z internetu. To człowiek, który w czasach PRL siedział w więzieniu za działalność opozycyjną. Płacił za wolność słowa wtedy, kiedy wielu dzisiejszych moralizatorów milczało i siedziało cicho jak mysz pod miotłą. Dziś ten sam człowiek staje przed groźbą więzienia za słowa krytyki wobec Romana Giertycha.
Borowski mówił o sprawach publicznych. Odnosił się do głośnej sprawy spółki Polnord i powiązań wokół środowiska biznesowego Leszka Czarneckiego. To nie była prywatna plotka ani pomówienie z sufitu. To była ocena dotycząca wydarzeń, które od lat przewijają się w przestrzeni publicznej i w śledztwach dotyczących ogromnych pieniędzy.
Tymczasem jego przeciwnikiem procesowym jest Roman Giertych – polityk, adwokat i postać od lat budząca ogromne kontrowersje. Warto przypomnieć fakty, o których wielu dziś wygodnie zapomina. Kiedy w Polsce toczyły się wobec niego postępowania prokuratorskie, Giertych uciekł z kraju i przebywał we Włoszech. W czasie działań służb pojawiła się również głośna scena, gdy podczas zatrzymania przez CBA nagle zasłabł i trafił do szpitala. Dopiero później wrócił do Tuska i aktywnej polityki, kiedy zdobył mandat poselski, który daje mu immunitet i bezkarność.
I właśnie ten człowiek dziś pozywa innych za słowa.
Jakby tego było mało, w ostatnim czasie media opisywały kolejne machlojki i kontrowersje związane z jego działalnością prawniczą. W kontekście sporów frankowych pojawiły się doniesienia o działaniach prawnych podejmowanych w interesie środowiska bankowego Leszka Czarneckiego i o próbach blokowania rozstrzygnięć korzystnych dla frankowiczów. Te informacje znów postawiły pytania o jego przyzwoitość i granice etyki w zawodzie adwokata.
Bo adwokat w państwie prawa ma szczególną rolę. To zawód zaufania publicznego. Adwokat może bronić każdego człowieka, nawet największych szulerów -taka jest istota prawa do obrony. Ale istnieje też coś takiego jak etos zawodu. Standardy. Granice, których nie przekracza się dla pieniędzy, wpływów czy politycznych układów.
Jeżeli społeczeństwo zaczyna mieć wrażenie, że część prawników nie broni prawa, lecz uczy się, jak je obchodzić w interesie najbogatszych i najbardziej wpływowych i swoim własnym, to znaczy, że coś w tym systemie pęka.
Dlatego sprawa Borowskiego nie jest zwykłym procesem. Jest pytaniem o to, czy w Polsce wolno mówić o sprawach publicznych i o ludziach wpływowych. Czy wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się czyjaś polityczna pozycja.
Bo jeśli dawny opozycjonista z czasów komunizmu ma dziś iść do więzienia za słowa, a umocowany politycznie prawnik i polityk pozywa swoich krytyków do sądu, to wielu Polaków może poczuć bardzo gorzkie déjà vu.
Historia uczy też jednego: za prawdę nie powinno się przepraszać.
I przyjdzie jeszcze czas rozliczeń. Czas, w którym środowisko prawnicze będzie musiało spojrzeć w lustro i odpowiedzieć na pytanie, czy wciąż stoi po stronie prawa, czy już tylko po stronie wpływów i pieniędzy. Bo prawnicy i adwokaci to zawód zaufania publicznego, a zaufanie nie jest dane raz na zawsze.
Tych, którzy sprzeniewierzają się etosowi swojego zawodu, którzy zapominają o elementarnej przyzwoitości i traktują prawo jak narzędzie do ochrony własnych interesów, historia zawsze w końcu rozlicza. I nie wolno nam o tym zapomnieć.
Zostaw komentarz