Marsz w Nowym Sączu przeciw dyktatowi Brukseli, a właściwie chodzącym na smyczy Urszuli von der Leyen brukselskim urzędnikom i jej popychadłom w Europarlamencie, także z Polski, nakłania do refleksji.

Konkretnie to manifestanci protestowali przeciw dwóm sprawom. Pierwsza dotyczyła dyktatowi tzw. zielonego ładu. Druga dotyczyła nielegalnych imigrantów. I tej kwestii poświęcę swój wpis.

Miłośnikom ubogacenia kulturowego Polski i Polek polecam dane z Niemiec, przytoczone w der Onet przez Wojciecha Szymańskiego w artykule: „Niemal 14 tys. gwałtów w 2025 r. w Niemczech. „Potworne zbrodnie” (11 kwietnia 2026 r – https://www.onet.pl/informacje/deutsche-welle/niemal-14-tys-gwaltow-w-2025-r-w-niemczech-potworne-zbrodnie/hybh92n,0666d3f1). I jest to wzrost zgłoszeń o ok. 10 %. Podkreślam – zgłoszeń.
Szymański podaje, za niemiecką policją, że w 2025 roku w Niemczech zgłoszono aż 14 tys. gwałtów na kobietach. Przytacza też słowa Stefanii Hubiq, niemieckiej minister sprawiedliwości, że różna ciężka przemoc seksualna wobec kobiet w Niemczech to poważny problem dla niemieckiej policji i wymiaru sprawiedliwości. Ja bym dodał, że kulturowy i społeczny.

Artykuł w der Onet ma średnią frekwencję tzw. wejść na stronę. A problem jest niezwykle istotny. Bowiem oprócz tego, że przedstawione są w nim okoliczności tych danych – „gotowość ofiar i świadków do zgłaszania tego typu przestępstw”, większa wrażliwość społeczna na nie, ale też „wzrost liczby czynów karalnych w Niemczech”. To oznacza, że Niemczech pod względem bezpieczeństwa źle się dzieje. Liczba przestępstw rośnie lawinowo. I najważniejsze to, co potwierdzają osoby odpowiedzialnie w Niemczech za porządek publiczny. I tu pozwalam sobie zacytować fragment tego artykułu: „w przypadku gwałtów większość sprawców posiada niemieckie obywatelstwo, ale prawdą jest, że sprawcy pochodzący ze środowisk migracyjnych są nadreprezentowani w statystykach”. A to oznacza, że nawet legalni imigranci takie czyny – czyli gwałty popełniają. Obrona przed nimi powinna mieć charakter systemowy. Przede wszystkim nie należy stwarzać im warunków do pojawienia się, a nie tylko osiedlania się w Polsce. Potem – jeśli już to nastąpi, powinni być objęci szczególnym nadzorem. I niech mi nikt nie mów, że to dyskryminacja czy rasizm. Jak wskazują statystyki przywołane w artykule der Onet, to po prostu naturalne narzędzia, by się przed tym uchronić.

A czy to oznacza, że jestem przeciw imigrantom? Nie, ale proces ich przyjmowania powinien być uwarunkowany polską tradycją. A jeżeli powinniśmy się tu wzorować, to z pewnością na USA, w których ta enkulturacja trwała wieki.