Poniższe opracowanie powstało pod wpływem impulsu. Po pierwsze, uwolnienie Andrzeja Poczobuta jest dobrą okazją do przypomnienia losów najbardziej prześladowanych we współczesnym świecie Polaków. Po drugie, wśród medialnej dyskusji na ten temat odezwały się głosy jadowicie antypolskiej propagandy, rodem zza Buga. Kolportowanej niestety, również w języku polskim w różnych miejscach w internecie. Dlatego przypomnijmy podstawowe fakty o najliczniejszej społeczności polskiej na Kresach Wschodnich.
1. Polskość na ziemiach dzisiejszej Białorusi nie jest naleciałością, lecz jednym z fundamentów tożsamości kulturowej wielu jej regionów.
Żeby zrozumieć współczesne prześladowania Polaków na Białorusi, trzeba odrzucić fałszywy obraz, jakoby polskość była tam czymś obcym, przywiezionym z zewnątrz, późnym i powierzchownym. To nieprawda. Ziemie dzisiejszej Białorusi przez stulecia współtworzyły świat Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Polski język, katolicyzm, szlachta, miasta, szkoły, życie ziemiańskie i kultura literacka były tam jednym z głównych składników miejscowej cywilizacji.
To nie przypadek, że z tych terenów wyrasta wielka tradycja polskiej literatury kresowej:
– Adam Mickiewicz z Nowogródka i Zaosia,
– Eliza Orzeszkowa z Grodzieńszczyzny,
– Florian Czarnyszewicz, autor „Nadberezyńców”, wielkiej epopei polskiej szlachty zagrodowej zza Berezyny.
„Nadberezyńcy” są tu szczególnie ważni, bo pokazują prawdę, która dziś jest systemowo wymazywana: polskość na tych terenach nie była tylko polskością pałacu, salonu i urzędu, ale również zaścianka, parafii, pamięci rodzinnej i bardzo prężnego życia lokalnych wspólnot wiejskich oraz miast.
Ten świat nie został zaatakowany dopiero przez Sowietów czy Łukaszenkę. Po rozbiorach rozpoczął się długi proces wyniszczania polskiej warstwy kulturowej przez Rosję carską.
Warto podkreślić: mieszkańcy Kresów za Bugiem, czyli m.in. ziem dzisiejszej Białorusi, byli poddawani rusyfikacji dłużej, brutalniej i bardziej konsekwentnie niż Polacy w Królestwie Kongresowym.
W Królestwie Kongresowym istniały przez pewien czas szczątkowe instytucje polskiego życia publicznego, odrębność administracyjna, własna pamięć polityczna i społeczna ciągłość państwowa, choć stale ograniczana. Natomiast ziemie zabrane, w tym obszary dzisiejszej Białorusi, były znacznie wcześniej i znacznie głębiej wciskane w rosyjski model imperialny.
Tam rusyfikacja miała nie tylko wymiar administracyjny, lecz także cywilizacyjny i wyznaniowy: osłabianie języka polskiego,
marginalizowanie katolicyzmu, nacisk na prawosławie jako narzędzie lojalności wobec imperium, rozbijanie lokalnych elit,
ograniczanie polskiej edukacji, rugowanie polskiej pamięci historycznej.
Po powstaniach XIX wieku presja jeszcze wzrosła. Dla Petersburga polskość na ziemiach dzisiejszej Białorusi była szczególnie niebezpieczna, bo była tam zakorzeniona, a nie „napływowa”. Nie chodziło o kilku urzędników, ale o realny świat dworów, parafii, zaścianków, szkół i lokalnych autorytetów.
To właśnie dlatego rusyfikacja za Bugiem była tak długotrwała i tak brutalna: miała nie tylko złamać opór polityczny, ale przepisać pamięć tych ziem, aby przestały być postrzegane jako część dawnego polsko-litewskiego świata.

—————————-
Trzeba też pamiętać, że prześladowanie Polaków na tych ziemiach nie skończyło się na caracie. W XX wieku przyszły jeszcze cięższe etapy represji za czasów Rosji już nie carskiej a sowieckiej.
W latach 20. i 30. bolszewicy przeprowadzili eksperyment z tzw. polskimi rejonami narodowościowymi: Marchlewszczyzną na Ukrainie, Dzierżyńszczyzną na sowieckiej Białorusi.
Formalnie miały to być polskie autonomie z własnymi szkołami, przedszkolami, radami wiejskimi, sądami i instytucjami kultury. W rzeczywistości był to eksperyment kontrolowanej sowietyzacji Polaków, próba wyhodowania „nowego Polaka” – bez Kościoła, bez dawnej pamięci, bez więzi z historyczną Polską. Gdy eksperyment nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, autonomie zlikwidowano, ludność rozproszono, a później uderzono w nią terrorem.
Kulminacją był terror lat 1937-1938, czyli Operacja Polska NKWD. Według danych IPN zamordowano w niej co najmniej 111 091 Polaków, a represje objęły co najmniej 139 835 osób; część badaczy podaje liczby jeszcze wyższe.
Dla porównania: IPN szacuje, że ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej pochłonęło od 80 do 120 tysięcy ofiar.
To porównanie jest ważne nie po to, by licytować się na polskie cierpienia, lecz by jasno powiedzieć: jeszcze przed II wojną światową polskość na ziemiach dzisiejszej Białorusi została dotknięta jednym z największych ludobójstw narodowościowych XX wieku.
———————
Wrzesień 1939 roku był dla Polaków na ziemiach dzisiejszej Białorusi nie tylko końcem II Rzeczypospolitej. Był początkiem nowej fazy katastrofy narodowej. Po wejściu Armii Czerwonej rozpoczęło się nie „wyzwolenie”, lecz systemowe niszczenie polskiego życia społecznego, państwowego, religijnego i własnościowego.
Sowieci od pierwszych miesięcy uderzyli w wszystko, co było szczególnie polskie:
– urzędy,
– szkoły,
– organizacje społeczne,
– ziemiaństwo,
– inteligencję,
– leśników,
– osadników wojskowych,
– duchowieństwo,
– rodziny oficerów,
– wszelkie miejscowe elity zdolne do samoorganizacji.
Jednym z najważniejszych narzędzi tego uderzenia były deportacje na Sybir i do Kazachstanu. W latach 1940-1941 przeprowadzono cztery wielkie fale wywózek z ziem zajętych przez Związek Sowiecki. Historycy podają różne liczby, ale najczęściej mówi się o setkach tysięcy obywateli polskich deportowanych z Kresów, z czego bardzo duża część pochodziła właśnie z terenów dzisiejszej Białorusi. W samym tylko pierwszym rzucie, 10 lutego 1940 r., wywożono przede wszystkim osadników wojskowych, leśników i ich rodziny.
Drugim ciosem było wymordowanie polskich elit przez NKWD, którego symbolem pozostaje Katyń. W szerszym sensie „zbrodnia katyńska” obejmuje nie tylko las katyński, ale też mordy w Charkowie, Twerze i innych miejscach. Ofiarą padło prawie 22 tysiące obywateli polskich, w tym oficerowie Wojska Polskiego, policjanci, urzędnicy, inteligencja i przedstawiciele warstw przywódczych państwa. Dla Kresów północno-wschodnich, także ziem dzisiejszej Białorusi, miało to znaczenie fundamentalne: Rosja Sowiecka nie tylko zajęła terytorium, ale metodycznie odcięła je od polskich elit państwowych i społecznych.
————————-
Po 1945 r. sytuacja Polaków w Białoruskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej była zasadniczo inna niż np. sytuacja Polaków w litewskiej SRR.
Na Litwie, mimo całej brutalności sowietyzacji, Polacy zachowali relatywnie silniejsze skupiska terytorialne, przede wszystkim na Wileńszczyźnie. Przetrwały tam w większym stopniu:
– zwarte osadnictwo,
– lokalne więzi wspólnotowe,
– częściowo szkolnictwo,
– oraz większa ciągłość językowa w codziennej przestrzeni życiowej.
W Białoruskiej SRR było znacznie gorzej. Tam polskość znalazła się pod podwójną presją: klasycznej sowietyzacji i ateizacji oraz silnej rusyfikacji, znacznie głębszej niż na Litwie.
W praktyce oznaczało to:
– rozbicie struktur społecznych,
– osłabienie szkolnictwa polskiego niemal do zera,
– marginalizację języka polskiego w życiu publicznym,
– silniejszą presję na przechodzenie na rosyjski,
– rozbijanie pamięci historycznej,
– osłabianie więzi z Kościołem katolickim.
Polacy na Litwie pozostali mniejszością liczną, zwartą i bardziej widoczną. Polacy w Białoruskiej SRR stawali się coraz częściej mniejszością rozproszoną, spychana do prywatności, pozbawianą elit i możliwości legalnego publicznego trwania jako wspólnota narodowa.
Różnicę tę widać szczególnie w oświacie. Na sowieckiej Litwie, mimo ogromnych ograniczeń, polski żywioł szkolny miał znacznie większą zdolność trwania niż na sowieckiej Białorusi, gdzie polskie szkolnictwo nie miało podobnej skali ani podobnego znaczenia.
Trzeba też pamiętać, że po wojnie Polacy w Białoruskiej SRR byli często zmuszani do wyboru między trzema złymi rozwiązaniami:
– ekspatriacją do Polski Ludowej,
– milczącą asymilacją,
– albo trwaniem przy polskości wyłącznie w rodzinie i parafii.
To właśnie dlatego rola Kościoła katolickiego po 1945 r. była dla Polaków na Białorusi tak ogromna. Tam, gdzie nie było polskiej szkoły, polskiej prasy, polskiej organizacji i polskiego życia publicznego, pozostawała parafia. To ona przechowywała:
– język modlitwy,
– pamięć rodzinną,
– nazwiska,
– kalendarz świąt,
– podstawowe poczucie odrębności.
W czasach sowieckich Polacy na Białorusi byli więc w znacznie trudniejszym położeniu niż Polacy na Litwie. Na Litwie polskość była ograniczana, ale przetrwała w bardziej zwartej formie. Na Białorusi była systematycznie rozpraszana, rusyfikowana i spychania do sfery prywatnej.
To tłumaczy, dlaczego odrodzenie po 1991 r. miało na Białorusi tak silny, niemal eksplodujący charakter. Po prostu przez dziesięciolecia tłumiono tam nie tylko organizację, ale samą możliwość publicznego bycia Polakiem.
———————————————-
2. Etapy rozwoju społeczności polskiej na Białorusi po 1991 r.
Etap 1. Odrodzenie po upadku Związku Sowieckiego: 1988-1994
– U schyłku Związku Sowieckiego Polacy na Białorusi zaczęli odradzać swoje życie społeczne niemal od zera.
– Od 1988 r. powstawały pierwsze polskie organizacje kulturalno-oświatowe w Grodnie, Lidzie, Baranowiczach i Mińsku.
– W 1990 r. utworzono Związek Polaków na Białorusi.
– Po ogłoszeniu niepodległości Białorusi w 1991 i podpisaniu w 1992 r. traktatu polsko-białoruskiego otworzyła się możliwość formalnego rozwoju organizacji, szkół i życia kulturalnego.
Etap 2. Największy rozwój: lata 90. i początek XXI wieku
– To był czas prawdziwego odrodzenia.
– Związek Polaków na Białorusi stworzył sieć organizacyjną obejmującą cały kraj.
Powstały:
– szkoły z polskim językiem nauczania w Grodnie i Wołkowysku,
– 15 Domów Polskich,
– liczne stowarzyszenia środowiskowe,
– prasa, zespoły, chóry, inicjatywy oświatowe i patriotyczne.
Pod koniec lat 90. Związek liczył około 30 tys. członków i był największą organizacją społeczną na Białorusi.
Równocześnie dynamicznie rosło szkolnictwo:
– około 1 tys. uczniów uczyło się polskiego w roku szkolnym 1988/1989,
– ponad 19 tys. w 1998/1999,
– około 22 tys. w 2004 r.
Etap 3. Narastająca podejrzliwość reżimu: 1994-2004
W okresie gdy represyjny system Łukaszenki krzepł, każda większa niezależna struktura społeczna stawała się dla niego problemem.
Związek Polaków na Białorusi był dla reżimu szczególnie niewygodny, bo łączył:
– tożsamość narodową,
– oświatę,
– pamięć historyczną,
– kontakty z Polską,
– zakorzenienie lokalne.
Innymi słowy: był nie tylko organizacją mniejszościową, ale także niezależnym ośrodkiem życia społecznego, którego władza nie kontrolowała do końca.
Etap 4. Punkt przełomowy: 2005 – otwarte rozbicie Związku
– W 2005 r. reżim przeszedł do frontalnego ataku.
– Nie uznał wyboru Andżeliki Borys na prezesa Związku Polaków na Białorusi.
– Narzucił własny, lojalny wobec państwa „zarząd”.
– Odebrał niezależnemu Związkowi większość Domów Polskich.
To był moment, w którym państwo białoruskie powiedziało jasno: Polaków można tolerować tylko wtedy, gdy będą bardzo ograniczonym i mało świadomym folklorem pod całkowitą kontrolą oraz – wymierającym.
Etap 5. Presja ciągła: 2005-2020
Niezależny Związek działał dalej, ale już pod stałą presją:
– blokowano jego status,
– ścigano działaczy,
– próbowano spychać polskie szkolnictwo na margines,
– ograniczano wpływ organizacji na młodzież i edukację.
Presja nie znikała nawet w okresach chwilowego ocieplenia dyplomatycznego. W istocie celem reżimu było jedno: osłabić polską samoorganizację, rozbić elity i odciąć polskość od młodego pokolenia. Prześladowano nie tylko ZPB ale inne polskie organizacje, nawet kluby sportowe.
Etap 6. Po 2020 r.: przejście do brutalnych represji systemowych
Po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 r. reżim przeszedł do otwartego terroru wobec całego społeczeństwa obywatelskiego. Polacy stali się jedną z grup uderzeniowych tej kampanii.
W 2021 r. aresztowano kierownictwo ZPB:
– Andżelikę Borys,
– Andrzeja Poczobuta,
– Annę Paniszewą,
– Irenę Biernacką,
– Mariię Tiszkowską
oraz inne osoby o polskich korzeniach.
Represje rozszerzono na szkoły społeczne, nauczycieli, młodzież, kursy języka polskiego i życie religijne.
——————————
3. Etapy coraz większych prześladowań – w punktach
A. Uderzenie w organizację
Najpierw władza postanowiła złamać strukturę, a nie pojedynczych ludzi.
Związek Polaków na Białorusi przestał być traktowany jako organizacja mniejszościowa, a zaczął być traktowany jak wrogi, niezależny ośrodek społeczny.
Reżim wiedział, że jeśli złamie Związek, łatwiej rozbije:
– szkolnictwo,
– środowiska młodzieżowe,
– prasę,
– inicjatywy patriotyczne,
– opiekę nad miejscami pamięci.
B. Uderzenie w szkoły i język
Na Białorusi mieszka według spisu z 2019 r. 287 tys. Polaków, z czego na samej Grodzieńszczyźnie 223 tys. (osób polskiego pochodzenia może być nawet 2-3 krotnie więcej)
Ilu publicznych, pełnych szkół z polskim językiem nauczania doczekała się ta społeczność? Przez długie lata zaledwie dwóch: w Grodnie i Wołkowysku, plus polskie klasy w Brześciu.
W 2022 r. reżim doprowadził do ich faktycznej likwidacji jako szkół polskojęzycznych, wprowadzając całkowitą rusyfikację nauczania.
Po tej zmianie polskość w państwowej edukacji została zepchnięta do szczątkowych, reglamentowanych godzin języka.
Dla porównania:
– na Litwie społeczność polska liczy około 180 tys. osób,
– działa tam około 65 szkół polskich (łącznie z filiami), do których uczęszcza ponad 11 tys. uczniów.
Ten kontrast mówi wszystko: na Litwie polska mniejszość jest trudnym partnerem politycznym, ale podmiotem legalnym; na Białorusi jest traktowana jak problem do rozwiązania przez rusyfikację.
C. Uderzenie w dzieci i młodzież
Reżim zrozumiał, że polskości nie da się zniszczyć wyłącznie aresztowaniami liderów. Trzeba ją odciąć od dzieci, młodzieży i rodziny.
Dlatego:
– zamykano lub kontrolowano szkoły społeczne,
– ścigano organizatorów kursów,
– zastraszano nauczycieli,
– usuwano polskie książki i materiały dydaktyczne,
– ograniczano możliwość uczenia historii i literatury po polsku.
To była klasyczna polityka wynaradawiania: nie zabrać tylko budynku, ale przerwać przekaz pokoleniowy.
D. Uderzenie w pamięć historyczną i dziedzictwo
Od 2022 r. weszła nowa faza: państwowy wandalizm historyczny.
Niszczenie polskich cmentarzy, tablic, grobów Armii Krajowej i miejsc pamięci nie było dziełem „nieznanych sprawców” w sensie politycznym. Było elementem kampanii. Na Grodzieńszczyźnie znajduje się około 550 polskich miejsc pamięci narodowej.
W czerwcu i lipcu 2022 r. zniszczono co najmniej dziewięć takich miejsc, m.in.:
– w Bogdanach,
– Bobrowiczach,
– Dyndyliszkach,
– Iwiu,
– Oszmianie,
– Jodkiewiczach,
– Kaczycach,
– Wołkowysku,
– Mikuliszkach.
Szczególnie wstrząsające było zrównanie z ziemią kwatery Armii Krajowej w Mikuliszkach, zniszczenie cmentarza w Surkontach,
przypadki rozkopywania grobów i użycia ciężkiego sprzętu.
E. Uderzenie w Kościół, księży i duszpasterstwo
Na Białorusi polskość od dawna opierała się nie tylko na rodzinie, szkole i organizacji, ale także na Kościele katolickim.
W praktyce to właśnie polskie duszpasterstwo było przez dziesięciolecia jednym z fundamentów polskości:
– przechowywało język,
– utrzymywało pamięć rodzinną i historyczną,
– gromadziło ludzi poza kontrolą państwa,
– organizowało życie wspólnotowe,
– wiązało tożsamość narodową z religijną.
Dlatego władze uderzają także w ten filar.
Represje wobec duchowieństwa przybierały różne formy:
– odmowy przedłużania wiz polskim księżom,
– wypychanie duchownych z kraju,
– przesłuchania,
– grzywny,
– śledzenie aktywności w internecie,
– naciski na biskupów,
– blokowanie bardziej niezależnych duchownych.
Głośne były:
– przypadki wyrzucania polskich księży pod pretekstem językowym i administracyjnym, od dawna interpretowane jako element antypolskiej kampanii,
– niewpuszczenie do kraju w 2020 r. metropolity mińsko-mohylewskiego abp. Tadeusza Kondrusiewicza, jednego z najważniejszych hierarchów katolickich na Białorusi, po tym jak krytykował przemoc wobec protestujących,
– represje wobec duchownych krytykujących wojnę i reżim, w tym ks. Andrzeja Bulczaka,
– szersza fala prześladowań duchownych różnych Kościołów, w tym katolickich, dokumentowana w 2022 i 2023 r.
– szereg aresztowań i procesów ważnych postaci wśród polskiego duchowieństwa na Białorusi, które mają miejsce nawet w tym roku.
Reżim rozumie to dobrze: jeżeli polska szkoła wychowuje, to polska parafia zakorzenia; jeżeli Związek organizuje, to duszpasterstwo utrwala. Dlatego oba te filary muszą zostać uderzone jednocześnie.
F. Uderzenie w liderów i elity
Aresztowanie Andrzeja Poczobuta nie było tylko sprawą jednego dziennikarza. Chodziło o symboliczne złamanie człowieka, który łączył:
– polską świadomość narodową,
– niezależność dziennikarską,
– pamięć historyczną,
– krytykę reżimu.
Skazanie go w 2023 r. na 8 lat kolonii karnej było jasnym komunikatem: każdy Polak na Białorusi, który spróbuje być nie tylko Polakiem prywatnie, ale również publicznie – zapłaci za to cenę.
G. Uderzenie propagandowe
Równie ważny jak przemoc administracyjna jest język propagandy. W narracji reżimu Polacy są przedstawiani jako:
– „zachodni element wywrotowy”,
– obcy wpływ,
– nośnik „niebezpiecznego” związku z Polską i Zachodem,
– potencjalna piąta kolumna.
W propagandzie stale odżywa figura „polskiego pana” – dawnego ciemiężyciela, który rzekomo wraca w nowej formie.
Stąd bierze się systematyczne oczernianie:
– I Rzeczypospolitej jako systemu ucisku,
– II Rzeczypospolitej jako państwa rzekomo kolonialnego wobec Białorusinów,
– polskiego ziemiaństwa i polskiej pamięci historycznej jako czegoś niebezpiecznego i obcego.
Taka narracja nie jest przypadkowa. Ma dwa cele:
– uzasadnić represje wobec współczesnych Polaków,
– odciąć białoruskie społeczeństwo od własnej wielokulturowej, zachodniej i nierosyjskiej przeszłości.
———————————–
4. Dlaczego Polacy są prześladowani tak brutalnie
Bo są mniejszością narodową, która nie chciała zniknąć. Bo mają silną tożsamość, zakorzenioną nie tylko w rodzinie, ale w parafii, szkole, pamięci historycznej i organizacji. Bo posiadają własne elity społeczne, własne kanały komunikacji i własne wzory wychowawcze. Bo byli częścią świata zachodniego nie geograficznie, ale cywilizacyjnie.
A przede wszystkim dlatego, że Związek Polaków na Białorusi wyrósł na największą lub jedną z największych niezależnych organizacji społecznych w państwie autorytarnym.
To jest klucz. Reżim Łukaszenki nie toleruje żadnej wspólnoty, która potrafi:
– sama się organizować,
– wychowywać młodzież,
– przechowywać własną pamięć,
– budować więzi ponad kontrolą państwa,
– i mieć realne zaplecze społeczne.
Polskość stała się więc dla Mińska nie tylko problemem narodowościowym, ale wręcz problemem ustrojowym.
Historia Polaków na Białorusi po 1991 r. to historia wielkiego odrodzenia i równie wielkiej próby zniszczenia tego odrodzenia.
Najpierw Polacy:
– odbudowali organizację,
– stworzyli szkoły,
– rozwinęli życie młodzieżowe,
– przywrócili pamięć,
– oparli wszystko na parafii, rodzinie, języku i wspólnocie.
Potem przyszło państwo Łukaszenki i powiedziało: dosyć tego. Zbyt liczni, zbyt niezależni, zbyt związani z Polską i cywilizacyjnie z Zachodem. Dlatego właśnie polskość na Białorusi jest dziś prześladowana tak mocno. Nie dlatego, że jest mała. Nie dlatego, że jest słaba. Ale właśnie dlatego, że mimo wszystkiego okazała się żywa, niezależna i zdolna do trwania. Dla neosowieckiego reżimu Łukaszenki to jest nie do zniesienia.
Dla polskiego państwa i polskiego społeczeństwa żyjącego między Odrą a Bugiem nie powinno zaś być ważniejszej sprawy w relacjach z Białorusią niż walka o podstawowe prawa tych, którzy cierpią tylko dlatego, że nie chcą porzucić swoje narodowej, polskiej tożsamości.
Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.
Zostaw komentarz