Powrót Stanisława Tymińskiego do debaty publicznej nie przeszedł bez echa. Człowiek, który w 1990 roku niemal rozbił polityczny układ III RP i jako kandydat spoza establishmentu zdobył miliony głosów Polaków, w rozmowie dla portalu „Inna Polityka” wystawił bezlitosną ocenę ostatnich trzech dekad polskiej polityki.
„Sprawy zaszły tak daleko, że obecnie Polska leży na łopatkach. Mamy tu do czynienia z ogromnym deficytem budżetowym, który jest na poziomie tragicznym, a my pożyczamy jeszcze więcej i oddajemy potem te środki Ukrainie. Polskie pieniądze powinny służyć Polakom, a nie Ukraińcom” – powiedział Tymiński.
Były kandydat na prezydenta nie pozostawił suchej nitki na kolejnych ekipach rządzących, oskarżając je o utratę suwerenności i realizowanie interesów obcych państw kosztem własnych obywateli. Jego słowa dla jednych są przesadą, dla innych trafną diagnozą sytuacji kraju pogrążonego w rosnącym zadłużeniu, kryzysie mieszkaniowym i coraz większych kosztach życia.
Jednak niezależnie od ocen politycznych warto przypomnieć fakty.
Polska wyciągnęła do Ukrainy pomocną dłoń jak nikt inny
Gdy 24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę, to właśnie Polska stała się pierwszym schronieniem dla milionów uciekających przed wojną.
Polacy otwierali swoje domy dla obcych ludzi. Organizowali transport, zbiórki żywności, leków, odzieży i środków higienicznych. Polska zapewniła uchodźcom dostęp do opieki zdrowotnej, edukacji, rynku pracy oraz systemu świadczeń społecznych.
Przez Polskę przeszły miliony obywateli Ukrainy szukających bezpieczeństwa. Setki tysięcy zostały tutaj na stałe lub na wiele miesięcy. Trudno wskazać drugie państwo, które w tak krótkim czasie udzieliłoby pomocy na podobną skalę.
Do tego dochodzi pomoc wojskowa, logistyczna i polityczna. Polska stała się głównym korytarzem transportowym dla wsparcia kierowanego na Ukrainę przez państwa zachodnie.
Dlatego wielu Polaków zadaje dziś pytanie: czy nasze zaangażowanie spotkało się z należnym szacunkiem?
Skandal z UPA. Czy ostrzeżenia Tymińskiego okazały się prorocze?
Niedawne wydarzenia na Ukrainie sprawiły, że część opinii publicznej ponownie wróciła do słów Tymińskiego.
Ogromne kontrowersje wywołała decyzja o uhonorowaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwą odwołującą się do tradycji UPA. W Polsce wywołało to falę oburzenia, ponieważ dla Polaków UPA nie jest symbolem walki o wolność, lecz przede wszystkim symbolem jednej z największych tragedii narodowych XX wieku.
Ukraińska Powstańcza Armia odpowiada za zbrodnie dokonane na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943–1945. Według szacunków historyków zamordowano około 100 tysięcy polskich cywilów. Ofiarami były całe rodziny – kobiety, dzieci, osoby starsze i duchowni.
Rzeź Wołyńska nie była zwykłym konfliktem zbrojnym. Była zaplanowaną akcją wyniszczenia polskiej ludności na terenach zamieszkiwanych przez oba narody. W pamięci Polaków do dziś pozostają opisy niezwykłego okrucieństwa tych zbrodni.
Dlatego dla wielu obywateli niezrozumiałe jest, że państwo, które otrzymało od Polski tak ogromną pomoc, decyduje się honorować formacje kojarzone w Polsce z ludobójstwem.
Pomoc tak. Zapomnienie nie.
Nie oznacza to, że należy przekreślać naród ukraiński czy odmawiać pomocy ludziom dotkniętym wojną. Miliony zwykłych Ukraińców nie ponoszą odpowiedzialności za zbrodnie sprzed kilkudziesięciu lat.
Jednak równie oczywiste jest to, że pojednanie nie może opierać się na przemilczaniu historii.
Polska okazała Ukrainie solidarność na niespotykaną skalę. Polscy podatnicy ponieśli ogromne koszty. Polskie rodziny przyjęły pod swój dach setki tysięcy uchodźców. Polskie państwo otworzyło swoje instytucje i rynek pracy.
W zamian Polacy mają prawo oczekiwać nie tylko wdzięczności, ale również szacunku dla własnej historii, pamięci narodowej i ofiar Wołynia.
Tymiński: najpierw interes Polski
Właśnie dlatego słowa Stanisława Tymińskiego znajdują dziś tak szeroki oddźwięk.
„Polskie pieniądze powinny służyć Polakom” – mówił w wywiadzie dla „Innej Polityki”.
Niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się ze wszystkimi jego poglądami, jedno jest pewne: państwo polskie ma obowiązek kierować się przede wszystkim interesem własnych obywateli.
Pomoc sąsiadom może być wyrazem solidarności i człowieczeństwa. Nie może jednak oznaczać rezygnacji z własnej pamięci historycznej, własnej godności i prawa do stawiania pytań o to, czy Polska otrzymuje należny szacunek za pomoc, której udzieliła.
Bo jeśli jest coś, o czym nie wolno dziś zapomnieć, to fakt, że gdy Ukraina znalazła się w największym niebezpieczeństwie od czasu odzyskania niepodległości, pierwszym narodem, który stanął przy niej ramię w ramię, byli właśnie Polacy. A pamięć o ofiarach Wołynia nie jest przeszkodą w dobrych relacjach polsko-ukraińskich – jest warunkiem, by te relacje mogły być oparte na prawdzie.
Zostaw komentarz