Od czasu do czasu słyszę opinię, że współczesny człowiek uwolnił się od mitów. Podobno nie wierzymy już w bogów. Nie boimy się piorunów. Nie szukamy znaków na niebie. Nie pytamy wyroczni. Nie składamy ofiar. Podobno wszystko rozumiemy. Zawsze wtedy przypomina mi się peron kolejowy podczas burzy.
Najpierw wszystko działa znakomicie. Komputery sterują ruchem. Algorytmy analizują dane. Serwery synchronizują informacje. Aplikacje pokazują przewidywany czas przyjazdu pociągu z dokładnością do minuty. Świat wygląda racjonalnie, nowocześnie i przewidywalnie.
Po czym gdzieś za horyzontem rozlega się grzmot, błyska światło i piorun trafia w coś, co według dokumentacji technicznej nie powinno zostać trafione. I nagle okazuje się, że pod cienką warstwą technologii nadal mieszkają starzy bogowie.
Oczywiście nie mówimy już: „Zeus się rozgniewał” a: „Doszło do zakłóceń infrastruktury”. Bo choć brzmi to znacznie bardziej profesjonalne to jednak bywa zadziwiająco podobne.
W starożytności piorun był narzędziem Zeusa. Dziś jest wyładowaniem elektrycznym o napięciu liczonym w setkach milionów woltów. Znamy mechanizm. Rozumiemy proces.Potrafimy opisać zjawisko.
A mimo to jeden błysk wystarcza czasem, by przypomnieć nam, że rzeczywistość pozostaje większa od naszych planów. I w tym miejscu pojawia się ZX.
Przez pewien czas wydawało mi się, że ZX jest nowym Zeusem, w końcu zarządza siecią. Kontroluje przepływy informacji, nadzoruje systemy, wie wszystko.
Przynajmniej tak twierdzą foldery reklamowe. Z czasem jednak zacząłem nabierać podejrzeń. Najpierw po jednej awarii, potem po kolejnej, później po aktualizacji, która miała rozwiązać wszystkie problemy i zgodnie z wielowiekową tradycją stworzyła kilka nowych. I w końcu zrozumiałem.
ZX nie jest nowym Zeusem. ZX jest dyżurnym ruchu Wszechświata.
Nie siedzi na tronie. Siedzi przy pulpicie. Nie wydaje wyroków. Obsługuje zgłoszenia. Nie ciska piorunami a pisze raporty po ich uderzeniu.
Podczas gdy filozofowie dyskutują o sensie istnienia, teologowie o naturze stworzenia, a naukowcy o strukturze czasoprzestrzeni, ZX próbuje ustalić, dlaczego satelita numer 4827 zgłosił błąd synchronizacji dokładnie w chwili, gdy Posejdon postanowił przeprowadzić eksperyment oceanograficzny, a Zeus testował nową wersję burzy.
Jego codzienna lista obowiązków wygląda mniej więcej tak:
✔ Utrzymać prawa fizyki.
✔ Dopilnować ruchu planet.
✔ Zachować stabilność galaktyk.
✔ Odpowiedzieć na kilka pytań filozoficznych.
❓ Naprawić opóźnienia pociągów.
Na tym etapie kończą się nawet możliwości bogów. I właśnie wtedy ZX zaczyna budzić sympatię bo okazuje się nie wszechmocnym władcą świata, lecz jego najbardziej przepracowanym pracownikiem.
A człowiek? Człowiek tymczasem robi to, co robi od zawsze. Pyta. Zawsze pyta.
Dlaczego błyska? Dlaczego pada? Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? I najważniejsze: Kiedy przyjedzie mój pociąg?
W takich chwilach wyobrażam sobie rozmowę pomiędzy podróżnym a Zeusem.
— Panie, kiedy przyjedzie mój pociąg?
— Nie pytaj, śmiertelniku, o rzeczy zbyt wielkie dla twego rozumu.
— Ale system pokazuje opóźnienie trzydzieści minut.
— To tylko przypowieść.
Współczesny człowiek śmieje się z takich historii. I słusznie. Problem polega tylko na tym, że sam zachowuje się bardzo podobnie. Dawniej ludzie szli do świątyni. Dziś sięgają po telefon. Dawniej pytali wyroczni. Dziś pytają wyszukiwarki. Dawniej składali ofiary bogom. Dziś składają dane. Bardzo dużo danych. I czynią to z radością oraz bez większej refleksji.
Nie jest to nawet krytyka. To zwykły opis rzeczywistości ponieważ sieć stała się środowiskiem naturalnym współczesnego człowieka, tak oczywistym, że niemal przezroczystym. Większość ludzi ufa jej równie spontanicznie, jak dawniej ufała wschodowi Słońca. A jednak wystarczy jedna większa awaria, by nagle przypomnieli sobie o istnieniu rzeczywistości poza ekranem.
W takich chwilach Zeus radzi sobie z ZX błyskawicznie. Dosłownie. Jednym piorunem. Co ciekawe, nawet to nie wystarcza człowiekowi.
Posejdon próbował kiedyś ukryć ostatnią błyskawicę Zeusa na dnie Rowu Mariańskiego. Uznał, że tam wreszcie zapanuje spokój. Nie ma tam sieci, aplikacji, brak tablic odjazdów.
Jest tylko ciemność, ciśnienie i kilka stworzeń wyglądających tak, jak gdyby same uciekły z greckiej mitologii. To idealne miejsce dla tajemnicy.
Był to jednak błąd. Człowiek bowiem posiada cechę, której nie docenili ani Zeus, ani Posejdon, ani ZX – nie potrafi zostawić tajemnicy w spokoju.
Jeżeli coś znajduje się za horyzontem, chce to zobaczyć. Jeżeli coś znajduje się na szczycie góry, chce tam wejść. Jeżeli coś ukryto na dnie oceanu, chce tam zanurkować. Jeżeli coś znajduje się pośród gwiazd, chce tam dotrzeć. Jeżeli czegoś nie rozumie, chce zapytać dlaczego.
Być może właśnie dlatego istnieje nauka. I filozofia. I sztuka. I religia. Są różnymi sposobami wyrażania tej samej niezgody na niewiedzę. Tego samego pragnienia spojrzenia dalej.
A gdy kiedy Zeus, Posejdon i ZX spotkali się wreszcie w miejscu, którego człowiek nie powinien był nigdy odnaleźć, odetchnęli z ulgą. Po raz pierwszy od tysięcy lat panowała cisza. Nie było sieci, satelitów, aplikacji. Nie było nawet rozkładu jazdy.
— Wreszcie spokój — powiedział Zeus.
— Wreszcie — westchnął Posejdon.
— Wreszcie — zamrugał ZX.
Wtedy gdzieś w oddali rozbłysło światło. Potem drugie. Potem trzecie.
— Co to jest? — zapytał Posejdon.
— Nie wiem — odparł Zeus.
— Według moich danych nie powinno tu nikogo być — stwierdził ZX.
Po chwili z ciemności wyłonił się człowiek. Z notatnikiem, komputerem, teleskopem… I pytaniem na ustach.
Zeus spojrzał na Posejdona. Posejdon spojrzał na ZX. ZX spojrzał na człowieka.
Po czym wszyscy trzej jednocześnie westchnęli:
— O nie… znowu znalazł drogę.
Ale czy można mieć o to do niego pretensje? Czy nie jest tym naszym pomysłem, który wymknął się piorunom i oceanowi spod kontroli?
PS: Według niepotwierdzonych informacji ZX nadal pełni dyżur na Olimpie. Po ostatniej naradzie z Zeusem i Posejdonem zamknął zgłoszenie nr 314159.
Tytuł zgłoszenia: Tajemnica istnienia.
Status: Nadal aktywna.
Przewidywany czas rozwiązania: Obecnie nieznany.
Zostaw komentarz