Minęły niemal dwa lata od powodzi, która zniszczyła most w Głuchołazach. Po tak długim czasie premier Tusk przyjeżdża z kamerami, ministrami i całą polityczną oprawą, by uroczyście przeciąć wstęgę na odbudowanym moście. Jakbyśmy byli świadkami otwarcia inwestycji na miarę stulecia.

Nie zrozumcie mnie źle. Most był potrzebny. Mieszkańcy Głuchołaz zasługiwali na jego odbudowę. Ale właśnie dlatego trudno zrozumieć ten triumfalizm. Odbudowa podstawowej infrastruktury po klęsce żywiołowej nie jest nadzwyczajnym osiągnięciem rządu. To jego elementarny obowiązek. To nic wielkiego.

Tym bardziej że słyszymy nieustannie o miliardach złotych z KPO, kolejnych europejskich instrumentach finansowania, rekordowych wydatkach państwa i rekordowym deficycie budżetowym. Polacy mają więc prawo oczekiwać czegoś więcej niż uroczystego otwarcia jednej odbudowanej przeprawy.

Państwo nie jest od organizowania propagandowych spektakli medialnych. Jest od sprawnego działania. Ludzi nie interesuje liczba konferencji prasowych ani długość czerwonego dywanu. Interesuje, czy inwestycje powstają szybko, sprawnie i bez zbędnej propagandy.

Dziś polityka coraz częściej przypomina teatr. Liczy się ujęcie kamery, odpowiednie kadry i hasła na konferencji prasowej. A przecież mieszkańcy nie potrzebują widowiska. Potrzebują sprawnego państwa.

No tak… byliśmy przecież dwudziestą gospodarką świata. Mamy miliardy z KPO, kolejne miliardy z różnych instrumentów finansowania, rekordowy deficyt budżetowy, a po niemal dwóch latach z wielką pompą świętujemy odbudowę jednego mostu.
Doprawdy, osiągnięcie na niespotykaną skalę.