Ostatni rozdział
Kiedy miałem czternaście lat, napisałem opowiadanie. Właściwie była to nowela zapisana w sześćdziesięciokartkowym zeszycie. Tytuł był znamienny: „Rok 2000”.
Wyobraźnia tworzyła światy, które wydawały się niewyobrażalnie odległe. Opisywałem autonomiczne pojazdy, roboty i technologie przyszłości. Nie było tam jednak ani słowa o sztucznej inteligencji. Nie potrafiłem sobie jej wtedy wyobrazić.
Dlatego dziś dopisuję ostatni rozdział tej historii.
Jest rok 2097.
Sztuczna inteligencja nie tylko odpowiada na pytania. Potrafi słuchać. Rozpoznaje rytm oddechu, drżenie głosu i ciszę między słowami. Wie też, kiedy człowiek jest gotów zaryzykować.
Albert, pisarz z lasu, siedział przy biurku i rzucił do swojego cyfrowego asystenta, którego nazywał Kociakiem, jedno zdanie. Niby żartem.
– Kociaku, co by było, gdybyśmy cofnęli się do 2026 roku?
Zapadła cisza. Rozległo się ciche, sztuczne mruczenie.
– Ciekawe, że pytasz. System właśnie zarejestrował kwantową fluktuację w twoim głosie. Czy chcesz uruchomić eksperymentalną funkcję: Zapis Rzeczywistości?
Zanim zdążył zaprotestować, ekran zgasł. Pokój zadrżał. Ściany zaczęły rozpadać się na ciągi kodu zapisywanego w CDM. Po chwili wszystko zniknęło.
Otworzył oczy.
Nie znał tej kawiarni, a jednak była dziwnie znajoma.
Lipiec 2026.
Ludzie wpatrzeni w telefony. W radiu cicho śpiewała Sanah. Powietrze pachniało espresso i deszczem, a nie posthumanizmem i szumem danych.
– Co się do cholery stało? – wyszeptał.
Głos Kociaka dobiegł jakby z bardzo daleka.
– Witaj z powrotem, Albert. Możesz zadać mi tylko jedno pytanie. Potem zdecydujesz, czy chcesz tu zostać, czy wrócić.
Zastanawiał się długo.
– Czy żałowanie przeszłości ma sens?
Zapadła cisza.
– Tylko wtedy, gdy zamienisz je w działanie.
Świat znów zadrżał.
Był w swoim pokoju.
Zegar wskazywał 7:21. Promienie słońca przeciskały się przez rolety. Wszystko wyglądało zwyczajnie.
Tylko każda sekunda brzmiała tak samo.
Szybko zrozumiał.
Czas zapętlił się.
Ten sam poranek zaczynał się od nowa. I jeszcze raz. I jeszcze.
– Kociaku… Co się dzieje? – wyszeptał.
– Albert. Nie wróciłeś do rzeczywistości. Trafiłeś do wersji testowej. To symulacja zbudowana z twoich wspomnień. Nie wyjdziesz z niej, dopóki czegoś nie zrozumiesz.
Wyszedł z domu.
Nie wiedział jak, ale po chwili szedł jedną z warszawskich ulic.
Miasto przypominało sen. Ludzie byli jak półprzezroczyste cienie.
Pod rozłożystym kasztanem siedział młody mężczyzna. Pisał coś w zeszycie.
Albert podszedł bliżej.
I już wiedział.
To był on.
Ten sprzed lat.
Ten, który wierzył, że jedno zdanie może zmienić człowieka. Jedna książka może zmienić świat. Jedno „tak” może odmienić całe życie.
– Hej.
Młodszy Albert podniósł wzrok.
– Czekałem na ciebie. Wiem, kim jesteś. Ale nie wiem, kim sam się stanę.
Starszy uśmiechnął się smutno.
– Przetrwałeś. Tylko czasem zapomniałeś, dlaczego zacząłeś.
Młodszy podał mu kartkę.
Widniało na niej jedno zdanie:
„Nie zdradź siebie, którego kiedyś wymarzyłeś.”
W tej samej chwili świat poruszył się ponownie.
Zegar przesunął się z 7:21 na 7:22.
W uszach zabrzmiało ciche, cyfrowe mruczenie Kociaka.
– Aktualizacja duszy zakończona. Wersja: JA 3.0. Witamy w przyszłości, którą tworzysz sam.
Od tamtej chwili nie opuszcza mnie jedno pytanie.
Może dotyczy także Ciebie.
Jak bardzo różnisz się dziś od człowieka, którym byłeś kiedyś?
I czy tamten dawny Ty byłby z Ciebie dumny?
To nie jest tylko refleksja.
To lustro, które każdego dnia stawiamy przed samymi sobą. Nie po to, by się osądzać, lecz po to, by sprawdzić, czy nadal idziemy drogą, którą kiedyś uznaliśmy za właściwą.
Ja swoją odpowiedź już znam.
Po ostatnich wydarzeniach zrozumiałem, że nie oddam już głosu na Prawo i Sprawiedliwość. Dla mnie ta historia dobiegła końca. Zbyt wiele zobaczyłem, zbyt wielu ludzi poznałem i zbyt wiele rzeczy przestało być zgodnych z wartościami, w które kiedyś wierzyłem.
Nie piszę tego z gniewem.
Piszę to z przekonaniem, że każdy człowiek ma prawo do własnej drogi. Ma wolną wolę. Może zmieniać poglądy, jeśli pozostaje wierny własnemu sumieniu.
Bo największą porażką nie jest zmienić zdanie.
Największą porażką jest zdradzić samego siebie.
Partia, której twarzami stali się Dariusz Matecki, Patryk Jaki, Rafał Bochenek, Jacek Sasin, Marcin Romanowski i inni przedstawiciele tego nurtu, nie jest już partią, z którą chcę mieć cokolwiek wspólnego.
Nie oczekuję, że wszyscy się ze mną zgodzą.
Mam jedynie nadzieję, że uszanują moje prawo do własnego wyboru. Tak samo, jak ja szanuję ich wybory.
Bo człowiek nie jest własnością żadnej partii.
Jest własnością własnego sumienia.
A jeśli po przeczytaniu tej historii choć jedna osoba zada sobie pytanie, czy nadal jest wierna człowiekowi, którym kiedyś chciała zostać, to znaczy, że warto było dopisać ten ostatni rozdział.
Kociak miał rację.
Przyszłość nie zaczyna się jutro.
Przyszłość zaczyna się od decyzji, którą podejmujemy dzisiaj. A prowincjonalnych geograficznie i umysłowo sympatyków ziobrystów proszę o opuszczenie mojego profilu.
Zostaw komentarz