Przed Mateuszem Morawieckim stoi naturalna pokusa stania się bezobjawową „europrawicą”, czyli taką, która w całości i bez zastrzeżeń przyjmuje pakiet ideologiczny stworzony przez lewicę i liberałów. Fajnie być podejmowanym na salonach, goszczonym w Davos jako „postępowy lider nowoczesnej, europejskiej prawicy”. Można za to kiedyś dostać ordery i ciekawe propozycje pracy w „strukturach międzynarodowych”.

Gdzie zatem mają się podziać wyborcy, dla których nowoczesna, rozwijająca się gospodarka daje się połączyć z obroną tradycyjnego społeczeństwa przed liberalno-lewicową ideologią? Doświadczenia współczesnego Zachodu pokazują postępujący krach założenia, że rozwój gospodarczy jest możliwy tylko w pakiecie z gender mainstreaming, otwartym społeczeństwem i ochroną coraz to nowych „mniejszości”.

Na Zachodzie rozwój ekonomiczny dawno wyhamował. Nie ma co się podniecać wzrostem PKB oscylującym wokół 1%, a poziom bezpieczeństwa spadł na skutek masowej migracji ludzi o systemie wartości, który w wielu przypadkach pozostaje niekompatybilny z zachodnią cywilizacją. Zachód pozostaje bezbronny wobec ekspansji gospodarczej Chin oraz aksjologiczno-demograficznej presji płynącej z „Globalnego Południa”, ponieważ przyjęta tam ideologia tę bezbronność dodatkowo pogłębia.

Czy Morawiecki wymyśli jakieś nowe rozwiązanie? Szczerze w to wątpię. Dotychczas jego działania jako premiera były raczej próbą kopiowania współczesnego Zachodu takim, jaki jest obecnie, przykrywaną jedynie odpowiednią retoryką.

Z drugiej strony, w składzie, jaki pozostał dziś w Prawie i Sprawiedliwości, również nie widzę ludzi zdolnych do wykreowania realnej konserwatywnej modernizacji, opartej na wyciąganiu wniosków z cudzych błędów.

Smutne to…

Fot. Gov.pl

Aleksander GłogowskiAutor: dr hab. Aleksander Głogowski, profesor UJ. Politolog, Katedra Historii Polskiej Myśli Politycznej INPiSM Uniwersytetu Jagielońskiego.