Kilka lat temu, gdy jeszcze uczyłem w szkole, a uczniowie jeszcze się uczyli, rozmawialiśmy o wybuchu II wojny światowej. Problem był oczywiście jeden, zawsze ten sam: czy można było tej wojny uniknąć. Te rozmowy kończyły się zawsze konkluzją, że wtedy się nie udało, ale przynajmniej polskie społeczeństwo rozumiało zagrożenie.
Gdy więc 1 września zaczęły spadać bomby, było oczywiste, kto je zrzuca i przed kim należy się bronić. Natomiast następna wojna nie będzie już dla nas tak łatwa. Świat współczesny opiera się bowiem na manipulacji, co oznacza, że możemy być szczuci przeciwko tym, którzy nie są naszymi wrogami, a naszych prawdziwych wrogów możemy uważać za przyjaciół.
Współczesnych podbojów dokonuje się przede wszystkim przez opanowanie ludzkich umysłów. Najpotężniejsze mocarstwa osiągają swoje cele dzięki inwazji ekonomicznej i medialnej manipulacji. Słabsze państwa poddają się w przekonaniu, że robią na tym dobry interes. W tym kontekście wysłanie wojska i rozpoczęcie konwencjonalnej wojny jest już porażką imperialnego mocarstwa, niezależnie od jej wyniku.
Właśnie dlatego wojna na Ukrainie podważyła pozycję Rosji, a wojna z Iranem – pozycję Stanów Zjednoczonych. W dzisiejszych czasach prawdziwym sukcesem jest bowiem dominowanie bez wojny.
Jeżeli już koniecznie trzeba prowadzić działania zbrojne, mocarstwo może tylko w jeden sposób ograniczyć rozmiar tego niepowodzenia – poprzez błyskawiczne zwycięstwo. Przedłużająca się wojna jest zawsze porażką, gdyż podważa zaufanie do skuteczności mocarstwa. Nawet zwycięstwo po długiej wojnie nie jest w stanie od razu przywrócić zachwianej pozycji mocarstwa.
Dlatego obecnie wojny z udziałem mocarstw wybuchają bardzo rzadko. Jeżeli już wybuchają, to ograniczają się do błyskawicznej napaści z wykorzystaniem przewagi technicznej, a resztę mocarstwa wymuszają groźbami. Ma to sprawiać wrażenie karnej interwencji wobec zbuntowanych dzikusów w stylu kolonialnym. Gdy jednak taka interwencja zmienia się w prawdziwą wojnę, jest to porażka.
Jest to tym bardziej niebezpieczne, że trudno się z takiej wojny wycofać. Nie można przecież po prostu ustąpić przed słabszym państwem. To byłaby wielka kompromitacja. Mocarstwo nie może sobie pozwolić na kompromitację. Jego skuteczność w światowej polityce, opartej na manipulowaniu i wymuszaniu, zależy bowiem od reputacji.
Dlatego mocarstwa są bardzo ostrożne przy podejmowaniu decyzji o zbrojnej interwencji na większą skalę. Wcale nie wynika to z ich pokojowego nastawienia, ale z tego, że chronią w ten sposób własne interesy. Właściwie tylko z jednego powodu mogą zdecydować się na wojnę – gdy jakieś mniejsze państwo próbuje wybić się na niepodległość. Ale to jeszcze mało. Wojna ma sens tylko wtedy, gdy państwo próbuje wybić się na niepodległość i swoją postawą może stać się wzorem dla innych.
Gdyby w Iranie nadal rządził dawny szach Reza Pahlawi lub jego potomkowie, nie byłoby dzisiaj wojny w Iranie. Po co? Stany Zjednoczone uzyskałyby wszystko, a nawet więcej, na drodze negocjacji i klepania po ramieniu.
Dlatego my też jesteśmy bezpieczni. Moje dawne obawy ze szkolnych rozmów z uczniami – uległy dezaktualizacji. Gdyby nagle zaczęły na nas spadać bomby, nie miałoby to żadnego sensu. Paradoks polega bowiem na tym, że państwa bezwolne są w dzisiejszych czasach bezpieczne.
Patrzę więc na twarze naszych ministrów i myślę sobie, że to właśnie jest najskuteczniejsza strategia bezpieczeństwa Polski. Im na pewno nikt nie zarzuci, że chcieliby się wybić na niepodległość.
Zostaw komentarz