Liczba mnoga w tytule nie jest przypadkiem. Na to co zrobił Mateusz Morawiecki patrzę przez pryzmat tego co robił jego Ojciec; Kornel Morawiecki.
Kornela poznałem w w czasach KOR-owskiej opozycji. Był to czas
w którym podział na trzy grupy społeczno-polityczne był widoczny jak na dłoni. Najliczniejsi byli oczywiście „nieobecni” czyli ludzie którzy omijali dużym łukiem wszystko to od czego może boleć głowa lub dolna część pleców.
Drugą grupę stanowili ludzie których czerwoni mogli łatwo kupić lub wystraszyć. Trzecią stanowili ci w których telepały się jeszcze geny szwoleżerów – ludzie o których śpiewał Jan Krzysztof Kelus:
Czerwony Radom pamiętam siny
Jak zbite pałką ludzkie plecy
Szosę E7 na dworcach gliny
Jakieś pieniądze jakieś adresy
Czerwiec nas zastał z dala od miasta
Jesienią Konrad już na nas czekał
Pierwsze pieniądze właśnie zebrano
Pojechaliśmy – ktoś musiał jechać
…
Do nich należał Kornek Morawiecki. No cóż, swoi ciągną do swoich
i środowisko w którym się obracał to byli ludzie którzy utworzyli wrocławski Klub Samoobrony Społecznej; redagowali, drukowali
i kolportowali „Biuletyn Dolnośląski”. Wszyscy zaangażowali się następnie w budowanie Solidarności ale pamiętali o tym z jakiej politycznej frakcji się wywodzą. Oznaczało to zbieranie i chowanie papieru, matryc i farby aby być gotowi na ciężkie czasy które nadeszły
13 grudnia 1981.
Ważnym momentem w życiorysie Kornela Morawieckiego był wytoczony mu pod koniec roku 1981 proces. Czerwoni uznali go bowiem za osobę szczególnie niebezpieczną. – Po tym jak „BD” opublikował posłanie (opozycyjnych) Moskiewskich Związków Zawodowych skierowane do 1 Krajowego Zjazdu „Solidarności”. Numer „BD” w którym ten tekst opublikowano (po polsku i po rosyjsku) był kolportowany wśród delegatów i miało to wyraźny wpływ na przyjęcie przez Zjazd „Posłania do Ludzi Pracy Europy Wschodniej”.
Kornel stał się wtedy osobą rozpoznawalną w całej Polsce.
Zostało to opisane w opublikowanej w roku 2012 książce „Za pomocą druku oddziaływał na psychikę. Proces Kornela Morawieckiego 1981”. Jej autor, (Tomasz Przedpełski) opierał się w dużym stopniu na dokumentach. Szczególnie na zasobach archiwalnych IPN-u. Dzięki temu, w książce tej jest wiele dokładnych cytatów oraz dołączona jest do niej płyta CD na której znajdują się: Dokumenty SB, Akta sądowe oraz Nagrania dźwiękowe z procesu.
Zacytuję ważny z mojego punktu widzenia fragment:
„Przed sądem zeznania składa bowiem sześciu świadków – Aleksander Gleichgewicht, Krzysztof Grzelczyk, Zenon Pałka, Jerzy Pilchowski oraz Krzysztof Turkowski – którzy w latach 1978-1980 związani byli z KSS (dopisek: Klub Samoobrony Społecznej i „Biuletynu Dolnośląskiego”) oraz miesięcznikiem.” … „Najdobitniej i najostrzej wybrzmiał głos Jerzego Pilchowskiego, który mówi: „W momencie, kiedy tę działalność rozpoczynałem, byłem już człowiekiem dorosłym, widzącym to co dzieje się dookoła mnie i doszedłem do głębokiego przekonania, że rządzi nami nie partia polityczna, tylko banda złodziei, bandytów i zbrodniarzy. Mówię to specjalnie, dlatego że pamiętam o tym co stało się w czerwcu 1956 roku w Poznaniu, czy w grudniu 1970 roku na Wybrzeżu. Że wśród nas chodzą ludzie, którzy mają ręce poplamione krwią. Nie umiem żyć w takim społeczeństwie, chciałem zrobić wszystko, żeby zmienić te warunki.”.
(To co napisałem powyżej powinno być przez czytelników potraktowane jako dziennikarstwo śledcze. – Gdy pisze się o konkretnych ludziach i zdarzeniach to należy wskazać na to, że piszący wie co pisze i jest wiarygodny.).
Nadszedł 13 grudzień 1981 roku. Kornel uniknął aresztowania i rozpoczął aktywną działalność w solidarnościowym podziemiu. Szybko się jednak okazało, że podziemna Solidarności jest pod dużym wpływem szeroko rozumianej lewizny laickiej czyli ludzi którzy chcieli się z czerwonymi dogadać. W efekcie, powstała Solidarność Walcząca i SW stała się największą i najważniejszą organizacją tych którzy chcieli po prostu odsunąć komunistów od władzy. Tym samym, Kornel stał się drogowskazem dla ludzi którzy widzieli, że Adam Michnik jest tylko zwierciadlanym odbiciem Jerzego Urbana.
SB-ecji udało się aresztować Kornela dopiero w dniu 9 listopada 1987 roku. Z ich punktu widzenia nastąpiło to jednak zbyt późno. SW była już na tyle duża aby „strata” przywódcy była impulsem do jeszcze większej aktywności. Rozpoczęła się więc wspólna akcja czerwonych, Kościoła i michnikowszczyzny. Jej celem było zmuszenie Kornela do emigracji. Twierdzono, że przyjaciel Kornela (Andrzej Kołodziej) musi wyjechać
do Włoch na leczenie i otrzyma na to zgodę pod warunkiem, że Kornel
też wyjedzie. Intryga się udała. Kornel podpisał odpowiednie papier i 30 kwietnia 1988 wyjechał z Polski. W czasie swojego pobytu na Zachodzie, odwiedził też Amerykę. Uczestniczyłem w organizowaniu spotkań z Polonią, Kornel mieszkał u mnie przez przeszło tydzień.
Był czas na długie rozmowy. Opowiadałem mu o tym co dziej się
w Ameryce, On opowiadał o tym co dzieje się w Polsce i mówił, że szykuje się do powrotu. Pomyślałem wtedy; „Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki.”. Niestety ludowe mądrości sprawdzają się często i gdy w sierpniu 1988 Kornel wrócił do Polski to SW już się praktycznie rozpłynęła i na jej miejsce wszedł KPN czyli Konfederacja Polski Niepodległej. Dzięki temu, lewa prywatyzacja zorganizowana przez lewych liberałów mogła przejść z kłusa w galop.
Przejdźmy do tego co dzieje się tu i teraz. Jak wiadomo, Mateusza Morawiecki zrobił karierę jako specjalista od instrumentów finansowych i kreatywnej księgowości. Trudno mieć do takich ludzi zaufanie ale magia nazwiska i świadomość tego, że fundamentem świata są teraz PAPIEROWE pieniądze otworzyła mu drogę do PiS-u. Aby postawić budżet Polski na obu nogach potrzebny był po prostu uczciwy „bankster”. To się PMM udało i chwała mu za to.
Jest to też następny przykład na to, że Pan Prezes Jarosław Kaczyński ma niesamowity polityczny instynkt
który pozwala mu zawsze wybrać kandydata który robi z sondażowni
i michnikowskich cyngli wiatrak. Rozumie On chyba również, że bycie dobrym finansistą to nie to samo co bycie dobrym politykiem.
Budżetowym sukcesom PMM towarzyszyły bowiem poważne polityczne podknięcia. Najbardziej spektakularnym potknięciem była chyba konferencja prasowa przed budynkiem KPRM. Za plecami PMM stał wielki bilbord na którym stało jak byk, że do Polski popłynie KPO
czyli tłuste unijne miliardy. Ja patrzyłem na to jak żaba w oczy węża. Trudno mi było zrozumieć czemu PMM nie rozumie, jakie będą skutki galopującej germanizacji Unii Europejskiej.
Dodatkowo oglądaliśmy serię dowodów na to, że rosyjskie, niemieckie i żydowskie lobby potrafią ze sobą współpracować. Pewnie korzystały z rad sprytnych psychoterapełtów którzy uczyli ich jak grać na kompleksach Polaków – odziedziczyło po PRL-u.
Obserwowaliśmy również jak dookoła PMM rośnie frakcja inteligentów budżetowych którzy wierzą w istnienie dużej ilości symetrystów. Mieszkam w Wałbrzychu i uważnie obserwuję wałbrzyską „Trójce Świetą”;
w osobach Michała Dworczyka, Grzegorza Macko i Ireneusza Zyski. Najlepiej znam Dworczyka gdyż w 2015 był wydawcą lokalnego pisma Niezależne Słowo. Byłem naczelnym tego pisma; redakcję stanowili ludzie z Solidarności i PiS-u. – Szybko się jednak okazało, że byliśmy „w mylnym błędzie” myśląc, że Dworczyk będzie chciał odbudować wałbrzyski PiS.
Po wyborach, Niezależne Słowo zostało spacyfikowane gdyż dalsze krytykowanie lokalnej ferajny utrudniało by robienie
„lokalnej polityki”. Dodatkowo, „hegemonem” wałbrzyskiego PiS-u
został teczkowy Dworczyka czyli poseł Grzegorza Macko. Zapadła
więc błoga cisza i tylko co jakiś czas radykalna przeszłość odbijała
się Dworczykowi czkawką.
Najśmieszniejszy był opublikowany
w Gazeccie Wyborczej (w dniu 22.03.2023) tekst dotyczący „afery mailowej”. W oparciu o korespondencję pomiędzy mną i Dworczykiem, w kontekście tekstu „Grossowanie w Krajanowie” (Niezależne Słowo – numer 6[112]) dwie wybiórcze cyngielki; Karolina Kijek i Agnieszka Dobkiewicz, napisały tekst:
„Ujawnili, jak Michał Dworczyk wsparł „patriotów”, którzy nawoływali do linczu na Oldze Tokarczuk”.
(Aby wyjaśnić słowa „cyngielki” dołączam cytat zaczerpnięty z googla:
„Sformułowanie o „cynglach” w kontekście Gazety Wyborczej pochodzi z wywiadu z Michałem Cichym opublikowanego w lutym 2009 roku w dzienniku „Europa”. Cichy określił dziennikarzy jako „cyngle” używane do bezwzględnego atakowania przeciwników politycznych, podsumowując swoje doświadczenia z pracy w redakcji.”.)
Oh well. Moim zdaniem, tekst ten ich jest śmieszny ale rozumiem, że dla ojkofobów i wytatułowanych feministek krytykowanie Olgi Tokarczuk to „lincz”.
Oh well. Ja tu ciągle gadu gadu o przeszlości a sytuacja jest poważna. Wybory prezydenckie wygrał Karol Nawrocki, a kandydatem PiS-u na funkcję premiera został profesor Przemysław Czarnek.
Dla PMM i jego KPRM-owskich kolegów, dobre miejsca na listach wyborczych oraz różne ciepłe stołki (o ile w roku 2027 KO-muniści
stracą władzę) stają się problematyczne. Z ich punktu widzenia, Rozwój Plus nie może więc być tylko ekonomicznym think-tankiem. Im potrzebna jest tratwa która po wyborach w 2027 będzie języczkiem u wagi lub pozwoli zbudować z Kosiniakiem i Hołownią następną „Trzecią Drogę”.
Tylko w tym jest przecież nadzieja, że żona pana MM będzie mógła powiedzieć; „Mój mąż jest z zawodu premierem.”.
Ale niech żywi nie tracą nadziei. Ciągle jest szansa na to, że współczesna Solidarność Walcząca, czyli PiS, się nie rozsypie.
Zostaw komentarz