Rajskie. Samo brzmienie tego słowa przywołuje obrazy szczęścia i bezpiecznej przystani. A jednak po zakończeniu II wojny światowej Rajskie nie miało już nic wspólnego z synonimem tej nazwy. Zamiast śmiechu dzieci coraz częściej rozbrzmiewał płacz. Każdy zachód słońca niósł pytanie, czy wszyscy doczekają poranka. Kopalnia ropy naftowej była łakomym kąskiem dla działających w okolicy band UPA.
Kierownikiem kopalni był Emil Ochała człowiek, który wierzył, że uczciwość i ciężka praca wystarczą, by zapewnić rodzinie spokojne życie. Wraz z żoną i dziećmi opuścił wcześniej Borysław, mając nadzieję, że w Bieszczadach znajdzie bezpieczne miejsce od wojennego szaleństwa. Wieczorami cała rodzina zasiadała przy wspólnym stole. Dzieci śmiały się, matka przygotowywała kolację. Nikt nie przypuszczał, że właśnie te chwile już wkrótce staną się najcenniejszym wspomnieniem. Choć wojna oficjalnie dobiegła końca, mieszkańcy Bieszczad nie zaznali spokoju. Coraz częściej docierały wiadomości o napadach, spalonych domach i mordowanych rodzinach.
Ludzie mówili, że trzeba uciekać, póki jest jeszcze czas. Emil słyszał te ostrzeżenia, lecz wierzył, że nikomu nie wyrządził krzywdy. Pewnego dnia jak zwykle wyszedł do pracy w kopalni. Niedługo później jego żona zaniosła mu obiad.
Oboje zostali ujęci przez banderowców. Załadowano ich na wóz drabiniasty.
Ręce skrepowano kolczastym drutem .To był początek drogi przez mękę.. Wywieziono ich w stronę kopalni. Rąbani toporem zginęli w sposób, którego okrucieństwo przekracza ludzkie wyobrażenia.
Jeden z ukraińskich sąsiadów powiedział Alicji: Uciekajcie. Natychmiast. Na cmentarz. Tam macie większą szansę przeżyć niż między żywymi. Alicja chwyciła lampkę naftową, zapałki, kilka swetrów i mocno ścisnęła dłoń młodszego brata. Uciekali, nie oglądając się za siebie.
Kiedy dotarli do grobowca, zapadał zmrok. Kamienne ściany były zimne i wilgotne. Światło lampki drżało przy każdym ruchu powietrza.
W półmroku dziewczynka dostrzegła stare i nowe trumny. Wśród zwłok były takie które dopiero się rozkładały wydzielając potworny fetor. Chłopak płakał. Pytał o rodziców. Alicja nie potrafiła odpowiedzieć sama miała zaledwie trzynaście lat. Przygotowała bratu miejsce do spania w jednej ze starych trumien, ostrożnie przenosząc znajdujące się w niej szczątki do drugiej. Od tej chwili każdy dzień był walką o przetrwanie. Budził ich chłód i głód. Alicja wychodziła z grobowca tylko wtedy, gdy była pewna, że w pobliżu nikogo nie ma. Szukała czegokolwiek, co nadawało się do jedzenia.
Nad ranem spijała rosę. Czasem ktoś zostawiał dzieciom niewielkie ilości jedzenia, narażając własne życie. Dziewczynka nigdy nie dowiedziała się, komu zawdzięczała tę pomoc.
Prawie wszystko oddawała bratu. Sama jadła tyle, aby nie stracić sił. Nocami nie spała nasłuchiwała każdego trzasku gałęzi. Bała się, że odnajdą ich ci sami ludzie, którzy zamordowali rodziców. Nie liczyła już dni tylko świty. Każdy poranek był zwycięstwem nad śmiercią. Wieść o dwojgu osieroconych dzieciach ukrywających się na cmentarzu dotarła do żołnierzy Ośrodka Organizacji Lotnictwa w Krośnie. Ruszyli do Rajskiego.Przed wejściem do grobowca spokojnym głosem zawołali, że przyszli z pomocą. Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
Dopiero potem z ciemności ostrożnie wyszła Alicja. Za nią jej młodszy brat. Byli wychudzeni, brudni i przerażeni. Dla Alicji był to pierwszy krok z powrotem do świata żywych. Odwróciła się jeszcze raz i spojrzała na miejsce które przez długi czas było ich kryjówką. To właśnie tam zakończyło się jej dzieciństwo. Co stało się z trzecim dzieckiem nie udało mi się ustalić. Gdy kiedyś trafię na taką informację na pewno postaram się uzupełnić ta historię.
A kiedy staniecie nad kamiennym obeliskiem, zrozumiecie, że to nie tylko inskrypcja. To historia Rajskiego, odtworzona po latach i oddana tym, którzy nie mogli mówić sami.

Po latach milczenia — pamiętamy.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz