Żadnych wątpliwości: żyjemy w kraju estetów. Nasi esteci patrzą, cierpią i wysyłają w świat wielki oburz. Że kicz, żenada, szkarada i King Kong.
Pytam, gdzie byli, kiedy niszczono urbanistykę, gdy rujnowano polski krajobraz, gdy bili brawo gargamelom wznoszonym na publicznych placach za publiczne pieniądze? Bili brawo wymachując hasłem „wolnoć Tomku w swoim domku”. Nie odróżniają Maneta od Moneta, jednego Gierymskiego od drugiego, pojęcia nie mają co ładne a co brzydkie, ale tego są pewni: Matka Boska w Konotopiu obraża ich estetyczną wrażliwość.
Żyjemy w kraju subtelnych ekologów, przeciwników betonozy. Betonowa Matka Boska doprowadza ich do rozpaczy.
Pytam gdzie byli, kiedy betonowano rynki i placyki miejskie. Czy protestowali, kiedy powstawał betonowy kloc w centrum Warszawy, gdzie wlano w ziemię co najmniej 20 tys. to betonu? Czy im nie przeszkadza, że jedna turbina wiatrowa to ok. 1500 ton betonu, co razem daje jakieś 2 miliony ton w samych fundamentach konstrukcyjnych? W turbinach i w MSN beton jest niezbędny i święty, a w Konotopiu -szkodliwy i nieświęty.
Żyjemy w kraju żarliwych prawdziwych chrześcijan. Mają bezpośredni kontakt z Chrystusem więc nie potrzebują żadnych pośredników: Ani Maryi, ani symboli. Zwłaszcza nie potrzebują zbrukanej materii. W monumentalnej figurze widzą tylko bałwochwalstwo. Nie złamią nadłamanej trzciny. Podejrzenie o prozelityzm przejmuje ich grozą.
Pytam, czy wszystkich, którzy mają inną wrażliwość uznają za chrześcijan fałszywych? Czy wiedzą, że posąg powstał ‘na skraju świata’, gdzie przypadkowych oczu nie zrani? Czy ich szczera pewność o swojej racji nie oznacza myślenia totalitarnego? Czy głosząc się otwartymi nie potępiają wykluczając?
Żyjemy w kraju wrażliwców wypełnionych po brzegi społeczną troską. Wszystko, co nie swoje, rozdaliby biednym. Gdyby hejtujący Karkosika (fundatora monumentu) – a było ich tysiące – za niewłaściwe użycie jego pieniędzy, okazywali taką szczodrość z ich prywatnej kasy, mielibyśmy kraj bez biedy. Ale nie, przecież oni sa ok, bo [całkowicie bezboleśnie] przekazują raz w roku 1,5 % na co tam chcą i do głowy im nie przyjdzie, że te 1,5% tylko w intencji idzie z ich kieszeni a w praktyce uszczupla dochód państwa. Grunt to sumienie spokojne.
Długo nie reagowałam, ponieważ miałam nadzieję, że hejt wyschnie, jak poranna rosa. Myliłam się. To się wręcz nasila.
Miałam jakieś 12 lat, kiedy z dziadkiem (moim guru) wylądowaliśmy w wiejskim kościółku na wielkopostnym czuwaniu. Przed nami stadko starych kobiet, które skrzeczącymi głosami zawodziły pieśni lamentacyjne. To mi przeszkadzało i bardzo się nie podobało. Po 10 minutach syknęłam do dziadka: 'czy one nie mogłyby przestać?’ A on z bezbrzeżnym zaniepokojeniem w głosie i spojrzeniu (nigdy tak na mnie nie patrzył) odpowiedział tylko 1 jednym zdaniem: „każdy jak umie Pana Boga chwali”.
To mnie ustawiło 'na życie’. Inaczej patrzę na sprawy, które mi się średnio albo w ogóle podobają.
Ktoś miał taka potrzebę. Nie wziął grosza publicznych pieniędzy. Twierdzi, że odsłonięty monument jest gotów w połowie. Dojdzie aranżacja przestrzeni wokół, urosną otaczające posąg drzewa – całość wtopi się w otoczenie z najlepszym skutkiem. Kim jestem, żeby dawać sobie prawo do masakrowania tego wszystkiego? Kim jestem, żeby Karkosikowi robić proces intencji i sugerować, że wystawił pomnik swojemu ego?
Hipokryzja, nawet interesowna, powinna mieć jakieś granice.
« Il faut de tout pour faire un monde” – trzeba wszystkiego, żeby działał świat. Potrzebujemy ludzi o różnych charakterach, różnych poglądach i wrażliwości. Hipokryci wszelkich obediencji: nie odbierajcie innym tlenu!
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz