Są w polityce takie sprawy, w których dopiero po latach widać, kto rzeczywiście myślał o bezpieczeństwie ludzi, a kto po prostu szedł za modą. Rynek kryptowalut jest właśnie jedną z takich spraw. Zapraszam na kolejną porcję faktów.
Już w styczniu 2018 roku, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, ostrzegałem, że państwo nie może bezrefleksyjnie patrzeć na gwałtownie rosnący rynek kryptoaktywów.
W rozmowie z Bloombergiem odwoływałem się wtedy do doświadczenia Amber Gold, bo mechanizm był dobrze znany: najpierw pojawia się obietnica łatwego i szybkiego zysku, potem przez lata budowana jest wiarygodność, a na końcu bardzo często zostają zwykli ludzie, którzy próbują odzyskać swoje oszczędności.
Tego samego dnia w RMF FM mówiłem również, że niektóre mechanizmy funkcjonujące na tym rynku mogą przypominać schemat Ponziego, czyli finansową konstrukcję opartą na stałym dopływie nowych pieniędzy i przekonaniu uczestników, że wszystko działa tak długo, jak długo system rośnie.
Nie oznaczało to jednak wojny z technologią. Nigdy nie uważałem, że odpowiedzią państwa powinien być prosty zakaz. Wręcz przeciwnie, technologia blockchain ma ogromny potencjał i może być użyteczna w gospodarce, finansach czy administracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy innowacja staje się zasłoną dla spekulacji, a obywatelom sprzedaje się narrację, że ryzyko praktycznie nie istnieje.
Dlatego jako premier opowiadałem się za rozsądną regulacją, nadzorem i przede wszystkim uczciwym informowaniem ludzi o zagrożeniach. Tak samo działał nadzór finansowy.
Uknf wskazywała na ogromną zmienność kryptoaktywów, ryzyko utraty środków oraz problemy z dochodzeniem roszczeń wobec giełd i pośredników działających poza Polską albo w nieprzejrzystych strukturach. Wtedy wielu uważało takie podejście za przesadną ostrożność.
Dzisiaj, patrząc na sprawę ZondaCrypto, widać, że ta ostrożność była potrzebna.
Firma przez lata budowała wiarygodność poprzez sport, media, wielkie wydarzenia i obecność znanych osób. Dla przeciętnego obywatela to bardzo silny sygnał: skoro dana marka pojawia się w przestrzeni publicznej, współpracuje z dużymi podmiotami i jest stale obecna w mediach, to musi być bezpieczna. Właśnie dlatego odpowiedzialność państwa w takich przypadkach jest większa, a nie mniejsza.
Sprawne państwo nie może działać dopiero wtedy, gdy problem staje się aferą. Nie może ograniczać się do komunikatu, że „teraz będziemy wyjaśniać”, kiedy ludzie pytają już, gdzie są ich pieniądze. Państwo powinno reagować wcześniej: analizować sygnały, sprawdzać ryzyka, działać przez nadzór i służby, a przede wszystkim nie pozwalać, by w przestrzeni publicznej powstawało złudzenie całkowitego bezpieczeństwa tam, gdzie istnieje realne zagrożenie dla oszczędności obywateli.
Dlatego dzisiaj rząd Donalda Tuska powinien jasno odpowiedzieć, co wiedziały służby, kiedy pojawiły się pierwsze sygnały ostrzegawcze, jakie działania podejmowano i dlaczego nie udało się skuteczniej ochronić ludzi wcześniej. To nie jest wyłącznie pytanie o jedną firmę. To jest pytanie o jakość państwa i o to, czy instytucje publiczne potrafią działać, zanim straty poniosą obywatele.
Jest w tej sprawie także drugi wymiar, którego nie wolno pomijać. Polityka nie może służyć do budowania wiarygodności prywatnych biznesów. Posłowie, byli ministrowie czy osoby publiczne nie powinni użyczać swojego nazwiska przedsięwzięciom, których działalność może rodzić poważne ryzyka, a potem po latach zachowywać się tak, jakby ich wcześniejsza obecność nie miała znaczenia. Jeśli ktoś finansowo, politycznie albo organizacyjnie pomagał budować wiarygodność ZondaCrypto, powinien dzisiaj swoją rolę jasno wyjaśnić.
Osoba publiczna nie jest od gonienia za modą. Premier nie jest od tego, żeby przyklaskiwać temu, co akurat popularne. Premier jest od tego, żeby myśleć kilka kroków naprzód i chronić ludzi również wtedy, gdy ostrzeżenia są niepopularne.
Nie mam dziś satysfakcji z tego, że słowa sprzed ośmiu lat brzmią aktualnie. Wolałbym, żeby nie było ludzi, którzy teraz walczą o odzyskanie swoich pieniędzy. Skoro jednak Roman Giertych, obrońca Przemysława Krala, poinformował 25 sierpnia, że majątek oddany do dyspozycji prokuratury wraz z tym już zabezpieczonym powinien wystarczyć do zaspokojenia zgłoszonych roszczeń pokrzywdzonych, to trzeba zrobić wszystko, żeby te deklaracje zostały możliwie szybko zweryfikowane.
Dlatego apeluję do wszystkich poszkodowanych, aby zgłaszali swoje szkody prokuraturze i dokumentowali roszczenia. Rozwój Plus przygotował specjalny serwis, który ma pomóc w przygotowaniu potrzebnych dokumentów.
Giertych mówi, że majątek wystarczy. My mówimy: sprawdzamy. Pieniądze mają wrócić do ludzi!
Foto: Facebook / Mateusz Morawiecki
Autor: Mateusz Morawiecki
Polski menedżer, bankowiec i polityk. Prezes Rady Ministrów w latach 2017-2023. Poseł na Sejm RP, były wiceprezes PiS. Prezes stowarzyszenia Rozwój Plus.
Zostaw komentarz