Wielka epopeja śmieciowa na terenach b. Rafinerii Glimar w Gorlicach prawdopodobnie zmierza ku końcowi.

18 czerwca 2020 roku Gorlice obiegła długo wyczekiwana wiadomość. Prokuratura Rejonowa skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko ośmiu osobom odpowiedzialnych jej zdaniem za składowanie toksycznych odpadów na terenie b. rafinerii.

Pośród oskarżonych znajdują się mieszkańcy Śląska, Małopolski i Mazowsza.

Oskarżonym postawiono zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz zarzut popełnienia przestępstwa przeciwko środowisku i bezpieczeństwu powszechnemu, za co grozi im od 8 do 12 lat pozbawienia wolności.

Niestety. Samo wysłanie aktu oskarżenia ani o jotę nie przybliżyło usunięcia niebezpieczeństwa zagrażającego bezpośrednio mieszkańcom nie tylko miasta i powiatu gorlickiego, ale i sąsiednich.

Ta ulga przypomina raczej radość, jaką odczuwaliby mieszkańcy ogarniętego pożarem budynku na wieść, że ujęto podpalacza, choć nawet z oddali nie słychać jeszcze syren wozów straży pożarnej.

Niestety, mimo rozlicznych pytań dziennikarskich co konkretnie znajduje się na nielegalnym wylewisku dalej nie wiadomo.

Jedynie znany jest ogólnikowy komunikat Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu i Prokuratury Krajowej w Warszawie:

Jak ustalono ujawnione odpady pochodziły z szeroko rozumianego przemysłu chemicznego, petrochemicznego, farbiarskiego, lakierniczego, motoryzacyjnego itp. Były to substancje zawierające szereg związków organicznych o właściwościach wywołujących nowotwory lub zwiększających zachorowalność na nie, w przeważającej ilości stanowiły odpady niebezpieczne, wykazujące właściwości drażniące, rakotwórcze oraz ekotoksyczne.

Dokonane w toku śledztwa sprawdzenia z zakresu badań fizyko-chemicznych potwierdziły, że w każdym analizowanym pojemniku, beczce, czy opakowaniu znajdowała się substancja niebezpieczna, palna, żrąca lub wybuchowa.

Tymczasem na łamach Halo-Gorlice zastępca Prokuratora Rejonowego Sławomir Korbelak nie owijał w bawełnę:

Potrzebne są natychmiastowe działania, podkreślam natychmiastowe, w celu uniknięcia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla środowiska, a przede wszystkim dla zdrowia i życia mieszkańców miasta, chociaż zdaniem biegłych, których powołaliśmy, zagrożenie sięga już obszaru powiatu, a jeżeli chodzi o bezpieczeństwo wód – przekracza obszar powiatu gorlickiego. (…) One i tak są toksyczne, żrące i niebezpieczne, ale jeśli dojdzie do ich pomieszania się, na przykład podczas wybuchu, to ich działanie będzie jeszcze bardziej toksyczne i może nawet doprowadzić do powstania chmury oparów toksycznych. Przypominam, że chodzi [o] 5700 ton odpadów, które zostały podzielone na 96 kategorii różnych odpadów niebezpiecznych.

A jeszcze niedawno jeden z oskarżonych zaprzeczał istnieniu nielegalnego składu odpadów. Występujący jako prezes Stowarzyszenia Głos Poszkodowanych (KRS 0000515881) znany już jako sponsor „poszkodowanego przez system bankowy” b. kapitana WSW Romana Sklepowicza (ksywa „mecenas”) były rezydent SB w Gliwicach Wiesław Strózik jeszcze 3 kwietnia 2020 roku zapewniał starostę powiatowego w Gorlicach p. Stanisława Kaszyka, że na terenie b. rafinerii wszystko jest OK, a obiekt jest… ekologicznie chroniony!

Na razie Rada Nadzorcza NFOŚiGW zatwierdziła 40.208.000,- zł dla Miasta Gorlice na wywóz i utylizację 5700 ton toksycznych i śmiercionośnych odpadów z terenu dawnej Rafinerii Nafty „Glimar” w Gorlicach.

Miasto musi jednak dołożyć kolejne 10.

W sumie deal, na którym tylko tzw. słupy zarobiły blisko 3 mln zł będzie kosztować polskiego podatnika ponad 50 mln zł.

Tymczasem są tacy, którzy uważają, że w Polsce nie istnieje żadna mafia.

Czy wzorem b. żony prezesa Ochódzkiego będą próbowali nam wmówić, że toksyczne odpady dlatego pojawiły się w Glimarze, bo zupełnie przypadkowo wiozącemu je kierowcy spodobał się tamtejszy teren?

Mafii paliwowej przecież nie ma, mafia węglowa też nie istnieje.

Nikt nie kiwnął nawet palcem w sprawie mega-afery ZUS, choć suma wyłudzonych od małych i drobnych przedsiębiorców pieniędzy przewyższa paliwową o jakieś 150-200 %.

Bo przecież też nie ma afery.

Za to cytowanie włoskiej prasy, która alarmuje, że na stacjach paliwowych tego kraju pojawia się paliwo pędzone nielegalnie w Polsce ( o odpowiednio niskiej jakości i… cenie) są uważane za zniesławienie rzutkich biznesmenów cieszących się nieposzlakowaną opinią.

Za chwilę okaże się, że Polska pod rządami PiS walczy z poszkodowanymi przez system bankowy, jeśli tylko prezes Stowarzyszenia pójdzie za kraty. Piszący zaś o aferze dziennikarze (którzy odwalili sporo pracy, by wreszcie przebiła się do świadomości społecznej) są wyzywani od donosicieli.

Najgorsze jest jednak to, że każda z ww. wersji zawsze znajdzie idiotów, którzy zupełnie za darmo będą ją popierać.

12.10 2020