Zabawię się w jasnowidza, pół żartem, pół serio. Nasza historia ujawnia dość konkretny schemat konspiracyjnego postępowania Polaków, a obserwacja nawet nie z pierwszego rzędu smutnej polskiej codzienności, z dnia na dzień coraz bardziej przypominającej gomułkowszczyznę, pozwala na wysnucie tu bardzo konkretnych wniosków. Przeciwko władzy już dziś powstaje w ciszy silny i zdeklarowany ruch ludzi niegodzących się na deptanie wartości patriotycznych i niszczenie dorobku ostatniego pokolenia. Są to ludzie wykształceni, zamożni, wielu z nich to byli oficerowie pamiętający, że w ich przysiędze jest mowa o strzeżeniu Rzeczypospolitej, a nie partyjnych aparatczyków. W tym roku pospolite ruszenie zwyczajnych obywateli zamieni się w działającą w podziemiu dobrze naoliwioną machinę, która krok po kroku będzie różnymi metodami usuwać najbardziej szkodliwe jednostki niszczące państwo. Czy dojdzie do nowego Smoleńska? Nie wiem, ale na pewno dotychczasowy chaos zastąpiony zostanie przez co najmniej kilka „afer podsłuchowych” i seksskandali. Priorytetem będzie też dalsza dezintegracja i tak skłóconych narcyzów, co szybko przyniesie efekty. Wściekłe koguty wzajemnie wydziobą sobie oczy.
Minie kilka lat. Sprawdzając poranne wiadomości przeczytamy, że znaleziono zwłoki znanego polityka, który odpowiadał za nadużycia uprawnień i niszczenie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Minęło sporo czasu odkąd trafił na emeryturę polityczną z powodu wyroku Trybunału Stanu, więc nie korzystał już z ochrony SOP-u, czuł się zapomniany, a przez to bezpieczny. Wyprowadził wraz z najbliższą rodziną wiele milionów zł z polskich urzędów, banków i firm ubezpieczeniowych, więc początkowo śladem Jarosława Kaczyńskiego korzystał z komercyjnej ochrony, ale po latach uznał, że to już niepotrzebny wydatek. Zmarł na zawał serca lub popełnił samobójstwo. Wielu ludzi mówiło o chlorku potasu lub o upozorowaniu powieszenia, ale nikt nie tracił czasu na sprawdzanie tych teorii spiskowych. Jego koledzy wiele lat wcześniej zostali usunięci z prokuratury, ewentualnie by zachować stanowiska na wyścigi go zdradzali obciążając zeznaniami, nie miał więc kto walczyć o jego sprawę. Wcześniej zmarł jego zaufany zastępca. Tu nie było żadnych kontrowersji. Z uwagi na niezdrowy tryb życia zastępcy, jego znaczną nadwagę, dużą nerwowość i skłonność do paniki nawet najbliżsi jego przyjaciele nie kwestionowali wpisanego w akt zgonu zawału. Dziwiono się tylko, że doszło do tego tak późno.
Kilka miesięcy wcześniej zmarł ich kolega, w kuluarach sejmowych słynący z biseksualnych przygód i miłości do mocnych trunków. Do końca wierzył, że w IV RP walczył ze złem i dlatego niszczył ludzi niczym Himmler, od którego zapożyczył także ulubiony wzór okularów. Lekarz stwierdził zgon naturalny. Nikt, nawet byli oficerowie służb specjalnych, których wypromował na najwyższe stanowiska w państwie, nie nalegał na sekcję. Zresztą to im najbardziej na rękę było szybkie zasypanie tej trumny ziemią. Jego ciągłe żądanie przysług i ochrony niszczyło ich kariery, żądał od nich dalszego łamania prawa w imię urojonych idei. Po zamknięciu worka wszyscy odetchnęli z ulgą.
Mentor wymienionych polityków, zacny siwy starzec żyjący udawaną miłością do Boga i nieskrywaną nienawiścią do ludzi, zmarł w pierwszej połowie 2021 roku, a najpóniej w 2022 roku, śmiercią naturalną. Po jego odejściu największa partia prawicowa uległa natychmiastowemu rozpadowi. Wielu nie czuło jednak z tego powodu satysfakcji. Tak jak Hitler uniknął należnej kary, uciekł w śmierć, tchórzliwie i wygodnie. Szybko został zapomniany i wymazany z historii, recyklingowi poddano jedynie jego nazwisko, które z powodzeniem służy jako synonim krótkowzroczności, faryzeizmu i egoizmu.
Jego faworyt, stosunkowo młody bankowiec, natychmiast po śmierci mentora zrezygnował ze stanowiska i przeszedł na emeryturę, w zamian za co uzyskał milczącą amnestię. Był zbyt słaby by zemsta na nim przyniosła komukolwiek satysfację. Mniej szczęścia miały „doły”. W kilku przypadkach nie przyszło im zejść ze sceny po cichu. Tak jak śmierć Igo Syma miała odstraszyć od kolaboracji z nazistami, tak samo tutaj kilka spektakularnych wypadków przekonało, że nie warto być złym człowiekiem. W postanowieniach o umorzeniu śledztw wspominano o nieznanych sprawcach lub nieszczęśliwych wypadkach, w które nikt nie wierzył. Nieoficjalnie mówiono o profesjonalnych działaniach honorowych oficerów Rzeczypospolitej, zainspirowanych „Batalionem Miotła” i Bronkiem z „Czasu honoru”. Uznano, że nie ważne, że większość z „dołów” uniknie kary. Ważne, że wielu poniesie ją w nieproporcjonalnym stopniu, wówczas dla reszty adekwatną pokutą za winy staje się wieczny strach i niepewność jutra. Gdy trzeba się oglądać za siebie, to trudno cieszyć się życiem, a nie ulega wątpliwości, że żaden z nich nie zazna spokoju. W takim kraju, jaki następcom zostawiła prawica, nie mógł być możliwy żaden inny wynik śledztw.
Niewiele zmieniło się w Kościele. Zamieszani w korupcję i pedofilię kardynałowie doczekali spokojnie emerytury a potem śmierci. Nikt nie pociągnął ich nigdy do odpowiedzialności, tak jak gdyby nic się nie stało. Na prowincji matki nie widzą nic złego w tym, że ich małe dzieci odwiedzają plebanie, także nocami. Kościół nadal kontroluje sporą część Polski i Polaków, dzierży rząd dusz nad tą katolicką częścią społeczeństwa, lecz chwilowo jego wpływ na wynik wyborów jest stosunkowo niewielki. Jest jednak kwestią czasu gdy popierana przez duchownych partia uzyska większość sejmową i znów stworzy ultrakatolicki rząd.
Złe czasy nadeszły dla uczciwych ludzi pracy i przedsiębiorców. Gospodarka przez kilkanaście lat podnosić się będzie z wygenerowanego zadłużenia i ze zwiększonych kosztów prowadzenia biznesu, a zniszczone sektory zbudowane zostaną od podstaw przez nowych ludzi. Pokrzywdzeni finansowo nie mogą więc liczyć na żadną sprawiedliwość, ich czas przeminął, nie odzyskają niczego z poniesionych strat, ich życie faktycznie zmarnowano. Nie będzie żadnej litości ani pomocy, bo nigdy wcześniej też nie było. Oczywiście następcy obecnych władz wprowadzą reformy kosmetyczne i minimalnie ograniczą nałożone na przedsiębiorców rygory, tak samo jak powoli ograniczane będą roszczenia socjalne mniej zamożnej części społeczeństwa, oczekiwać więc należy raczej długiej i ciężkiej pracy oraz mozolnego, ewolucyjnego odtwarzania uczciwych reguł rynkowych, kosztem zminimalizowanego wzrostu gospodarczego i wysokich obciążeń głównie para-podatkowych. Tylko tak nowa władza zdoła utrzymać poparcie przez co najmniej jedną kadencję. Ekonomicznie dużo lepiej nie będzie. Jeśli energia młodzieży nie sprawi gospodarczego cudu (a raczej nie sprawi), to Polskę czekają ciężkie i biedne dwie dekady.
Ten kto wypowiada wojnę musi liczyć się z tym, że na wojnie zginą nie tylko jego wrogowie, ale też stronnicy, a gdy toczy się wojna prawa milczą. Tak samo milczą dziś nadużywane na szkodę Polaków i będą milczeć jutro podczas rozliczeń. Nie namawiam, nie pochwalam, nie potępiam – po prostu tak widzę przyszłość Polski gdy zamykam oczy. Jest ona raczej czarna, ale pociesza świadomość tego, że noc najciemniejsza jest na chwilę przed świtem. Później zawsze wstaje słońce, czyli następuje to, czego żyjące w mroku karaluchy boją się najbardziej.
Autor: Kazimierz Turaliński – polski dziennikarz śledczy, politolog, ekonomista, specjalista ds. windykacji i bezpieczeństwa gospodarczego. Autor książek o przestępczości zorganizowanej i służbach specjalnych. W 2016 roku pełnił funkcję eksperta Biura Analiz Sejmowych skierowanego do obsługi Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold. Odpowiadał m.in. za analizę kryminalną tej sprawy.
Specjalizuję się w materii bezpieczeństwa i wywiadu gospodarczego oraz w sprawach karnych – kryminalnych, gospodarczych i skarbowych. Swoją drogę z wykonywanym zawodem rozpocząłem studiując prawo, nauki polityczne oraz ekonomię w specjalizacji podatkowej. Przeszedłem szkolenia prowadzone przez specjalistów służb cywilnych i wojskowych: polskich, amerykańskich, izraelskich i rosyjskich. Posiadam należne „z urzędu” uprawnienia do licencji II stopnia ochrony osób i mienia. W międzyczasie pracuję nad rozprawą doktorską z zakresu prawa konstytucyjnego i karnego.
Z komercyjnym sektorem bezpieczeństwa gospodarczego jestem związany od 2000 roku. Od tego czasu zrealizowałem ponad 900 zleceń, w tym rozwiązywałem problemy osób z listy najbogatszych Polaków, spółek giełdowych oraz działaczy politycznych, a także nagłaśniałem sprawy bulwersujących zbrodni i afer gospodarczych. Nie zliczę, ile razy konfrontowałem się z zawodowymi oszustami, brutalnymi kryminalistami, czy działającymi na ich rzecz prawnikami oraz skorumpowanymi funkcjonariuszami. Organizowałem obsługę prawno-detektywistyczną oraz ochronę fizyczną w państwach takich jak Rosja, Ukraina, Włochy, Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Pełniąc funkcje dyrektorskie zbudowałem w minionej dekadzie dwa duże piony realizacyjne w sieciach polskich kancelarii prawno-finansowych, a jako ekspert ds. karno-gospodarczych pełniłem funkcję partnera kancelarii JanSzed. Świadczyłem również usługi doradcze w sprawach przestępczości gospodarczej na rzecz komisji sejmowej w ramach działalności Biura Analiz Sejmowych. Następnie, wraz z moim zespołem zrzeszającym profesjonalistów z zakresu prawa karnego i cywilnego oraz detektywistyki, w większości składającym się z byłych oficerów służb państwowych, świadczyłem usługi na rzecz indywidualnych klientów, podmiotów gospodarczych, agencji detektywistycznych i kancelarii prawnych.
Jestem autorem ponad stu reportaży publikowanych w prasie polskiej, brytyjskiej i niemieckiej, autorskich programów szkoleniowych, szeregu publikacji książkowych z zakresu przestępczości zorganizowanej oraz aspektów prawno-ekonomicznych międzynarodowej przestępczości gospodarczej i bezpieczeństwa, a także podręczników branżowych. Część z nich zyskała uznanie uczelni wyższych i trafiła na listy literatury podstawowej studiów z zakresu detektywistyki, wywiadu gospodarczego oraz typologii przestępcówm.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, czy na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Miałem też zaszczyt poprowadzić prelekcje podczas polskich sympozjów globalnej organizacji Strategic and Competitive Intelligence Professionals – SCIP zrzeszającej międzynarodowych ekspertów ds. wywiadu konkurencyjnego. Od 2014 roku prowadzę wykłady na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie na kierunku studiów Strategiczny wywiad biznesowy. Wprowadzam studentów w tematykę „przestępstw gospodarczych” oraz „granic prawnych wywiadu biznesowego„, czyli prawa karnego i cywilnego. Od 2016 roku wykładam na tej samej uczelni zagadnienia „kontrwywiadu biznesowego” na kierunku Bezpieczeństwo biznesu, obejmujące metodykę ukrywania tajemnic przedsiębiorstwa i przeciwdziałania szpiegostwu przemysłowemu. We wcześniejszych latach miałem przyjemność również poprowadzić wykłady otwarte m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, Akademii Obrony Narodowej oraz w Szkole Głównej Handlowej. Zapraszam także na zamknięte szkolenia z zakresu bezpieczeństwa biznesu, organizowane przez ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o..
Aktualnie ograniczam świadczenie opisanych wyżej usług i koncentruję się na aktywności publicystycznej i dydaktycznej.
„W tym roku pospolite ruszenie zwyczajnych obywateli zamieni się w działającą w podziemiu dobrze naoliwioną machinę, która krok po kroku będzie różnymi metodami usuwać najbardziej szkodliwe jednostki niszczące państwo.”
„Nie namawiam, nie pochwalam, nie potępiam – po prostu tak widzę przyszłość Polski gdy zamykam oczy.”
Jak na to że pomiędzy tymi dwoma zdaniami figuruje szereg czytelnych aluzji i wymownych przykładów co do okoliczności w jakich wskazani wymienieni być może lub na pewno mogliby się spotkać z domniemywanym „seryjnym samobójcą” zdanie drugie jest w drugim jego członie tylko przykładem głuchego, lub „ślepego”życzenia by tak się właśnie stało. Jego pierwszy człon kłoci się więc ze znaczeniem całej poprzednio wyartykułowanej treści zasugerowanych zdarzeń oraz następującego po nich rozwiązania i związku z tym jest nieprawdziwy. „Nie” w podanych aktach woli jest więc przesłanką fałszywą lub przedwnioskiem całkowicie nieprawdziwym.
Zdanie
„Później zawsze wstaje słońce, czyli następuje to, czego żyjące w mroku karaluchy boją się najbardziej.”
nie ma wobec takiej konstrukcji poprzednika wywodu wartości logicznej dla sensu, który chciałby mu nadac autor, ponieważ jak wiadomo owady te przywędrowały do Polski ze wschodniej Azji i następnie spokrewnione z tzw. „Prusakami” utruwają od stuleci życie polskiej codzienności.
Ale tak to jest z polskojęzycznymi Azjatami udającymi Germanów, o czym autor wie zdaje się zdecydowanie najlepiej, prawda Autorze?
I jeszcze tylko drobiazg, jako post scriptum:
„…gdy zamykam oczy.” jest sugestią stanu wieczności czy teraźniejszości?
W tym drugim wypadku „…zamykanie oczu” może być stanem obarczonym funkcją zbyt dużego ryzyka. Zalecałoby się pozostawienie ich raczej otwartych, a zwłaszcza we śnie. Koledzy z najbliższego otoczenia zapewne chętnie pokażą Autorowi jak to się robi.