Internetowi tropiciele (a genderowo – tropicielki) wszelkich wiadomości mających uzasadnić opór przed szczepieniami antycowidovymi jakoś dziwnie nawet nie zahaczają o wywiad z człowiekiem, który prowadzi badania akademickie nad amantadyną.

Numer z 3 lutego 2021 r. „Gazety Polskiej” (jest jeszcze w kioskach!) powinien obowiązkowo być wykupiony przez wszystkich trąbiących głośno o amantadynie – leku, który może wyleczyć covid-19 w ciągu 48 godzin.

Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak w rozmowie z red. Grzegorzem Wszołek rozwiewa wiele mitów na jej temat.

O amantadynie:

– Jest to stary lek, wprowadzony we wskazaniu na grypę typu A. Przypadkowo zauważono, że pomagał osobom z chorobą Parkinsona, co przyczyniło się do kolejnych badań i wprowadzenia nowego wskazania dla preparatu. Wirus grypy, jak wiadomo, szybko mutuje, zatem podawanie amantadyny w tym przypadku uległo ograniczeniu. Jednakże w charakterystyce wybranych preparatów generycznych takie wskazanie nadal jest. Dodatkowo amantadynę stosuje się w schorzeniach neurologicznych, na przykład w zespole zmęczenia u pacjentów z SM. 

Wyniki lek. W. Bodnara – na dobrą sprawę nic nie wiadomo, poza medialnymi doniesieniami

– Kiedy wybuchła pandemia , opisaliśmy z prof. Griebem, jak chorzy, którzy brali lek we wskazaniach neurologicznych, mimo zakażenia wirusem SARS-CoV-2, mieli bardzo łagodne objawy albo wręcz bezobjawowy przebieg COVID-19. Dotyczyło to 15 pacjentów z chorobą Parkinsona i SM, przyjmujących amantadynę. Z biegiem czasu pojawiły się kolejne informacje, które znamy głównie z doniesień medialnych. Z jednej strony cieszę się, że te wyniki są spójne z moimi doświadczeniami, ale jedyną możliwością weryfikacji danych jest szczegółowa publikacja. Na dobrą sprawę nic nie wiemy o charakterystyce tych pacjentów, których leczono amantadyną.

W medycynie wyniki kliniczne należy opublikować z dokładną charakterystyką chorych i stopniem zaawansowania choroby. Moim zdaniem amantadyna ma szansę powodzenia w zwalczaniu COVID-19, ale we wczesnym stadium. Nie spotkałem jeszcze pacjenta, który by twierdził, że zmagał się z ciężką niewydolnością oddechową albo trafił pod respirator i ten lek okazał się skuteczny. Wszystkie relacje o jakich słyszałem pochodzą od osób, które przyjmowały lek we wczesnych fazach choroby, najczęściej w warunkach domowych, co prowadziło do szybkiej poprawy stanu zdrowia. I jest to spójne z moimi obserwacjami klinicznymi wśród pacjentów, których znam.

Amantadyna, choć nieprzebadana klinicznie, może być stosowana w terapii

– Wiele leków niezarejestrowanych w medycynie jest używanych poza wskazaniem opisanym w charakterystyce produktu leczniczego. Dzieje się tak w oparciu o skumulowane dowody naukowe i doświadczenie kliniczne. W takich sytuacjach lekarz, kierując się posiadaną wiedzą, proponuje leczenie pacjentowi za jego świadomą zgodą. Gromadzenie dowodów naukowych i klinicznych – gdy testujemy nowe wskazania – jest traktowane jako eksperyment medyczny i wymaga zgody komisji bioetycznej. Aby dostarczyć dowodów naukowych o wysokiej sile, konieczne jest wykonanie formalnych badań klinicznych, a złotym standardem jest badanie randomizowane, podwójnie zaślepione i kontrolowane placebo. I na tym etapie właśnie jesteśmy.

Rozwiązanie dla ludzi, którzy się nie zaszczepią

– Wielu się nie zaszczepi z różnych powodów: chorób współistniejących czy poważnych dolegliwości alergicznych. Tej grupie należy zaoferować coś, co działa w przypadku zakażenia SARS-CoV-2. Traktujmy jednak amantadynę jako lek wspomagający, a nie cudowny środek, który w 100 proc. zwalczy koronawirusa.

(Śródtytuły moje. Cały tekst Gazeta Polska nr 5 (1434) 3-9 luty 2021, str. 38-40.)

Narracja, szczególnie mocno artykułowana w niewielkich społecznościowych grupach w internecie, zgodnie z którą „szczepionka morduje nawet 25 razy więcej ludzi, niż wirus” powoli zanika. I choć oczywistą oczywistością jest naturalna obawa przed zastosowaniem nowego środka, to przecież widać wyraźnie, że opór mija.

Wbrew opowieściom rozmaitych zwolenników teorii spiskowych efekt szczepień widać coraz wyraźniej.

Z drugiej strony powoli zaczyna brakować ludzi, którzy w rodzinie czy też wśród znajomych nie mieliby kogoś, kto albo wyjątkowo poważnie chorował, albo, co gorsza, umarł na COVID-19 nie mając przy tym letalnych chorób towarzyszących.

Nie da się też pominąć nacisku sporej części małych i drobnych przedsiębiorców którzy w zaszczepieniu społeczeństwa upatrują powrót do normalności funkcjonowania kraju.

Dokładnie z tych samych powodów szczepienia popierają ludzie młodzi.

Rola dziennikarza w takim przypadku jest szczególnie trudna. Część środowiska bowiem w sposób całkowicie niezrozumiały dla autora zatraciła towarzyszący im zdrowy rozsądek i stała się twardymi zwolennikami najrozmaitszych teorii spiskowych.

Co gorsza osadzeni są w nich tak mocno, że nie dopuszczają nawet cienia wątpliwości co do wyznawanej przez nich teorii funkcjonowania świata.

Wszyscy, którzy jej zaprzeczają, czy nawet falsyfikują w sposób oczywisty nie zasługują na wiarę jako agenci, osoby skorumpowane przez światowe firmy farmaceutyczne oraz czy też najzwyklejsi idioci podążający za GazWyb oraz… rządowym przekazem.

A to przekreśla całkowicie ich jako dziennikarzy, mających przecież zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło (art. 12 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe).

Trudno polemizować z takimi ludźmi, którzy jako jedyny w miarę racjonalny argument mają westchnienie do Boga. ;)

Na szczęście informacje dochodzące z całego świata pokazują, że szczepienia są w tej chwili jedynym sposobem pozwalającym nam na powrót do tego, co było.

Optymizmem napawa również i to, że największe antyszczepionkowe szury po cichutku szczepią się w obawie przed utratą własnego życia.

Zatem daj Boże, żeby jedyną konsekwencją pandemii była (lekko) zredukowana lista znajomych w myśl zasady nie po drodze mi z idiotą.

.

I to by było na tyle.

.

5.02 2021

fot. pixabay