Z reguły, jak jest jakiś ważny i aktualny temat, piszę o nim jako ostatni. Dlatego że wiem, jak szybko sytuacja się zmienia, i zazwyczaj czekam na rozwój wydarzeń, by mieć solidną podstawę dla oceny sytuacji i wyciągania wniosków. I tak też jest z tym „zawieszeniem broni 9 maja”.
Podsumujmy wynik tej rozgrywki stanem na wieczór 8 maja (bo nie mam wątpliwości, że sytuacja jutro czy pojutrze może znów się zmienić).
Punktowo:
— Rosjanie proszą o zawieszenie broni 9 maja za pośrednictwem Waszyngtonu.
— Ukraińcy odpowiadają, że nie mają interesu, by się na to zgadzać. 9 maja jako data już na Ukrainie żadnego znaczenia nie ma, a Rosja nie szanuje żadnych ukraińskich świąt państwowych. Więc Ukraińcy ogłaszają własne zawieszenie broni od 5 maja, które – jeżeli Rosjanie chcą – mogą mieć również i 9 maja. Jeżeli Rosjanie to zignorują, to i Ukraińcy zignorują rosyjską propozycję.
— Rosjanie strzelają 6 maja, uderzają w cele w ukraińskich miastach tyłowych. Ukraińcy ogłaszają, że będą działać symetrycznie i Rosja spokoju nie będzie mieć 9 maja. Rosjanie ustami swoich urzędników i propagandystów zaczynają grozić ostrym odwetem za ewentualny ukraiński atak 9 maja: zniszczeniem Kijowa, uderzeniem jądrowym itd.
— Do gry wchodzi w ostatnim momencie Donald Trump i proponuje zawieszenie broni 9, 10 i 11 maja, a żeby zainteresować stronę ukraińską, do oferty dodaje się wymianę jeńców 1000 vs 1000. Dla strony ukraińskiej ma to ogromną wagę, więc Ukraińcy wyrażają zgodę.
— Na koniec prezydent Zełeński w oficjalnym swoim rozkazie, który nazywa się „O przeprowadzeniu parady w m. Moskwa”, w zasadzie pozwala Rosjanom na przeprowadzenie parady na placu Czerwonym 9 maja. W swoim rozkazie nakazuje armii wyłączyć konkretny obszar w Moskwie z listy celów do porażenia. Jednym słowem… ostre trollowanie Rosjan. W rosyjskich sieciach społecznościowych zawrzało po prostu z powodu tego rozkazu. Efekt informacyjnej bomby jądrowej.

Fot.: Frepik
Zostaw komentarz