W mediach publicznych miesiącami przekonywano nas, że ratyfikacja Funduszu Odbudowy jest konieczna do uruchomienie dla Polski pakietu środków – zarówno z wieloletniego budżetu Unii na lata 2021-2027, jak i Funduszu Odbudowy.
Roztaczane były wizje rozwoju gospodarki i poprawy sytuacji materialnej społeczeństwa. Słuchając dziennikarzy i polityków ma się wrażenie, że gdzieś odłożone jest 770 mld zł które otrzymamy natychmiast gdy tylko zostanie on ratyfikowany, a prezydent go podpisze, i tylko od nas zależy czy je weźmiemy. Bylibyśmy głupkami gdybyśmy z nich nie skorzystali.
Były pokazywane tylko same plusy. Dlatego jestem bardzo zniesmaczona tym, że w tak kluczowej dla Polski sprawie nie było prawdziwych debat dotyczących zagrożeń jakie ona z sobą niesie.
A było o czym debatować:
O tym, że ratyfikacja pozwala Komisji Europejskiej zaciągać długi w imieniu wszystkich państw członkowskich, w tym Polski, w niespotykanej dotychczas skali.
O zagrożeniach dla Polski wynikających przenoszenia kompetencji państwa polskiego na rzecz Brukseli, Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego,
O tym, czy uwspólnotowienie długu może oznaczać, że w przyszłości Polska będzie spłacać długi za inne państwa europejskie, które nie będą regulowały swoich zobowiązań. Premier mówił – „Nie ma mowy o uwspólnotowieniu długu (…). Można o tym przeczytać w samej decyzji, o której dzisiaj mowa. Można przeczytać o tym w konkluzjach ustalonych w lipcu i grudniu oraz w oficjalniej analizie służb prawnych Rady Unii Europejskiej”. Jego stanowisko popiera min. do spraw europejskich w Kancelarii Premiera Konrad Szymański. Natomiast Leszek Miller na Twitterze napisał: „Premier Morawiecki twierdzi, że Europejski Fundusz Odbudowy nie przewiduje uwspólnotowienia długu. Przewiduje. Wedle zasady ponoszenia proporcjonalnej odpowiedzialności za brakujący wkład niewypłacalnego państwa. Wynika to z art. 9 ust. 5 decyzji Rady UE”.
O tym, że większość środków z budżetu będzie trzeba przeznaczyć na wyznaczone przez UE cele. Czy w związku z tym nie lepiej by było gdyby rząd polski na własny rachunek zaciągnął kredyty, dzięki temu samodzielnie decydowałby na co je wydać?
Jak uwspólnotowienie długu i możliwość nakładania przez Komisję Europejską podatków (od plastiku, emisji CO2, transakcji finansowych, gospodarki cyfrowej, bez wiedzy o ich wysokości, czego nie nagłaśniano) wpłynie na sytuację ekonomiczną Polski oraz Polaków i jak to się ma do suwerenności?
Jak nowe podatki odbiją na konkurencyjności polskiej gospodarki?
Czy będziemy płacić wyższą czy niższą składką członkowską?.
Czy przenoszenie kompetencji państwa polskiego na rzecz Brukseli, to kolejny krok w stronę superpaństwa, czy wzmacnianie suwerenności Polski?
Czy rząd premiera Morawieckiego jest przygotowany na sytuację gdy zastosowany zostanie tzw. mechanizm warunkowości, zgodnie z którym wypłaty eurofunduszy dla Polski zostaną zablokowane, przez decydentów unijnych zarzucających nam łamanie kryteriów tzw. praworządności (reforma sądownictwa, brak zgody na małżeństwa osób jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, naruszanie praw osób LGBT, budowa CPK, gazociągu Baltic Pipe, itd.),
Czy głosowanie nad projektem ustawy o ratyfikacji powinno odbyć się w oparciu o art. 90 konstytucji, zgodnie z którym ustawa której Polska przekazuje organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach, jest uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Czy wystarczy zwykła większość.
Pojawiły się rozbieżne opinie dotyczące „momentu hamiltonowskiego” (kluczowy moment uformowania się Stanów Zjednoczonych jako państwa federalnego było zaproponowane w 1790 roku przez sekretarza skarbu Alexandra Hamiltona uwspólnotowienie długów poszczególnych stanów) w Europie.
Minister Szymański, odrzucał tezę iż mamy do czynienia z europejskim „momentem hamiltonowskim”. Jego stanowisko popiera redaktor naczelny tygodnika „Sieci” Michał Karnowski, natomiast redaktora naczelny tygodnika „Do Rzeczy” Paweł Lisicki uważa, że takim momentem jest decyzja o uwspólnotowieniu długów UE, bowiem po raz pierwszy na taką skalę Unia może zaciągać dług, który jest gwarantowany przez poszczególne państwa narodowe.
Niestety, w niepodległej Polsce nigdy w TVP nie było merytorycznych dyskusji. Tym bardziej przykro, że nie ma ich obecnie za rządów PiS. Doszło nawet do tego, iż minister rządu Zbigniew Ziobro, w czasie dyskusji nad ratyfikacją nie został dopuszczony do głosu w Sejmie przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek oraz wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, bo obawiano się jego argumentów. Myślący telewidzowie wyciągną z tego wnioski, bo głosując na PiS nie głosowaliśmy na cenzurę.
Całkowicie zgadzam się z konkluzją zawartą w artykule „Kto kogo ograł” redaktora Pawła Lisickiego – „Mimo szczerych chęci nie jestem w stanie się cieszyć. W tej sprawie racje zdają się mieć raczej ci, którzy – tak jak lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro – wskazują na zagrożenia. Niezależnie od tego, czy owe 770 mld zł (w ciągu kilku lat) to złote góry, jak to przedstawia rząd, czy też bardziej zabieg księgowy, jak twierdzą niektórzy krytycy, efektem przyjęcia Funduszu będzie osłabienie polskiej suwerenności.” („Do Rzeczy”, 04.05.2021, nr 18)
Po podpisaniu ratyfikacji przez prezydenta A. Dudę premier M. Morawiecki nie ma już więcej atutów by bronić się przed zastosowaniem przez Unię tzw. mechanizmu warunkowości.
To, że zostanie on użyty jest więcej niż pewne, bowiem nie po to Parlament Europejski przyjął specjalną rezolucję, w której ostrzegł Komisję Europejską, że pozwie ją do Trybunału Sprawiedliwości jeśli „nadal będzie zwlekać z zastosowaniem mechanizmu warunkowości” unijnego budżetu.
Co wówczas będzie mówił i co zrobi Premier?
Foto: internet
Zostaw komentarz