Nie uważam siebie za eksperta wojskowego. Nie jestem i nie mogę nim być – musiałbym mieć bardzo głęboką wiedzę na ten temat i podstawę tej wiedzy w postaci odpowiedniego wykształcenia. Nie jestem ekspertem, ale uważnie słucham prawdziwych ekspertów i mam ten komfort, że mogę zaglądnąć do oryginalnych materiałów, tak po wschodniej stronie frontu, jak i zachodniej. Do źródeł rosyjskojęzycznych, ukraińskojęzycznych i też anglojęzycznych. I chciałbym polecieć dziś rozmowę z Michaelem Kofmanem, świetnym analitykiem amerykańskim, który specjalizuje się w badaniu rosyjskich sił zbrojnych, na jednym z niewielkich francuskich kanałów poświęconych tematyce wojennej – Le Collimateur. Link w komentarzu niżej.

Kofman, który pracuje dla kilku amerykańskich dużych ośrodków analitycznych, regularnie odwiedza linię frontu i świetnie opisuje proces transformacji pola walki na Ukrainie. Opisuje też obecny obraz tych starć ze wschodu Ukrainy, których charakter w niczym nie przypomina tego, co sobie zazwyczaj wyobrażamy i też nie ma wiele wspólnego z tym, jak wyglądała ta wojna w latach poprzednich. Jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że mamy niezależne ośrodki po obu stronach linii frontu, które na podstawie potwierdzonych danych w postaci zdjęć czy nagrań i ich geolokacji sporządzają dla nas mapy online. Te mapy zazwyczaj są punktem odniesienia dla oceny sytuacji taktycznej i operacyjnej dla wielu analityków w całym świecie. I należy powiedzieć, że w chwili obecnej to mapowanie terenu zupełnie traci sens, a sytuacja na mapach często nie ma wiele wspólnego z sytuacją rzeczywistą. Ekipy, które nad tymi mapami pracują, mają obecnie ogromne problemy z określeniem tego kto, gdzie i w jakim stopniu kontroluje na froncie ten czy inny teren. Dlaczego tak? Bo linia frontu się rozpłynęła.

Co to oznacza w praktyce i dlaczego tak jest? Już się przyjęło u nas mówienie, że ta obecna wojna przypomina wojnę pozycyjną z Pierwszej Wojny Światowej. Może na poziomie strategicznym ma to sens, ale na poziomie taktycznym te walki w niczym nie przypominają tamtej wojny. Bo nie ma obecnie ciągłych linii okopów zajmowanych przez brygady czy dywizje piechoty. Nie ma takiej kontroli nad zajmowanym terenem, jaka istniała w tamtej wojnie, gdzie ataki piechoty w jedną czy drugą stronę wraz z podciągnięciem drugiego i trzeciego rzutu pozwalały zajęty teren utrzymać. Sytuacja na Ukrainie obecnie wygląda często jako kompletny chaos. Mieszanka pozycji jednej i drugiej strony w poszczególnych miejscowościach czy kawałkach lasów. Spowodowane to jest ciągłym dostosowywaniem się jednej i drugiej strony do zmieniającego się pola walki. Ukraińcom brakuje piechoty i próba stworzenia ciągłej obrony wobec przeważającego liczebnie przeciwnika skazana jest na porażkę. Poza tym Ukraińcy chcą ograniczyć straty swoich wojsk spowodowane ogniem wrogiej artylerii i zmasowanych uderzeń lotniczych. Więc na linii frontu Ukraińcy mają siatkę punktów oporu osłoniętych liniami rowów, drutów kolczastych i pól minowych, których zadaniem jest spowolnienie przeciwnika, a nie jego zatrzymanie. Ten system obrony wsparty jest precyzyjnym ogniem artylerii i oczywiście ogromnym wsparciem wszechobecnych dronów, które pełnią funkcję bezpośredniego wsparcia lotniczego na poziomie taktycznym. Linia frontu jest wielką rozciągającą się na kilkadziesiąt kilometrów szarą strefą, nazywaną też tak zwaną strefą śmierci, gdzie nie ma już konkretnej linii zero i umownie bezpiecznych tyłów. Masz takie same szanse zginąć w okopie na „pierwszej linii” jak i 10 km dalej na umownych tyłach.

Rosjanie uświadomili sobie nieskuteczność dotychczasowej taktyki zmasowanych szturmów z użyciem sprzętu pancernego i również dostosowali się do tych zmian. W tej sytuacji przeszli do taktyki przenikania rozproszonych grup piechoty do tej strefy śmierci, których zadaniem jest jak najszybciej przemieszczać się w tej strefie i zajmować pozycje na tyłach pozycji ukraińskich, żeby później odciąć je od zaopatrzenia i albo zniszczyć szturmem albo zmusić do wycofania się. Ta sytuacja powoduje chaos, w którym rosyjskie pozycje mogą być często wymieszane z ukraińskimi. Gdzie izolowane pozycje obu stron mogą istnieć przez kolejne tygodnie, zaopatrywane wyłącznie przez drony. Zadaniem jednostek dronowych często jest odcięcie logistyki wysuniętych pozycji wroga, co tworzy ogromne wyzwanie dla pododdziałów logistyki, zmuszonych do zmiany dotychczasowego podejścia. Siatki antydronowe, zmasowane wykorzystanie ciężkich dronów powietrznych i lądowych dla zadań logistycznych. Z rosyjskiej strony również „bioroboty” na motorach, koniach i osiołkach.

Strona ukraińska w tych warunkach z kolei stworzyła osobny rodzaj wojsk – wojska szturmowe. Zadaniem tych jednostek jest kontratak. W sytuacji kiedy masz ciągłe próby przenikania wrogich grup piechoty na twoje tyły, Ukraińcy stworzyli manewrowe jednostki szkolone celowo do czyszczenia lasów i miejscowosci z rosyjskiej piechoty, w normalnej sytuacji znajdujące się w odwodzie. Robią to oczywiście również przy wsparciu artylerii, dronów i też lotnictwa, kiedy sytuacja na to pozwala. No a jeżeli Rosjanie wchodzą zbyt głęboko w ukraińskie pozycje, to wykorzystywany jest również sprzęt pancerny. Bezpośrednio w strefie śmierci obecnie sprzęt ciężki prawie się nie pojawia. Chyba że gdzieś powstają jakieś wyjątkowo sprzyjające okoliczności i obrona jest mocno osłabiona.
Oczywiście obie strony szukają wyjścia z tej patowej sytuacji. Szukają sposobów i taktyk pozwalających na przełamanie tej strefy śmierci i obrony dronowej przeciwnika. Próbują przywrócić manewr z wykorzystaniem ciężkiego uzbrojenia na froncie. Ale to jest ciągły proces ewolucyjny. Pojawienie się nowych systemów antydronowych powoduje tworzenie nowych, bardziej zaawansowanych dronów. Drony stają się odporne na zagłuszanie, wprowadza się wspomaganie sztucznej inteligencji, drony na światłowodzie. Drony stają się coraz bardziej wyspecjalizowane i skomplikowane. I metody i taktyka walki z nimi rozwija się tak samo szybko. Głównym problemem jest niewyobrażalnie niska cena tych technologii, która pozwala używać ich w ogromnej skali.

W Polsce jest wiele dyskusji na temat tej sytuacji na froncie ukraińskim, ale problem większości tych dyskusji polega właśnie na tym, że mają one miejsce w oderwaniu od pola walki. Albo jest zachwycanie się tymi dronami, albo jest próba uspokojenia opinii publicznej poprzez pełne negowanie tego problemu, podkreślając, że u nas będzie inaczej, bo jesteśmy lepiej od Ukraińców uzbrojeni i przygotowani do wojny. Dlatego warto słuchać takich analityków jak Kofman, albo też Konrad Muzyka, który razem z Kofmanem regularnie odwiedza linię frontu. A najlepiej porównywać ich opinie z opiniami podobnych analityków z innych krajów, również z Rosji. Przewagą armii ukraińskiej czy rosyjskiej nie jest to, że używają tych „dronów komunijnych”, tylko to, że zbudowali oni cały system walki wokół tych dronów.
Struktury i sztaby, które opracowują nowe taktyki, zbierają doświadczenie, wiedzę, analizują i planują operację. TO TE STRUKTURY SĄ GROŹNE, a nie same drony, które mogą być lepsze czy gorsze, ale są tylko narzędziem. Nie to, że nasz potencjalny przeciwnik ma jakieś uzbrojenie jest zagrożeniem dla nas czy nawet sama jakość tego uzbrojenia, a to, że ma rozbudowane zdolności do jego użycia.

I to te wielkie struktury, które rozwijają ten system walki, mają najlepszą szansę by opracować sposoby przełamania tego patu, a wcale nie ktoś kto nie ma zielonego pojęcia o tym polu walki i tylko czeka na stworzenie magicznej różdżki, która zabierze drony z pola walki, żeby nasze przedrogie i przepiękne czołgi mogły spokojnie wykorzystać swoje atuty – systemy aktywnej ochrony, lepsze pociski i przyrządy celownicze.

Z reguły Rosja miała nad nami przewagę konwencjonalną, w czołgach, artylerii i innych tradycyjnych typach uzbrojenia. Teraz Rosjanie swoją droga przestali tracić sprzęt pancerny w dużych ilościach i swoje straty zaczynają uzupełniać, bo produkcja dalej trwa. Ale oprócz tego oni mają teraz nad nami przewagę asymetryczną. Co jest trochę absurdem, bo to my, jako mniejsza siła, musielibyśmy w teorii szukać asymetrycznych odpowiedzi na rosyjską przewagę. A jest odwrotnie. Próbujemy na każdy rosyjski czołg umownie mieć lepszy czołg. Rosja natomiast ma i tradycyjne typy uzbrojenia i też cały system walki dronami, na który nie mamy żadnej odpowiedzi.

Do tego, moim zdaniem, ten argument, że skoro oni od 3 lat nie mogą Donbasu opanować, to nie ma co się tych Rosjan obawiać, jest zupełnie błędny. Ukraina powstrzymuje Rosjan tylko dlatego, że Siły Zbrojne Ukrainy ewoluowały w ciągu tych trzech lat razem z armią rosyjską, na każdym etapie budując odpowiedź na rosyjską zmianę taktyki. No a w tym samym czasie my siedzieliśmy ze swoim przekonaniem o swojej zasadniczej przewadze nad tym wschodem, bo jesteśmy w NATO, zamiast uważnie śledzić tę ewolucję. I to wcale nie oznacza, że skoro na Donbasie Rosjanie posuwają się o 100 m dziennie, to tak samo będzie przy umownym ataku na Estonię czy Łotwę.

Uwaga! Wersję AUDIO tekstu czytana głosem świetnego narratora Sebastiana Filipowicza, link: https://open.spotify.com/episode/6Fi0XXSGeoRpwuYFjbec5D?si=a4837d5e678846ad
______________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews