Za tydzień będzie już na szczęście po temacie. Polaryzacja w tym czasie sięga zenitu. Czasem mam wrażenie, że jestem w Rwandzie w przededniu masowego ludobójstwa z 1994 roku. To oblepianie przeciwników politycznych skandalicznymi i niedopuszczalnymi epitetami, ma miejsce niestety po każdej stronie ideologicznej barykady. Po jednej zwłaszcza, ale nie zamierzam tutaj uruchamiać licytacji, kto bardziej. Nie w tym rzecz.
Chciałbym mieć pewność, że dla wszystkich spierających się stron Polska jest naprawdę najważniejszą wartością. Bo jeśli tak jest to trochę sobie pokrzyczą, ale ostatecznie dojdą do porozumienia.
Ale niestety nie mam takiej pewności.
Warto na Polskę spojrzeć przez pryzmat wieków. Dopóki była ona wierna chrześcijańskim i rzymsko-republikańskim zasadom wiodła życie pomyślne, a inne państwa jej zazdrościły sławy i bogactwa. Gdy budowała unię wolnych narodów, nie zważając na pochodzenie etniczne i religijne szlachty jako narodu państwowego, była ewenementem w historii Europy a jednocześnie silnym państwem.
Wbrew obiegowym opiniom I Rzeczpospolita nie upadła z racji nadużywania liberum veto, ale dlatego, że diametralnie zmienily się okoliczności jej istnienia. Nie pasowała już do czasów, w których niemieccy i rosyjscy barbarzyńcy postanowili na nowo określić ład europejski.
Historia Polski po rozbiorach to zupełnie odrębny temat, którego tutaj nie zgłębimy. Ale muszę powiedzieć, że wciąż wielu Polaków ma mentalność rozbiorową. A to rzutuje na wybory polityczne.
Dlaczego ma?
Bo przez pokolenia uczono ich na niewolników, zabraniając bycia ludźmi wolnymi. Mówiono im, że jak zegną kark to będą kłaść się spać po posiłku i że nie będą bici. I wielu zgodziło się na ten kompromis.
Nie ma partii idealnej, przeciwnie – wszystkie są dalekie od ideału. Niestety, ale ostatecznie trzeba wybrać.
Zostaw komentarz