Niemcy poniekąd mieli pecha. 31 sierpnia 1939 roku przypadał w czwartek. A w czwartek rozgłośnia radiowa w Gliwicach (Gleiwitz) retransmitowała program z Wrocławia (Breslau). Do tego doszła jeszcze krążąca po okolicy burza, która zmusiła większość potencjalnych odbiorców do wygaszenia odbiorników.

Großmutter gestorben (Babcia umarła). Te słowa szefa SD (służby bezpieczeństwa Rzeszy)Gruppenführera Reinharda Heydricha uruchomiły długo planowaną akcję.

Przebrani za polskich powstańców, mówiący po polsku esesmani mieli zaatakować trzy obiekty na przygranicznym terytorium Niemiec: leśniczówkę w Byczynie, urząd celny w Stodołachradiostację w Gliwicach. Jak duże miała znaczenie dla przywódców III Rzeszy świadczy to, że plan akcji (zwanej jako Unternehmen Tannenberg) osobiście zatwierdzał kanclerz Adolf Hitler a Reichsführer SS Heinrich Himmler nawet wizytował miejsce akcji w Stodołach (dziś dzielnica Rybnika, położona nad zalewem – znana z już kilku pokoleniom śląskich żeglarzy).

Wszystkie miały na celu przede wszystkim powstrzymanie Francji od wydania Niemcom wojny. Bo to przecież Niemcy jedynie się bronią przed polską agresją.

Hitler, przemawiając w Reichstagu dnia następnego wyraźnie powiedział:

od godz. 5.45 odpowiadamy ogniem!

Swoją drogą XX-wieczni agresorzy w zachowaniach byli podobni jak krople wody. Wszak do rozpoczętej 30 listopada 1939 r. wojny zimowej również miało dojść w wyniku fińskiego napadu. Zupełnie przez przypadek dokonanego w miejscu koncentracji sił Armii sowieckiej. I też tylko przez przypadek 1 grudnia 1939 roku na terenie Związku Sowieckiego powstał tzw. rząd Fińskiej Republiki Demokratycznej, którego premierem został Otto Ville Kuusinen. Ale to już naprawdę inna historia.

Powróćmy zatem do Gliwic, a raczej Gleiwitz. Jest ostatni dzień lata. Jest burzowo. W związku z powyższym radioodbiorniki należące do mieszkańców są w większości wyłączone.

Około 18 do niestrzeżonej na osobisty rozkaz Himmlera części nadawczej radiostacji wdziera się (choć raczej normalnie wchodzi) „polska” grupa dywersyjna. Obecni technicy, w pełni zaskoczeni, zamknięci zostają w piwnicy.

Napastnicy szukają mikrofonów, ale te znajdują się one prawie 5 km dalej. W siedzibie radia. Dzisiaj w pomieszczeniach przy ulicy Radiowej znajduje się szpital.

Wreszcie udaje się odnaleźć tzw. mikrofon burzowy. Za jego pomocą informowano słuchaczy o wyłączeniu radiostacji ze względu na warunki atmosferyczne.

Podłączony pozwala jednak na wyemitowanie 9 słów. Dokładnie tylu.

Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach…

I pewnie cała akcja poniosłaby spektakularną klapę gdyby nie francuski wywiad. Prowadzący nasłuch 24/7 wykryli słowa, których nie usłyszano nawet po drugiej stronie obecnej ulicy Tarnogórskiej, w 1939 roku zaś nieutwardzonej polnej drogi.

Wywiad francuski z oczywistych powodów milczał. O akcjach „polskich uzbrojonych bandytów” informowało natomiast niemieckie radio już od 22.30 (rozgłośnia Deutschlandsender ).

Jeśli jednak do tej pory czytelniku opis długo przygotowywanej gliwickiej prowokacji wprowadził cię, Czytelniku, w dobry humor, to pamiętaj, że Niemcy to naród poważny. Śmiertelnie poważny. I to bez względu na to, kto aktualnie sprawuje przywództwo.

Zadbali więc o odpowiednią „oprawę”. A nią zostali aresztowani wcześniej byli powstańcy śląscy, których ciała przebrane w polskie mundury miały świadczyć o polskiej prowokacji.

Pod masztem gliwickiej radiostacji został zastrzelony Franciszek (Franz) Honiok. Ślązak, a więc Polak, uczestnik III Powstania śląskiego.

Prawdopodobnie był pierwszym Polakiem zamordowanym w II wojnie światowej.

Pamiętajmy o nim.

Pamiętajmy o wszystkich ofiarach również po to, by nie zapominać o tym, kim byli kaci.

.

Więcej możecie dowiedzieć się tutaj:

;

31.08 2020

zdjęcia: internet, telewizja Imperium Gliwice