„Pocieszam się tylko, że ta stara k…a Francja odcierpi jeszcze za naszą krzywdę, zawsze nas zdradzała i sprzedawała!” -Stefan Kisielewski.

Słowa, nie starzeją się mimo upływu czasu. Wracają z siłą, jakby ich autor przewidział przyszłość.

Stefan Kisielewski nie miał złudzeń co do francuskiej polityki wobec Polski. Pamiętał historię, znał mechanizmy władzy i wiedział, że za pięknymi deklaracjami o wolności, demokracji i solidarności narodów często kryją się zwykłe polityczne interesy.
Dziś Francja płonie. Znów zmaga się z głębokimi napięciami społecznymi na własne życzenie. Obrazy płonących ulic stawiają pytania o kondycję państwa, które przez lata pouczało innych o demokracji i europejskich wartościach.
Czy Kisielewski przewidział dzisiejsze wydarzenia? Nie musiał być prorokiem. Wystarczyło, że rozumiał politykę i nie mylił deklaracji z rzeczywistością.
Jego słowa nie są jedynie złośliwym bon motem. Są wyrazem historycznej nieufności wobec głupiej polityki zepsutych elit. Dzisiaj za złe decyzje, przychodzi rachunek do zapłacenia.
Żadne państwo nie jest odporne na błędy własnych polityków.
Historia nie wystawia jednak rachunków według jakiegoś kalendarza. Polska również ma rachunki, których nie wolno jej odpuścić. Muszą być uregulowane.
Niemcy muszą zmierzyć się z odpowiedzialnością za krzywdy wyrządzone Polsce podczas II wojny światowej. Pojednanie nie oznacza zapomnienia, a wspólne fotografie i uroczyste deklaracje nie zastąpią rozstrzygnięcia kwestii reparacji wojennych.
Rachunek muszą też zapłacić ludzie komunistycznego systemu, który więził, prześladował i łamał życiorysy Polaków walczących o wolność. Tymczasem dzisiaj niektórzy przedstawiciele tamtego środowiska zachowują się tak, jakby wystarczyło przeczekać zmianę epoki, zmienić garnitur i wrócić na salony. Kiedy Włodzimierz Czarzasty demonstruje polityczną pewność siebie, butę i prymitywne chamstwo, warto przypomnieć, że żadna funkcja publiczna nie unieważnia historii ani nie zwalnia z odpowiedzialności.
Nie można bez końca odkładać rozliczeń. Nie można oczekiwać, że narody zapomną o zamordowanych, ograbionych, więzionych i prześladowanych tylko dlatego, że minęło kilkadziesiąt lat. Nie można też w nieskończoność zasłaniać się przyszłością, by uniknąć rozmowy o przeszłości.
Francja ma swoje problemy i swoją historię. Niemcy mają wobec Polski dług historyczny, a komunistyczni oprawcy i ludzie odpowiedzialni za represje nie mogą liczyć, że czas automatycznie oczyści ich z odpowiedzialności. Nie, tak nie będzie, bo historia nie jest gumką do wymazywania win. Jest księgą, w której zapisano krzywdy, odpowiedzialność i nazwiska tych, którzy chcieliby, żeby wszyscy o nich zapomnieli.
Można odkładać rachunek. Można go przemilczać. Można udawać, że przestał istnieć.
Ale nie da się odkładać go w nieskończoność.
I właśnie dlatego słowa Kisielewskiego wciąż brzmią tak mocno.