Fundamentem liberalnego spojrzenia na stosunki międzynarodowe jest wiara w to, że budowa sieci międzynarodowych powiązań ekonomicznych doprowadzi do sytuacji, że „wojna przestanie się opłacac”. Z tym jest jak z pacyfiznem: idea powszechnego rozbrojenia i wiecznego pokoju jest piękna, ale opiera się na wierze w… powszechność.

Czyli że wszyscy się rozbroją lub że wszyscy zaakceptują idee budowy tej sieci współzależności. A zatem że nikt nie przechowa broni ani nie wykorzysta owej sieci do budowy własnej potęgi (czyli tego, co jest celem polityki zagranicznej wg realistów).

Jeszcze nie tak dawno jeden z ważnych polityków PiS powiedział (aż prawie się oblałem wtedy herbatą) mniej więcej tak: „Polska musi odrzucić realizm polityczny, bo nie jesteśmy mocarstwem, nie mamy na to szansy, a porządek oparty na wartościach lepiej nam służy”.

O święta naiwności… Jesli my odrzucimy power-politics, to nie oznacza, że inni, silniejsi od nas, zrobią to samo. Jeśli my się rozbroimy, to nie znaczy, że inni się rozbroją.ą

Przy Wielkanocy przyjmę roboczą hipoteze, że i politycy PO wierz(li) w koncepcje, że Putin straci nawyki czekisty i zacznie grzecznie kooperować z Zachodem, nie myśląc o budowie imperium (czytaj: poczuje, że ten liberalny porządek da mu osobi#cie tyle pieniędzy, że ani pomyśli o wojnie). Tylko, że po marszu na Tbilisi trzeba było być naprawdę naiwnym, by nadal wierzyć Putinowi.

Kupowali nawet koncepcje, żeby po Smoleńsku nie zadawać sobie (i Rosjanom) „niewygodnych pytań i w imię „wyższego dobra” łykać pijacki bełkot tow. Anodiny jak stado głodnych pelikanów…

Gorsze jest co innego: po 24 lutego 2022 liberałowie nadal wyznają swoją koncepcje. Nie dosyć, że wciąż liczą na to że po zaspokojeniu apetytu na Ukraine (wersja hard) lub „udławieniu się nią” (wersja soft) Putin (czy inny Nawalny) nawróci się na liberalizm i będzie grzecznie „kooperował”, tylko bez „sztuczek” w stylu Nordstream.

Oni wierzą, że w ten cudowny świat wkomponują też Chiny tow. Xi… Nie chcą widzieć, że ani Chiny ani Indie, czy mniejsi gracze typu Pakistan ani myślą grzecznie współpracować. Oni widzą słabość ideologii Zachodu, jego ekologiczny fanatyzm i w sposób charakterystyczny dla klasycznych realistów starają się go wykorzystać do zwiększenia własnej pozycji, a Chiny – budowy globalnej mocarstwowości.

Tymczasem nasi lokalni kaznodzieje liberalizmu są gotowi przyjmować wszystko z drugiej strony za dobrą monetę, nawet wierzyć w bajki o „pancernych brzozach”…

Może więc idea liberalnego ładu międzynarodowego jest piękna, ale nierealna dopóki nie jest przyjmowana przez silnych graczy, którzy go kontestują. Skoro zatem ci „inni silni gracze” nie zamierzają się „dostosować”, to trzeba grać tak, żeby z nimi wygrać, a nie chować głowe pod poduszke, myśląc że całych nas nie widać.

Aleksander GłogowskiAutor: dr hab. Aleksander Głogowski, profesor UJ. Politolog, Katedra Historii Polskiej Myśli Politycznej INPiSM Uniwersytetu Jagielońskiego.