Tym razem będzie o mediach, wieczności czegokolwiek co trafia do interentu i potrzebie gryzienia sie w język.
Z pewnością słyszeliście juź wszyscy, że Zełenski groził śmiercią Orbanowi, o ile nie zgodzi się na pożyczke dla Ukrainy? Ja słyszałam i czytałam o tym z 50 razy. Zdążyli się na to bardzo oburzyć szanowani przeze mnie i naprawdę szczerze cenieni koledzy, tacy jak Igor Zalewski czy Dominika Cosić. Arleta Bojke w rozmowie z Igorem wydawala się nieco mniej pewna co do skandalu, ale starszy kolega był przekonujący. Mówił nawet, że to wszystko dlatego, ze Zełenski czuje sie obecnie zbyt pewny (tak jakby wobec wojny na bliskim wschodzie, zagrażającego braku rakiet dla obrony przeciwlotniczej, lecących codzień bomb i niezatwierdzonej kluczowej pożyczki na Ukrainie można było w ogóle czuć się pewnym..).
No ale powstała spójna teza: jak zwykle bezczelny Zełenski, gangsterskim sposobem grozi śmiercią węgierskiemu premierowi jeśli ten nie zgodzi sie na pożyczkę dla Ukrainy…
Ta teza wzięła się po pierwsze z błędnego przetłumaczenia (głownie na angielski) słów „naszym woinam” – jako „our armed forces” zamiast „our soldiers” czyli „naszym siłom zbrojnym” zamiast „naszym żołnierzom”. Po drugie, z pominięcia w większości cytatów słowa „zadzwonić”. Zełenski powiedział, że da adres (namiar) na Orbana „naszym żołnierzom”, żeby do niego zadzwonili i porozmawiali „w swoim języku”. Wiadomo – uznali komentatorzy – chodzi o język siły. Ale czemu mieliby ten język siły wyrażać przez telefon? Co tu ma do rzeczy dzwonienie? To jakoś się nie klei.
Jesli jednak uzupelnić obraz i dodać tło, a mianowicie, źe poprzedniego dnia przez Ukrainę przetoczyła sie sprawa dwóch wziętych do niewoli żołnierzy Sil Zbrojnych Ukrainy, etnicznych Wegrow, których Putin „podarował Orbanowi” zamiast ich włączyć do wymiany – to można cała tę rzuconą mimochodem, wypowiedź zobaczyć w całkiem innym świetle.
Otóż to drugie, i moim zdaniem bardziej realistyczne wyjaśnienie jest takie, że mówiąc o „naszych woinach” Zełenski miał na myśli dwóch uwolnionych Wegrów, a mówiąc o rozmawianiu w „swoim jezyku”, odnosił się do języka węgierskiego. Tu sens ironii byl taki: niech mu nasi żołnierze – Wegrzy, skoro się tak o ich życie troszczy, powiedzą w swoim bardzo trudnym języku, czy pieniądze na uzbrojenie nie są potrzebne.
Ja sama, oglądałam całą konferencje, Zełenskiego i ministrów, ktora dotyczyla masy spraw i wydawało mi się zjpełnie absurdalne i niwpojęte, że Zełenski miałby nagle, na oczach całego świata grozić zabiciem Orbana przez ukraińskich żołnierzy i to w dodatku przez telefon. To naprawdę inteligentny facet. Co by mu to miało dać? Orban się miał przestraszyć? Czy Von der Layen?
Znacznie bardziej prawdopodobna wydaje mi się więc wersja,że niestety ukrainski prezydent puścił tu na chwilę wodze swojej wenie i skojarzeniom kabareciarza i wdepnął w kłopoty.
No ale u wielu ludzi (a z pewnością w Polsce) już na zawsze pozostanie przskonanie, źe było tak jak to opisalam na wstępie . To im zreszta przypasuje do wizerunku – bo wiadomo – bezwzględny Zełenski stosuje gangsterskie metody. Ze słowami tak bywa. Wylecą z ust ptaszkiem a powróca wołem. Zwłaszcza politycy powinni to pamiętać. Dobrze, że nie jestem politykiem.
Dziękuję Rusłan Szoszyn za wywiad w „Rzeczpospolitej”, który naprowadził mnie na to rozwiazanie zagadki.
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, od 2006 do 2024 dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz