Ale i tak się dłuży… Bo głupi mają podobno szczęście do długiego życia.

Mówią, że miałem kupę szczęścia tam, i owam, zwłaszcza w Mołdawii. Gdzie dostałem po ryju i gdzie zajumali mi telefon.

Dwóch gości rosyjskojęzycznych. Najwyraźniej potrzebowali tego telefonu. No cóż? Wylądowałem przynajmniej w szpitalu uniwersyteckim, gdzie zrobili mi tyle badań, że w Polsce musiałbym dwa lata na takie czekać. Na koniec jedna urocza studentka medycyny zapytała mnie czy może sobie zrobić zdjęcie ze mną. Omal nie zemdlałem zgadzając się.

To prawda.

Ledwo przewłóczyłem się do Polski. Pociągiem z Kiszyniowa do Bukaresztu. Kupiłem w kasie nowy bilet, bo wcześniejszy się przeterminował. Jak wsiadłem do pociągu, czułem się bezpiecznie. Miałem do dyspozycji cztery kołdry i poduszki w niezliczonej ilości. Otworzyłem okno, żeby móc oddychać. Nakrywszy się wówczas dwiema kołdrami i śpiąc na trzech poduszkach, pomyślałem sobie, że jestem w niebie. Dopóki nie przyszedł kierownik wagonu i nie zapytał: szta eta za bardach? Odpowiedziałem logicznie: toczna, bardach, bardach. Na koniec podróży dałem mu 10 euro tytułem rekompensaty za ten bardach.

Potem samolotem do Krakowa.

Nic wtedy nie czułem, jakbym był na narkotykach. Poobijany, bez okularów… Byłem oszołomiony.

Rumuńska policja na dworcu lotniczym w Otopeni (Bukareszt) uświadomiła mi, że to nie to lotnisko. Na wszelki wypadek zalogowałem się tam na kilka godzin przed planowanym wylotem. Cztery szwy nad prawym okiem musiały robić wrażenie. Do tego zakrwawiona koszulka. Powiedzieli, żeby jechać na inne lotnisko. Wziąłem taksówkę wcześniej dogadując cenę. Na lotnisko Bucharest Băneasa Aurel Vlaicu International Airport. Po drodze pogadałem sobie z taksówkarzem. Fajny gość był.

Wylądowałem w Krakowie wieczorem. Podjechał Flixbus do Katowic. Nie miałem biletu. Podszedłem taki poturbowany, z tymi szwami nad prawym okiem i pytam, czy mogę kupić bilet. Było ich dwóch. Jeden do drugiego odsyłał. Ostatecznie, jako że nie uzgodnili stanowiska, dojechałem do Katowic za darmo. Potem pociąg i transport na SOR w Cieszynie samochodem mojej byłej żony.

Ja nie umiem żyć normalnie.

Nie potrafię nie planować takich tras, które są bezpieczne. W sierpniu znów jadę do Mołdawii.