Okrągły Stół nie był obaleniem komuny. Był jej ratowaniem. Nie obalono komunizmu. Komunizm dogadał się ze skundloną opozycją i upadł na cztery łapy.
Wyselekcjonowana opozycja – starannie dobrana, bezpieczna dla systemu – usiadła z komunistami do Okrągłego Stołu nie po to, by zerwać kajdany, ale by negocjować warunki miękkiego lądowania dla władzy PRL. To nie była rewolucja. To był kontrakt
ponad głowami narodu.
Komuniści nie przegrali. Komuniści przebrali się.
Z partyjnych gabinetów przeszli do rad nadzorczych, banków, mediów, fundacji, spółek skarbu państwa i prywatnych fortun. Uwłaszczyli się na narodowym majątku, który przez dekady rabowali – i zrobili to legalnie, przy stole, który dziś tak wielu próbuje czcić jak relikwię wolności.
To dlatego ten stół tak bardzo boli. Bo jest symbolem zgniłego kompromisu, nie zwycięstwa.
Nie było rozliczenia zbrodni.
Nie było dekomunizacji.
Nie było lustracji.
Była amnezja, była narracja „grubej kreski”, była propaganda pojednania – a w tle spokojne przejmowanie wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. Media? Zostawione tym samym środowiskom. Sądy? Nietknięte. Administracja? Przemalowana. Polityka? Zabetonowana układem, który trwa do dziś.
Dlatego złogi komunizmu wciąż są wszędzie:
w redakcjach,
w języku debaty publicznej,
w sposobie myślenia elit,
w pogardzie wobec zwykłych ludzi, w odruchowej obronie „swoich”.
I właśnie dlatego gest prezydenta Karola Nawrockiego ma znaczenie symboliczne, ale potężne. Usunięcie Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego to nie atak na historię — to oddanie jej właściwego miejsca. Do muzeum. Do opisu. Do analizy. A nie na piedestał w sercu państwa.
Gdy prezydent mówi, że skończył się postkomunizm, wielu drży. Bo wiedzą, że symbol to dopiero początek.
Bo jeśli dojdzie do pełnych ujawnień — jeśli ruszy temat ujawnienia aneksu do raportu o WSI (a prezydent obiecał , że odtajni), to zobaczymy siatkę powiązań, przepływów, zabezpieczeń interesów, starych i nowych parasoli ochronnych — wtedy naprawdę będzie pozamiatane. Wtedy runie nie tylko mit transformacji, ale cały system narracji, który przez lata chronił tych samych ludzi.
Z każdym słowem prezydenta Nawrockiego można się zgadzać — bo to są słowa, które wielu z nas i ja również nosiłem w sobie od lat. Pisałem o nich, mówiłem. Byliśmy za nie wyśmiewani, marginalizowani, wypychani poza „salon”.
To nie jest zemsta.
To jest porządkowanie prawdy i Polski.
Okrągły Stół nie był końcem komunizmu. Był jego najsprytniejszym manewrem. I dobrze, że wreszcie przestał stać w Pałacu Prezydenckim jak fałszywy ołtarz.
Zostaw komentarz