Nie żyjemy już w kryzysie wymiaru sprawiedliwości. Kryzys zakłada możliwość naprawy. To, co dziś obserwujemy, jest systemową niesprawiedliwością, w której prawo działa wybiórczo, a wyroki coraz częściej przypominają narzędzia politycznej zemsty niż wynik niezależnego osądu.
Gdy prawo traci sens, a bezsens staje się normą
Od dawna żyjemy w kraju, w którym sprawiedliwość jest dobrem reglamentowanym jak cukier w PRL-u. Tyle że dziś kartki rozdaje nie państwo prawa, lecz państwo uznaniowości. Jedni wychodzą z więzień szybciej, niż zdążymy zapamiętać ich nazwiska, inni trafiają za kraty za słowa. Nie czyny. Słowa.
Z jednej strony pedofile i mordercy opuszczają cele, z drugiej – państwo potrafi nie uznawać prawomocnych wyroków sądów. Rozwody stają się dramatami kafkowskimi, bo jeden sędzia – bez kompetencji, ale z politycznym parasolem – kwestionuje status drugiego. Prawo przestaje być regułą, a staje się opinią. Najlepiej zgodną z aktualną linią partyjną.
Emerytury katów i cela dla krytyków
W tym samym czasie przywraca się pełne emerytury funkcjonariuszom aparatu represji PRL, dbając o ich komfort i spokój starości, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Historia? Rozliczenia? Odpowiedzialność? To już podobno „tematy zastępcze”.
Ale gdy opozycjonista z czasów „Solidarności” pozwala sobie na ostrą ocenę środowiska prawniczego – wędruje do więzienia. Bez zawieszenia. Bez metafory. Fizycznie.
Nie znam poglądów Adama Borowskiego. Nie interesuje mnie, co dziś myśli o świecie. Wystarcza mi jeden fakt: był opozycjonistą solidarności. Człowiekiem, który w czasach realnych represji miał odwagę się sprzeciwić. I właśnie taki człowiek dziś słyszy wyrok za krytyczną wypowiedź.
Adwokat, obrońca czy współuczestnik?
Borowski powiedział coś, co w normalnym państwie uchodziłoby za truizm: że nawet największy zbrodniarz ma prawo do obrońcy, ale obrońca nie może być częścią układu. Że rolą adwokata jest szukanie okoliczności łagodzących, a nie organizowanie figurantów i słupów.
Za taką ocenę – nie za pomówienie udowodnione kłamstwem, lecz za publicystyczny osąd – w Polsce idzie się do więzienia. Jeśli to nie jest sygnał alarmowy, to czym on ma być? Syreną przeciwlotniczą?
Nietykalni i ich dwory internetowe
Tymczasem mówimy o osobach, wokół których od lat narastają poważne kontrowersje. O aferach, które dziwnym trafem są „skręcane” w sposób tak ostentacyjny, że bardziej przypominają gangsterskie ustawki niż procesy karne. O środowiskach internetowych pełnych hejtu, gróźb i agresji, które regularnie orbitują wokół tych samych nazwisk, jak satelity wokół planety nietykalności.
Najcięższy zarzut dotyczy jednak czegoś znacznie poważniejszego: prób podważania legalnego procesu wyborczego, blokowania zaprzysiężenia wybranego prezydenta i powielania narracji o „sfałszowanych wyborach”. Narracji, która – przypadkiem czy nie – idealnie wpisuje się w rosyjską strategię destabilizacji państw regionu.
Bantustan w europejskim opakowaniu
W kraju, w którym takie działania uchodzą bezkarnie, a za krytyczną wypowiedź wsadza się ludzi do więzienia, nie mówimy już o państwie prawa. Mówimy o systemie represji. O selektywnej sprawiedliwości. O demokracji, która działa tylko wtedy, gdy wynik się zgadza.
To są standardy znane z Białorusi czy Korei Północnej, nie z państwa należącego do Unii Europejskiej. Polska coraz mniej przypomina republikę prawa, a coraz bardziej bantustan – z dekoracjami demokracji, ale bez jej treści.
Prawo bez sprawiedliwości jest tylko pałką. A pałka, nawet owinięta w konstytucję, nadal pozostaje pałką.
Zostaw komentarz