Afera szpitalna KO w pełnej krasie pokazuje zbydlęcenie tego środowiska i poczucie całkowitej bezkarności.

W nadzorowanym przez Trzaskowskiego Szpitalu Południowym gnój Kacprzyk z warszawskich struktur Kierwińskiego został milionerem, bo robił fikcyjne dyżury i zorganizował na SOR salonik VIP dla polityków Tuska. Według zeznań byłego ordynatora dopiero uczył się praktyki i doprowadzał do śmierci pacjentów.

Na innym piętrze szef prosektorium tego szpitala zorganizował sobie handel zwłokami, a jeśli rodzina zmarłego wybrała inną firmę pogrzebową niż polecał, to oddawał mocz na ciała ich bliskich. W wolnym czasie publikował fotki rozczłonkowanych ciał na Instagramie.

Donald „Prawdomówny” Tusk obiecał, że każda złapana za rękę osoba wchodząca do szpitala bez kolejki i należąca do KO poniesie surowe konsekwencje. Niedługo potem jego partia ogłosiła, że posłanka KO, Małgorzata Pępek, za załatwienie sobie poza kolejką badań, na które czeka się 2 lata, nie poniesie żadnych konsekwencji.

Minister zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda, bez cienia wstydu oznajmiła, że „w przypadku Szpitala Południowego państwo zadziałało prawidłowo”. Ta sama pani nie widzi też problemu, że po tym, jak została ministrem zdrowia, dostała 57 tysięcy od Szpitali Pomorskich, którymi wcześniej kierowała, za to, że… nie będzie z nimi konkurować.

Niedawny szef Departamentu Nadzoru i Kontroli w resorcie zdrowia dodał, że nie widzi „żadnych podstaw, by wyciągać jakiejkolwiek konsekwencje wobec kogokolwiek w Ministerstwie Zdrowia” za aferę szpitalną. Nadzór i kontrola nad szpitalami poszły mu tak dobrze, że właśnie awansował na stanowisko dyrektora generalnego w Ministerstwie Zdrowia.

Oni całą Polskę „nadzorują” jak ten szpital. Żeby oczyścić państwo z tej patologii potrzebny jest polityczny POTOP, który musimy im zafundować w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

AutorEwa Zajączkowska-Hernik
Polska polityczka, historyczka i dziennikarka, posłanka do Parlamentu Europejskiego X kadencji.