Rektorowi panu od pewnego czasu przestało się podobać, że wykładowcy chodzą równo a do tego wyprostowani. Do tego w garażu podziemnym doszło do strzelaniny między Woźnym a nowozatrudnionym pracownikiem ochrony. Woźny go zastrzelił i sprzeczki ustały. Woźny poprosił konfidencjonalnie Rektora pana, żeby nie zgłaszał na milicję tego, co wydarzyło się na parkingu.

– On i tak nie nadawał się do tej pracy – powiedział Woźny na ucho Rektorowi panu.

A mówił jak najciszej się da, bo Rektor pan posiada strasznie plotkujące sekretarki.

– Proszę zwołać radę rektorską, jeszcze dzisiaj – wydał polecenie Rektor pan lekko garbatej sekretarce.

Na spotkanie stawiło się prawie komplet dziekanów. Każdy pod krawatem zawiązanym pod szyję, że aż dusił.

– Zwołałem was tutaj, bo chcę, żebyście zaprzestali normalnego chodzenia. To znaczy w linii prostej i wyprostowani. Normalnie chodził będę tylko ja, mój zastępca i Woźny. Bo ten ostatni ma problemy ze zginaniem się. Poza tym ma krzywego psa i gdyby sam się garbił to zlałby się z nim w jedną całość.

– Ale wszyscy mamy od teraz chodzić krzywo pogarbieni? – zapytał dziekan Wydziału Histerii, który usprawiedliwił swoją nieobecność gdyż miał bardzo ważny wykład w Płońsku. Tak swoją drogą od pewnego czasu w Płońsku się sporo dzieje.

– Dziekani mają chodzić zgarbieni i to w zależności od oceny parametrycznej dyscypliny. A nawet ci, którzy dostali A+ niech chodzą zgarbieni, ale mniej od tych z B, a zwłaszcza z C – zaśmiał się Rektor pan posiadając satysfakcję z możliwości rządzenia.

– A dyrektorzy jak mają chodzić? – zapytał dyrektor Instytutu Nauk Potylicznych i Anfemizacji.

– Tylko zgarbieni i krzywo, inaczej karzę Woźnemu rozstrzelać. A on potrafi zabijać. – odpowiedział Rektor pan.

Rektor od dzieciństwa był lekko, ale prawie niezauważalnie przygarbiony. Ale pożądał, aby nikt tego nie dostrzegał. Wywodził się z Mławy.

Pies Woźnego wyprowadził go na spacer i temat przygarbienia był zamknięty. Woźny na rogu uniwersytetu oddalił papierosa, upewniając się wcześniej, że nikt nie zauważa zniknięcia filtra.

– Po co ja to wszystko opisuję? – zapytał sam siebie Woźny.