No dobra, zatem pani von der Leyen zapowiada dociśnięcie klimatycznej śruby, co oznacza ogromne koszty dla państw członkowskich a zarazem mamy już pewien obraz priorytetów prezydentury Trumpa, który – jeśli dojdzie do władzy – nie będzie miał ochoty na odgrywanie roli wojownika na Ukrainie i oczekuje od Europy bardzo znaczącego zwiększenia wydatków obronnych.
Ja tu widzę jasną sprzeczność.
Sęk w tym, że media liberalne wykrzywiają ten obraz tak, jakby postawienie UE wobec alternatywy: ograniczenie polityk klimatycznych za cenę wzrostu wydatków na obronność było w ogóle jakimś chorym pomysłem. Tak, jakby Ameryka zdradziła zawsze najmądrzejszą Europę, więc UE za nic teraz nie ponosi odpowiedzialności – bo wina Trumpa.
Oczywiście w tej sytuacji żadna wygrana Ukrainy nie będzie możliwa, ale z Putinem – jak zawsze – dogadywać się mogą tylko Macron i Scholz a nie jakiś tam Orban. To, że jeśli Trump wygra, negocjacje z Rosją i ustępstwa Ukrainy będą koniecznością nic nie znaczy, tylko nagle, z dnia na dzień zajmą się tym ci co trzeba a nie ci co nie trzeba, chociaż będą gadać o tym samym. Cudownym sposobem okaże się, że negocjacje odbywają się „z pełnym poparciem” UE i wszyscy będą szczęśliwi. Pewno nawet Orban znajdzie gdzieś na uboczu swoje miejsce, bo popierają go Putin i Xi.
A Polska zostanie w ciemnej dupie, chociaż rządząca koalicja będzie cały czas utrzymywać, że „odgrywamy ważną rolą” – oczywiście w antyszambrze i jeszcze z tym durnym Klichem w Waszyngtonie, z którym nikt nie będzie tam gadał.
Ech…
Foto: Andrzej Kotowiecki
Zostaw komentarz