Kończy się drugi dzień rozkminy sensowności wykonywania misji/pasji/zawodu naukowca.
Właśnie uświadomiłem sobie jadąc z wykładu, który dziś wygłosiłem w Opolu w bardzo miłym towarzystwie, że ja nigdy nie planowałem swojej kariery naukowej. Po prostu byłem ciekawym świata 19-latkiem, gdy wstępowałem w progi Akademii, a potem poznałem wielu fantastycznych ludzi, którzy zarazili mnie nie tyle pasją poznawania świata, ile swoim osobistym świadectwem. A polegało ono na tym, że im więcej o tym świecie się dowiadywali i im większymi umysłami byli, tym bardziej nabierali pokory, świadomi tego ile nie wiedzieli i ile zapewne jeszcze nie wiedzą.
Była to cecha ludzi niezwykle dojrzałych i odpowiedzialnych. Zatroskanych o dobro wspólnoty, którą tworzą i reprezentują jako intelektualiści.
Obecni naukowcy, ścigający się na postgowinopunkty nie mają już tej wrażliwości. Są wyuczeni w różnych strategiach pozyskiwania punktów. Punkty, punkty i jeszcze raz punkty! To jest obowiązująca domena. Zanikają otwarte dyskusje akademickie, bo są… niepunktowane. Nie warto więc w nich uczestniczyć. Lepiej wyrobić artykuł na 20 tys. znaków z ospowiednimi słowami-kluczami i zarobić min. 100 punktów. Niby wszyscy są tym zniesmaczeni, ale wielu i tak daje się uwieść „logice” punktacyjnej.
Ja przez ostatnie 20 lat sporo pisałem. To były teksty różnej jakości, lepsze, gorsze. Ale jakaś tak ich część jednak była czytana i komentowana, a nawet uznawana za znaczącą w dyskursie na temat związków religii i polityki czy Bałkanów.
Mi jednak już to lata koło lewego ucha, jak kto ocenia nasz dorobek. Z pozycji urzędnika, dla którego największym wyzwaniem jest umiejętność wciśnięcia trzech klawiszy na klawiaturze jednocześnie, to nie ma żadnego znaczenia. Bo z jego perspektywy liczą się tylko inzynierowie i medycy, humanistyka powinna zdechnąć bo jest… nieproduktywna. Zawracanie głowy, powie urzędnik. Za dużo was jest.
Mnie nie jest za dużo i jeszcze mam coś do powiedzenia. Nie bronię politologii, ale humanistyki szeroko pojętej. Te studia, badania i kształcenie są niezwykle potrzebne, abyśmy nie stali się… robotami. Pamiętajmy więc, że roboty, które powstały i pracują, były mozliwe dzięki pracy humanistów. To oni je stworzyli. Nie technicznie, ale poprzez umożliwianie ich wejścia do świata społecznego. Tłumaczenie ludziom, dlaczego to jest korzystne i potrzebne.
Osobiście odnajduję się jako zmarnowany naukowiec. Przykro mi to mówić i pisać, ale państwo polskie zainwestowało we mnie pewnie kilka milionów złotych, żeby mnie wykształcić. I żebym wykształcił grono niemal 20 doktorów. Z których wielu zrobiło spektakularne kariery zawodowe, co mnie bardzo cieszy.
Będę robić swoje, wykładać, może coś jeszcze napiszę, ale mam poczucie, że coś tu jest grubo nie tak. Że zrywany jest pewien proces przekazywania nie tyle wiedzy, ale też pewnej kultury akademickiej. A to się musi dramatycznie źle skończyć.
P.S. Głosujta na mnie do Rady Doskonałości Naukowej, żebym miał okazję udowodnić, że ta Rada wcale taka doskonała nie jest. Takie moje małe prywatne hasło wyborcze.
Zostaw komentarz