Proszę Państwa! Mówi się czasem, że z Krakowem jest jak ze starym profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego — długo milczy, patrzy z lekką ironią, marszczy brwi… ale kiedy w końcu coś powie, lepiej słuchać uważnie. I wygląda na to, że właśnie teraz Kraków przestał szeptać. Kraków powiedział: Sprawdzam”!
Chodzi tu o Referendum w sprawie odwołania Prezydenta Miasta Krakowa i calej Rady Miasta Krakowa przed upływem kadencji Referendum odbędzie się 24 maja czyli juz za kilka dni!. Aby wynik tego referendum byl wazny , do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców. Krajowe Biuro Wyborcze potwierdziło, że liczba ważnych podpisów złożonych pod wyzej wymienionym wnioskiem o przeprowadzenie referendum – przekroczyła liczbę stu dwudziestu tysięcy.
Tą liczbę sto dwadzieścia kilka tysięcy podpisów złożonych pod referendum trudno nazwac kaprysem. To już nie jest kawiarniana dyskusja przy stoliku pod Sukiennicami ani kolejna inteligentna krakowska skarga wypowiedziana półgłosem z dodatkiem słowa »absurd«. To brzmi raczej jak dzwon Zygmunta — tylko trochę bardziej zdenerwowany. Na ten dzwon reaguje aktualny Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski – apelem do mieszkańców, zeby nie poszli na wybory, żeby zbojkotowli to rederendum!.
Jakże fatalna musi być dla niego wiadomość, że 62,82 proc. mieszkańców Krakowa oglasza: ide do unry ! Biore udzial w wyborach. Dzsiaj, ielu z Państwa czyta nas może wiele kilometrów od Plant, Wisły i hejnału z Mariackiej wieży. Ale Kraków ma tę osobliwą cechę, że nawet jeśli człowiek wyjedzie z niego dawno temu, to i tak nosi go gdzieś w kieszeni pamięci. Czasem razem z zapachem obwarzanków, a czasem… razem z irytacją na to, co z tym miastem robią politycy.
I właśnie o tym będzie ten felieton. O mieście, które — jak zwykle elegancko i po krakowsku — długo zaciskało zęby, aż w końcu powiedziało: »sprawdzam«.
A w demokracji, proszę Państwa, najciekawsze jest to, że nawet najpotężniejsza władza panicznie boi się jednej rzeczy: obywatela, któremu jednak chce się wyjść z domu i postawić krzyżyk we właściwym miejscu.
A teraz . po tym przydlugim wstepie -zapraszam do wysluchania mojej audycji, tytul brzmi:
Kraków mówi „referendum”
i „odzyskaj swoje miasto”
Ponad 120 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum to krzyk mieszkańców Krakowa. Gdy władza apeluje, by zostać w domu, demokracja woła: „Idź i zagłosuj!”. 24 maja 2026 roku Krakowianie zdecydują, czy mają jeszcze wpływ na swoje miasto. Miasto, które przestało słuchać. Kraków nie wybucha często. To nie jest miasto gwałtownych rewolucji, raczej długiego, cierpliwego milczenia, które nagle zamienia się w jedno, donośne „dość!”. I właśnie ten moment obserwujemy dziś.
Blisko 124 tysiące podpisów pod wnioskiem o referendum to nie statystyka – to akt oskarżenia. Bo czy można dłużej udawać, że wszystko działa, gdy mieszkańcy czują się ignorowani? Gdy decyzje zapadają ponad ich głowami, a konsultacje społeczne przypominają bardziej formalność niż realny dialog?
Referendum: obywatelski rachunek sumienia Do odwołania prezydenta wystarczyłoby 58 tysięcy podpisów. Zebrano ponad dwa razy więcej. To nie przypadek. To mobilizacja, która mówi jasno: mieszkańcy chcą rozliczenia.
I właśnie dlatego tak wymowny był apel urzędującego prezydenta, by… nie iść na referendum.
Bo kiedy władza zaczyna liczyć na niską frekwencję, to znaczy, że przestaje wierzyć w swoje poparcie.
Demokracja nie polega na tym, by siedzieć w domu. Zarzuty? Lista jest długa. Mieszkańcy nie podpisywali się pod wnioskiem z nudów.
Wśród najczęściej powtarzających się zarzutów pojawiają się:
1. brak realnego dialogu społecznego – decyzje podejmowane są bez uwzględnienia głosu mieszkańców;
2. problemy komunikacyjne – chaos w organizacji transportu i brak spójnej wizji rozwoju;
3. polityka urbanistyczna – zarzuty o sprzyjanie deweloperom kosztem jakości życia;
4. zarządzanie miastem – brak transparentności i poczucie chaosu decyzyjnego;
5. oderwanie od codziennych problemów Krakowian – od smogu po ceny mieszkań.
To nie jest jeden błąd. To suma zaniedbań, które urosły do rozmiaru kryzysu zaufania. Strach zamiast odpowiedzi. Najbardziej uderzające nie jest to, że pojawiła się krytyka. W demokracji to normalne.
Uderzające jest to, jak na nią zareagowano. Apel o bojkot referendum to polityczny unik. Zamiast zmierzyć się z oceną mieszkańców, podjęto próbę unieważnienia ich głosu przez niską frekwencję.
To nie jest przywództwo. To defensywa. Kraków zasługuje na więcej. Referendum to nie jest akt zemsty. To akt odpowiedzialności. To moment, w którym mieszkańcy mówią: „to jest nasze miasto”.
Kraków to nie urząd, nie gabinety i nie konferencje prasowe. To ludzie. Ich codzienność, ich frustracje, ich nadzieje. I dlatego Krakowianie uważali, że 24 maja nie można zostać w domu. Ich głos ma znaczenie.
Nie chodzi tylko o jednego prezydenta czy jedną radę miasta. Chodzi o zasadę: czy władza odpowiada przed mieszkańcami, czy mieszkańcy mają się podporządkować władzy.
Frekwencja to dziś najważniejsza karta. Jeśli zostaniesz w domu – ktoś zdecyduje za ciebie. Jeśli pójdziesz – zdecydujesz sam. Kraków powiedział: „Sprawdzam”.
I na tym zakoncze moje obserwacje i przemyslenia na temat roli glosu kazdego obywatela w ksztaltowaniu obrazu panstwa w ktorym wola narodu powinna decydowac o jego obliczu.
Moje gratulacjie dla grodu Kraka i dla naszej dawnej stolicy panstwa polskiego za wskazanie Polakom drogi do naprawy Rzeczpospolitej!
Zostaw komentarz